Wspinanie na pustyniach Utah - relacjonuje Maciek Ciesielski
Zakończył się kolejny etap dwumiesięcznej wspinaczkowej podróży Kasi Okuszko i Maćka Ciesielskiego. Po zimowych wspinaczkach w ciągle zaśnieżonym Kolorado przyszedł czas na pustynne zmagania z rysami w sąsiednim stanie Utah.
Odebraliśmy Tadka Grzegorzewskiego z lotniska i jak tylko otworzyli (na chwilę oczywiście) zamykaną bardzo często tej wiosny z powodu opadu śniegów autostradę numer 70, biegnącą z Denver na zachód, ruszyliśmy w towarzystwie Andrzeja i Asi Poczobuttów na upragnioną pustynię. Tam w rejonie Indian Creek od dwóch tygodni działał zespół naszych przyjaciół - Aga Tyszkiewicz i Marcin Wernik.
Andrzej Poczobut na "Supercrack" 5.10, Supercrack Buttres,
Indian Creek (fot. Tadeusz Grzegorzewski/studio.montano.pl)
W dość nietypowej jak na pustynne warunki pogodzie (śnieżyce itp.) przez kolejne dziesięć dni pokornie uczyliśmy się klinować wszystkie dające się zaklinować elementy naszego ciała, a w wolnym czasie (czyt. jak już lało tak, że nic nie dało się innego robić) robiliśmy sobie krajoznawcze wycieczki po tych naprawdę przepięknych rejonach.
Każde z nas podniosło swoje umiejętności, jeśli chodzi o zacieranie się w rysie. To niezwykłe uczucie, kiedy w końcu rysa jako formacja przestaje być przerwą miedzy skałą, a zaczyna się robić niekończącym się ciągiem stopni i chwytów. Głównie staraliśmy się wspinać w stylu on sight. Nasze najlepsze przejścia sięgają poziomu 5.11+, 5.12-.
Maciek Ciesielski na "Wavy Gravy" 5.10, Scarface Wall,
Indian Creek (fot. Tadeusz Grzegorzewski/studio.montano.pl)
Dobry czas szybko się kończy i Tadek oraz Aga z Marcinem musieli wracać do Polski. Zostaliśmy z Kasią sami. Po parodniowym odpoczynku w Denver odwiedziliśmy na jedno popołudnie znajdujący się o okolicy Canyon Eldorado, a następnie ponownie ruszyliśmy na zachód. Tym razem chcieliśmy popróbować naszych sił na trudniejszych klasykach Indian.
Jednak przejeżdżając koło Fisher Towers narodził się spontaniczny pomysł - a może te ostatnie siedem dni w tym rejonie przeznaczymy na wspinaczki na okoliczne niesamowite Turnie? Tak też zrobiliśmy i muszę przyznać, był to jeden z najlepszych wspinaczkowych tygodni w moim życiu - po prostu ogromna pustynno/wspinaczkowa przygoda.
Przepiękne widoki
w Parku Narodowym w Canyonlands
(fot. Tadeusz Grzegorzewski/studio.montano.pl)
W ciągu tygodnia udało nam się zdobyć następujące turnie/ drogi:
Fisher Towers, Acient Arts:
Cockscrew (pięć naprawdę krótkich wyciągów: 5.5, 5.11-/raczej 5.10, 5.8, 5.10, 5.8). Wielka przygoda, nietrudne wspinanie. Chodzi się między ogromnymi, stojącymi zamkami z błota. Podczas całej wspinaczki zastanawiasz się, czy to się zawali już teraz, czy dopiero za chwilę;-)
Castel Vally, The Rectory i Castelton Tower:
Fine Jade(cztery wyciągi: 5.10, 5.11a, 5.9, 5.11) pierwszy wyciąg RP, potem OS. Przepiękna droga, właściwie jedna z najładniejszych z tych, które robiliśmy na pustyni. Piekielnie mało ewidentny przewieszony trawersik na pierwszym wyciągu. Wcześniej bym w to nie uwierzył, ale rysa na żółtego camalota może być trudna.
Kor-Ingalls Route (cztery wyciągi: 5.6, 5.8, 5.9+, 5.7) To była nasza druga droga tego dnia. Niestety w porównaniu z Fine Jade wypada słabo - wspinanie w zacięciu z szeroką rysą, a na lewej ściance zacięcia mamy jakąś dziwną, bardzo śliską "białą emalię". Dodatkowo tłumy. My zaczęliśmy się wspinać o 16.00, a i tak wyprzedziliśmy w ścianie trzy inne zespoły.
Kane Creak Canyon, Tombstone:
Corner Route (cztery wyciągi: 5.8, 5.7, 5.10+, 5.12-), ostatni wyciąg RP, reszta OS. Tombstone tak naprawdę najmniej przypomina turnie, jest bardziej ścianą. Ścianą, o której stało się głośno po tym, jak przepiękną biegnącą przez jej środek drogę Playing Hooky odhaczył Dean Potter, za co zresztą otrzymał przyznawaną przez Magazyn Climbing nagrodę Złotego haka. "Nasza" droga biegnie w lewej części i jest prześliczna. Trzeci wyciąg jest niesamowicie techniczny, a czwarty piękny. Szkoda, bo zabrakło niewiele, by go zrobić w pierwszej próbie.
Canyonlands, The Moses:
Primrose Dihedrals (siedem wyciągów: 5.11+ R, 5.10+, 5.10-, 5.10, 5.9, 5.11+, 5.10). Pierwszy wyciąg RP, potem OS. Totalna przygoda. 10 kilometrów podejścia pod ścianę. Pustka pustyni. Cudownie piękna noc i niezapomniane, trudne i wymagające wspinanie. Pierwszy wyciąg techniczny, mało ewidentny i wymagający kilku odważnych ruchów. Drugi wyciąg trudniejszy, niż wygląda - nie można go lekceważyć. Czwarty to jakby Incredible Hand Crack, tylko na niebieskie camaloty. Szósty sprawdzi nasze umiejętności wspinania w przerysach i wytrzymałość.
Więcej informacji na temat naszego pobytu w USA znajduje się na naszym blogu oraz na stronie głównego sponsora wyjazdu www.vaude.pl. Tutaj znajdują się także informacje na temat testowanego przez nas sprzętu.