14 maja 2008

 

O Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w Tarnowie zza zaplecza

Piątek. Godziny przedpołudniowe.

Koło Ratusza stoi wysoka na 12 m konstrukcja, która do sobotniego wieczora ma zamienić się w ścianę odpowiednią do przeprowadzenia konkurencji "na czas". Budują ją cztery osoby. Powstanie jednego poziomu paneli, wysokiego na 1,5 metra, a szerokiego na 5 zajmuje im niecałe dwie godziny. Poziomów ma być osiem. Na razie nagie rusztowanie rozbudza ciekawość przypadkowych gapiów.

- Przepraszam, co tu będzie? - pada pytanie.
- Ojciec Dyrektor przyjeżdża - odpowiada zmęczony całonocną pracą młodzieniec.
- A, nieprawda. Ja wiem, co Ojciec dzisiaj robi. Nie będzie go w Tarnowie - ucina żart dobrze poinformowana starsza pani.

Przed ratuszem cztery pomarańczowe grzyby przeznaczone do boulderingu. Pod nimi podest, a na podeście dwa ruchome rusztowania i dwóch mężczyzn przykręcających chwyty do ściany. Między dwoma grzybami, a kolejnymi dwoma zieje pustka - to miejsce dla piątego, postrachu zawodników, połogu. Śpieszący gdzieś przechodzień nie wytrzymuje, zmienia trasę, podchodzi do podestu i zaspokaja ciekawość:

- Przepraszam, jaki koncert tu będzie?
- Koncert zespołu Feel - odpowiada routsetter, unosząc do góry prawy kącik ust.
- A o której to będzie? - więcej niż ucieszony kontynuuje mężczyzna.
- O 20.
- Dziękuję bardzo!

Sobota. Godzina 9.00

Wszystko wydaje się być przygotowane. W piątek w cudowny sposób na środku tarnowskiego rynku wyrósł kolejny grzyb - teraz stoi ich pięć. Przed podestem odwrócone tyłem do ściany krzesła, a jeszcze dalej niebieski namiot. Stoi w nim długi stół, za którym siedzi Rafał Nowak i wpatruje się w rozłożone na stole numery Magazynu Górskiego z wynikami zawodów z poprzednich lat. Po jego lewej stronie ze słuchawkami na uszach Dj Philips, który wydobywa z głośników pierwsze, jeszcze senne melodie.


Arena zmagań - tarnowski rynek (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)

Sędzia Główny zawodów - Piotr Kruczek podchodzi do układaczy wracających ze śniadania w barze mlecznym:

- Z waszej strony wszystko gotowe?
- Tylko jeszcze materace ułożymy.
- Dobra, to ja dzwonię po zawodników.

Z hali MKS Tarnovii, gdzie znajduje się strefa ze ścianą do rozgrzewki, w stronę rynku wyjeżdża samochód marki skoda z pierwszymi zawodnikami w środku. W tym samym czasie do szefa routsetterów - Tomasza Dźwigonia i jego pomocnika podchodzi Bartek Kitajewski:

- Chłopaki jest problem. Bo goście, którzy mieli sędziować problemy budują ścianę do czasówki, no i mam pytanie, czy nie moglibyście posędziować ?
- No... dobra.

Zawody startują. Problemów w eliminacjach jest pięć - pierwszy biegnie po brzuszku i jest najłatwiejszy, drugi to połóg. Kończą go tylko dwie osoby, obie w drugiej próbie - Tomek Oleksy i Marcin Wszołek. Pozostałe trzy problemy najlepsi robią on-sightem. W czasie eliminacji mężczyzn dwójka routsetterów jest także sędziami. Na którymś z problemów przekręca się chwyt, do Konrada podbiega jeden z sędziów z okrzykiem na ustach:

- Chwyt się przekręcił, chwyt.
- Stary, ja sędziuję teraz, gość mi lezie, co mam zrobić, rzucić tymi kartkami? Sam go dokręć!
- Ale ja nie jestem od tego! - krzyczy sędzia. Konrad purpurowieje i trzęsą mu się ręce. Na szczęście Egon ma przerwę po on-sightowym przejściu, dokręca chwyt, po czym wraca i stwierdza:
- Na kobietach nie sędziujemy.

Wśród kobiet eliminacje stanowią półfinał. Z siedemnastu wyłaniają siedem: Marię Sosnowskich, Edytę Ropek, Agatę Wiśniewską, Kingę Ociepkę, Oliwię Bechyne-Goś, Martę Lenartowicz oraz Paulinę Guz. Niestety Paulina z powodu matury nie może wystartować, a Agata kontuzjuje się w strefie, tak więc do walki o Mistrzostwo Polski staje ich pięć.


