W górach Pamiro - Ałaju, w Kirgistanie, działała "wspinaczkowa sborna" rosyjskiego Krasnojarska [sborna - czyli coś w rodzaju "reprezentacji"]. Ich celem było - uwaga - pierwsze w historii wejście zimą na Pik 4810, wznoszący się w grani rozdzielającej Doliny Kara-Su i Ak-Su.
Pik 4810 - zdjęcie z lata
(fot. risk.ru)
Jest to z pewnością jedna z najtrudniejszych do zdobycia gór na całym świecie. Nie prowadzi na nią żadna, nawet "względnie łatwa" droga. Nie ma tu też "drabin nitowych", "dróg zejściowych", poręczówek, itp. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze trzy rzeczy: po pierwsze - wysokość bezwzględna n.p.m. - jest to góra o wysokości "około Mont Blanc" (4810 m n.p.m.); po drugie - trudności w samym dotarciu pod szczyt (ok. 60 kilometrów od ostatniej wioski, do której można dojechać autem...). Chociaż są to trudności "innego rodzaju", to również te osiągają stopień "skrajnie trudno" - jak w tradycyjnej skali trudności wspinaczkowych... Po trzecie wreszcie - zima...
W składzie wyprawy znaleźli się: W. Archipow - W. Gunko - J. Dymitrenko - A. Litwinow - A. Michalicyn - W. Cygankow - A. Cyganow - K. Bekker - I. Efrimow. [nazwiska podkreśloną czcionką - to "liderzy" poszczególnych grup].
Na miejscu nastąpił podział na dwie "kamandy" [ekipy, drużyny - przyp. aut.], które na miejscu obrały sobie dwa "cele" (skrajnie trudne - innych tutaj nie ma...):
Dymitrenko, Bekker, Efrimow, Cyganow - Drogę Sacharowa 6B ("6B" - to najwyższy stopień trudności w rosyjskiej skali ogólnych trudności wspinaczkowych ściany [nieco podobnej do "skali alpejskiej" - AD, D, ED, itd.]);
Gunko, Archipow, Litwinow, Michalicyn, Cygankow - Drogę Woronowa 6B.
Baza została ustanowiona 26 stycznia 2008 roku. Na miejscu okazało się, że temperatura w dzień oscylowała w okolicach -20oC. Śnieg był, ale nie za wiele.
Ekipa Dymitrenki wystartowała 1-go lutego. Pomylili samo wejście w ścianę - musieli wrócić z pomocą wahadeł na właściwą drogę i zaczynać od nowa...
Ekipa Gunki uderzyła 2-go lutego. Przez 2 dni przeszła 4 wyciągi. Jak pisali, ściana bardzo trudna, asekuracja wymagająca. Pogodę wciąż mieli dobrą. Walka o kolejne cztery wyciągi trwała dwa dni. Po 4 dniach ekipa Gunki "pracowała" już na 7 wyciągu.
"Dymitrenko i s-ka" po "falstarcie" zaczęła znowu 3-go lutego. Przez 3 dni pokonali 9 wyciągów. Platformy (portaledge) mieli wtedy na 7 stanowisku. W nocy z 5-go na 6-go załamała się pogoda - ścianę "oblepił" śnieg, który dodatkowo jeszcze spowolnił działania.
7-go lutego Baliezin dał znać, że obie ekipy pokonały po około 12 wyciągów, a 8-go kontynuowały wspinanie.
Dwa dni później "Gunko i s-ka" "dociągnęli" do 19-go, a Dymitrenko - do 14-go wyciągu.
Komentarz Olega Chwostenki (znawcy rejonu, autora kilku dróg zarówno w Dolinie Kara-Su, jak i Ak-Su):
Droga Sacharowa - jest najtrudniejsza na Piku 4810. Odrobinę krótszą ma część ścianową, ale jako całość jest baaardzo trudna. Dochodzi do tego jeszcze długa i niełatwa grań prowadząca do wierzchołka. Do wszystkich tych trudności tym razem trzeba było dodać jeszcze walkę z niezwykle silnym mrozem...
10-go lutego, w podmuchach wyjątkowo silnego wiatru, który, jak piszą wspinacze, "omal nie powyrywał platform biwakowych", a do tego jeszcze przy mrozie największym od początku wyprawy - ekipie Gunki udało się przenieść platformy na 21 stanowisko, poręczując do tego jeszcze dwie długości liny!
"Za to" ekipa Dymitrenki na Drodze Sacharowa - 13-go lutego zdecydowała się na odwrót! Skończył się im gaz i prowiant.
Z kolei 11-go lutego, około godziny 17.00, pierwsza dwójka ekipy Gunki wyszła na wierzchołek!!!
Na koniec jeszcze dwie informacje od Baliezina:
12-go lutego zadzwonił on do bazy: radość, szczęście... Pełny skład zameldował się na wierzchołku; wszyscy zdrowi, odmrożeń nie ma;
Wiadomość druga: Temperatura w bazie stanęła na -30oC!!! Można sobie tylko wyobrazić, ile stopni było tam, wysoko w ścianie... Zespół - cały i zdrowy - zameldował się w bazie 13-go lutego około 17.30.
Przejście rosyjskiego zespołu jest z pewnością jednym z najważniejszych dokonań w historii alpinizmu!!! Nie mamy tu co gratulować, itd., itp. Po prostu czapki z głów, ręce same składają się do oklasków...