Marta Lenartowicz (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)

Po eliminacjach wokół grzybów wszystko ucicha, a kompozytorzy problemów, jak postanowił nazywać ich komentator, zaczynają pracować nad finałami. Półfinały mają gotowe. Tylko na potencjalnej ścianie do czasówki coś się dzieje, nagie rusztowanie powoli zapełnia się panelami. Kompozytorzy wiedzą, co to za panele, z takich samych zbudowany jest ich podest - są śliskie jak szkło.

- Nie pobiegną po tarciu, co?
- Tylko nogi po rękach.

Marcin Bibro jest kompozytorem dróg na czas. Przykręca chwyty, gdy tylko kolejny panel jest zamocowany, nie czekając na ukończenie całej ściany. W ten sposób prawdopodobieństwo, że czasówki rozpoczną się o zamierzonej godzinie wzrasta. Wieczorem wszystko startuje. Pod 12- metrową, oświetloną ścianą tłok. Publika miesza się ze skaczącymi i wymachującymi rękami zawodnikami, którzy próbują się rozgrzać.

Pod grzybami routsetterzy. Walczą z brakiem weny i z dzieciakami próbującymi skakać po grubych i miękkich materacach. Ich czasówki nie interesują, próbują zaspokoić chęć do psocenia i poznać intencje panów, którzy im tego zabraniają. Robią to w irytujący sposób -zadawania masy pytań i ignorowania zakazów. W końcu jeden z układaczy nie wytrzymuje:

- Dobra. Który przekroczy tą linię dostanie pałką w łeb - mówi, pokazując czerwono-białą taśmę kijem ze szczotką przymocowaną do jego końca. Jakimś cudem groźba skutkuje.

Pod ścianą do czasówek wrzaski publiki nabierają na sile. Zmagania są coraz bliżej finału. Tomek Oleksy eliminuje kolejnych przeciwników. Grzesiek Lenartowicz niespodziewanie wygrywa z Łukaszem Świrkiem, który do tej pory uzyskiwał lepsze czasy. Później to samo spotyka Mateusza Puzonia. Hobbit biega jak urzeczony. Dociera do finału, w którym mierzy się z Mistrzem Polski. "Na miejsca. Gotów. Start!". Hobbit biegnie trochę wolniej, Tomek zyskuje przewagę, gdy nagle siup! - pojechała mu noga. Grzesiek równym tempem zbliża się do końca, ale Tomek nie daje za wygraną. Zrywa się i w szaleńczy, przepełniony energią sposób stara się naprawić błąd, wygląda jakby teraz biegł dwa razy szybciej. Przewaga Hobbita maleje, ale ten bieg należy już do niego. Ma niewielką, ale bardzo istotną przewagę. Zamiana dróg i start! Grzesiek biegnie równo, bardzo dobrym tempem, ale Tomek jest wyraźnie lepszy. Tym razem nie popełnia błędu i kończy drogę przed Hobbitem. Trudno określić, czyja przewaga była większa. Kibice obu zawodników z podenerwowaniem czekają na wynik. O 8 setnych sekundy zwycięża zeszłoroczny Mistrz Polski. Tarnów krzyczy z zachwytu. Mistrzynią Polski w konkurencji na czas zostaje Edyta Ropek - ziomkowie mają powody do radości.

Niedziela. Godzina 9.00. Półfinał mężczyzn.

Jako pierwsi startują najlepsi. Ma im to ułatwić regenerację przed wieczornymi finałami. Tak więc największe emocje już na starcie. Pierwszy jest Tomek Oleksy. Świetnie mu się zgina, ale końcówka jedynki to podobno "kosmos". Ukrainiec Stanisław Klesznow robi wszystko, by sięgnąć gwiazd i w jakiś cudowny sposób, praktycznie na samych rękach po krawędzi dociera do topu. Zostaje jedynym pogromcą problemu numer 1. Dwójka jest jak najbardziej wkaszalna, wszyscy uczestnicy finału ją robią. Trójka to cięższy orzech do zgryzienia. Końcówka chyba niemożliwa do zrobienia. Marcin Wszołek nie dochodzi nawet do bonusa, kręci głową, mruczy pod nosem: "cholera, ale ja nie mam mocy". Czwóreczkę najlepsi robią on-sightem. To banieczka z krawądki do oblaka, a później skręcenie i kolejna banieczka do obłej struktury, według Mara to najładniejszy bald półfinału. No i koniec, szóstka finalistów wyłoniona: Stanisław Klesznow, Tomek Oleksy, Marcin Wszołek, Grzegorz Lenartowicz, Piotr Bunsch i Jakub Główka.


Stanisław Klesznow (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)

Do rozpoczęcia finałów 5 godzin. Dużo czasu dla układaczy, by wymyśleć, spróbować, a na końcu dopieścić cztery bouldery dla mężczyzn i cztery ich ułatwienia dla kobiet.

Godzina 19.00

Nad tarnowskim rynkiem gromadzą się czarne chmury. Wieje silny wiatr. Co chwilę pojedyncza kropla spada komuś na głowę. Nad skrajnie lewym grzybem wystaje rura, która miała być elementem zadaszenia. Niektórzy są zaniepokojeni, inni jak zwykle dobrej myśli. Publika dopisała, można powiedzieć, że między ratuszem a ścianą - tłok. Najpierw prezentacja finalistów, później cztery minuty na obejrzenie dwóch problemów i startujemy.

Wśród kobiet walka toczy się głównie między Edytą Ropek a Kingą Ociepką. Ukrainka, pierwsza po eliminacjach, nie może się odnaleźć. Na problemie numer 1 do bonusa dochodzi tylko Kinga. Dwójkę Kinga i Edyta robią on-sightem. Na trójce Kinga pokazuje, na co naprawdę ją stać. Jako jedyna wymyśla sposób na końcówkę - z małego chwyciku łapie się lewej krawędzi, staje na malutkim stopieńku i walcząc ze zsuwającą się ręką, końcówkami palców sięga do topowej krawędzi. Publika szaleje, to było naprawdę piękne przejście. Kinga w drugiej próbie przechodzi ostatni problem, a Edycie nie może pomóc nawet jej wzorowy on-sight. Oliwka, zaliczając tylko dwa bonusy, zajmuje miejsce trzecie.


Podium Pań (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)

Jedynka mężczyzn to techniczny baldzik. Łatwy początek na wypór, po czym no handzik w rozkroku, zejście na strukturę, dynamiczne wahnięcie do oblaczka i trudności - daleki ruch do klamy. Pierwsza trójka nie może nic wykombinować, dopiero Marcin Wszołek wynajduje sposób. Siada na strukturze okrakiem i chwile pozostaje w tej pozycji, po czym powolutku zaczyna się zsuwać, ostra krawędź przechodzi dokładnie między jego pośladkami. Wykonuje ruch do oblaka i teraz jest gotowy. Spręża się cały w sobie, bardzo energicznym ruchem całego ciała wybija się i frunie do klamy. To on-sightowe przejście. Publika krzyczy. Teraz jest odpowiednio pobudzony, najlepszy stan na wspin po zwycięstwo. Tomek potrzebuje trzech prób na ten problem, Klesznow nie robi go wcale.


Tomek Oleksy (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)

Dwójka to straszna, wytrzymałościowa walka w daszku, a końcówka podobno abstrakcyjna. Ale bonusik zalicza pięciu finalistów. Tomek i Mar trójkę pokonują on-sightem. Pozostali, z wyjątkiem Hobbita, dochodzą do bonusa - bania dwoma lub jedną ręką do bananowej struktury na bocznej ścianie przewieszenia, tylko Bunsch sięga tam statycznie. Czwórka to loteryjne mono z dobrego nachwytu do dwóch chwytów na strukturze. Bardzo widowiskowa rzecz, publika reaguje to krzykami, to wzdychaniem. Robią go wszyscy, ale potrzebują różnej ilości prób. Marcin utrzymuje banię w drugiej próbie, co zapewnia mu Mistrzostwo Polski.

Gość z Ukrainy nie może poszczycić się świetną dynamiką i trawi na bańkę próbę za próbą. W końcu mu się udaje, staje na szczycie grzyba, unosi ruch w geście pozdrowienia, po czym z rezygnacją nią macha, jakby odganiał sprzed twarzy muchę. W drodze za ścianę bierze porządny zamach nogą i kopie z furią swój woreczek, który frunie wysoko zostawiając za sobą ślad magnezji, niczym kometa. Woreczek ląduje na drzewku z knajpianego ogródka, a Staszek klnie po ukraińsku. On przyjechał tu po zwycięstwo.   


Podium Panów (fot. Paweł Topolski/tarnow.pl)   

Wyniki:

Kobiety na czas:

  1. Edyta Ropek
  2. Paulina Guz
  3. Monika Prokopiuk

Mężczyźni na czas:

  1. Tomasz Oleksy
  2. Grzegorz Lenartowicz
  3. Mateusz Puzoń

Kobiety bouldering:

  1. Kinga Ociepka
  2. Edyta Ropek
  3. Oliwia Bechyne-Goś

Mężczyźni bouldering:

  1. Marcin Wszołek
  2. Tomasz Oleksy
  3. Piotr Bunsch

Pełne wyniki Mistrzostw Polski w Tarnowie na stronie PZA.

Pełna galeria zdjęć z zawodów autorstwa Pawła Topolskiego na stronie: www.tarnow.pl

Zobacz też: Międzynarodowe Mistrzostwa Polski we wspinaczce sportowej za nami.

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
MP relacja [1]
gratulacje dla Konrada za naprawde fajnie napisana relacje!
  14-05-2008
bulek

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.