25 stycznia 2008

 

Onda Vital w El Chorro - epilog

W kilka dni po powrocie z Terradets spotkałem na ścianie Maćka, który zaproponował, czy nie wybrałbym się do El Chorro. Od mojej pierwszej wizyty (styczeń 2005) nazwa tego rejonu działa na mnie jak płachta na byka.  Nie tylko dlatego, że jest to idealne miejsce na wyrwanie się z polskich trzaskających mrozów, ale przede wszystkim dlatego, że wracając stamtąd ostatnim razem obiecałem sobie rychły powrót na dokończenie mini epopei pod tytułem Onda Vital.


Marcin Wszołek (fot. Maciek Dziedzic)

Tak więc, nie namyślając się długo (akurat mam luźny semestr na uczelni), przystałem na propozycję kolegi. 18 grudnia 4-osobowa ekipa (Marcin Wszołek, Jarek Jarzyn Dudzik, Maciek Dziedzic, Tomek Chałupczak) dotarła na miejsce. Ku naszemu zdziwieniu wioska wydawała się pusta.  Z każdym dniem stawało się jednak coraz bardziej tłoczno i coraz głośniej.


Eksperyment z wynajęciem samochodu zaowocował wypadami na zwiedzanie.
Tutaj Ronda - bardzo malownicza, pobliska miejscowość (fot. Maciek Dziedzic)

Po wstępnym rekonesansie, wyhaczyliśmy świetne lokum na nadchodzące 3 tygodnie. Była to jedna z wielu jaskiń, przystosowanych do codziennego życia. Posiadała stolik do gotowania, antresolę, wylewkę i drzwi. Czyli wszystko, czego potrzebowaliśmy. Teraz mogliśmy skupić naszą uwagę na konkretach, czyli na wspinaniu.

Od początku myślałem tylko o Ondzie, ale przez pierwszy tydzień pogoda nas nie rozpieszczała, stąd każdego dnia wspinalismy się na Makinodromo. W efekcie rozwspinaliśmy się trochę. Jarek Jarzyn zrobił Lourdes 8a RP, a ja tego samego dnia Cous-Cous 8b+ RP.


U góry "Cous-Cous" 8b+, już po dwóch wymagających baldach
(fot. Maciek Dziedzic)

Kiedy nadeszła poprawa pogody, ustaliliśmy strategiczny plan działania i ruszyliśmy do drugiego kanionu, pod Ondę!

Pierwszy po 3 latach dzień na drodze to: wilgoć w trudnościach, ogólna słabość, u góry urwany chwyt, ale przede wszystkim wielka radość, że znów tu jestem i będę miał szansę dopisać ostatnie rozdziały do i tak już obszernego dziełka :). Przypominam sobie wszystkie ruchy, całe dziewięć dni spędzonych tu wspólnie z Wojtim, wszystkie pomysły, które 3 lata temu krążyły w mojej głowie.


Pierwsza bania. Na początku robiłem ją z miejsca raz na 10 prób (fot. Maciek Dziedzic)


Ten sam przechwyt z innej perspektywy (fot. Maciek Dziedzic)


Po pierwszej bani trzeba się szybko opamiętać i grzać dalej :-)
(fot. Maciek Dziedzic)

Na Ondzie o tej porze roku słońce jest tylko przez godzinę i to dość wcześnie - od ok. 11, co oznacza, że z cuevy trzeba wyjść ok. 10. Biorąc pod uwagę, że jest tu tylko ta jedna droga, i że chłopaki nie mają się tu po czym wspinać, przystawki musiały być szybkie. Jedna wstawka na rozruch, potem jeszcze 3 do 5 konkretnych prób i koniec. Trzeba było zbierać zabawki i ruszać do innego sektora. Chodziliśmy na Los Tigres, gdzie można zakosztować bardzo ciekawego, ciągowego, urozmaiconego i lekko przewieszonego wspinania.

Właśnie tak wyglądał nasz drugi tydzień - rano Onda, po południu Tigresy.

Maciek i Jarek czuli się w Tigres naprawdę świetnie. Obaj pociągnęli najładniejszą (według mnie) drogę sektora, Prisa Mata 7c w drugiej próbie (po pechowym locie z Flasha spod łańcucha) oraz łatwe El Salto del Tigre 8a RP. Jarek dorzucil jeszcze techniczne, płytowe 7c+ RP.

Natomiast ja przez pięć dni spadałem po kilka razy dziennie z ostatniego z najtrudniejszych przechwytów! Kanion kilka razy poniósł echem złowrogą wiązankę, która niejako naturalnie ulatywała ze mnie wraz ze skumulowaną energią, która po raz kolejny została minimalnie źle skierowana, więc spadłem.



Ostatni z najtrudniejszych przechytów. To stąd spadałem najwięcej razy.
(fot. Maciek Dziedzic)


Ten sam przechwyt, co wyżej (fot. Maciek Dziedzic)

I znów przyszło mi przeżywać rozterki. O co tu chodzi? Pytałem nie wiedzieć, kogo. Może zmienić patent, może całkiem odpuść i wspinać się po nowym? NIE! Nie było takiej możliwości, przecież po to tu przyjechałem! Już nawet Jarek, który mnie asekurował, zaczynał się dziwić. Ile razy można latać z jednego ruchu?

Dniem kulminacyjnym okazał się 31 grudnia. Po rozgrzewce na świetnym 7c na Tigresach, szybko zawinęliśmy się z Jarkiem pod Ondę. Ku zaskoczeniu padła tego dnia od pierwszego uderzenia! Wszystko zagrało jak należy! Moja radość była początkowo stłumiona. Nie wierzyłem, że wreszcie po wszystkim. To był dla nie szok. Jeszcze nigdy żadna droga nie zabrała mi tyle czasu. W sumie pokonałem Ondę 15 dnia!! Próby cieżko zliczyć, ale bylo ich około 70 :).


Tutaj już można się cieszyć. Choć zostało "tylko" wyjście, byli i tacy, którzy spadali wyżej;-)
(fot. Maciek Dziedzic)

Onda Vital jest drogą niezwykłą. Jest dość krótka (ok. 20 m), o mocno bulderowym charakterze. To ok. 25 ruchów plus łatwe, połogie wyjście. Z tego główne trudności to ok. 10 ruchów, a trzy spośród nich to konkretne banie na pełny rozstaw ramion.

Pamiętam, że na początku nie wyobrażałem sobie zrobienia żadnego z tych ruchów z osobna, nie mówiąc już o połączeniu dwóch, czy trzech w ciąg. Jak widać, upór i determinacja potrafią wiele zdziałać!

Z relacji miejscowych mocarzy i nielicznych informacji, jakie znalazłem w necie, droga powstała w 1994 roku. Była projektem Bernabe Fernandeza, jednak podczas, gdy ten zajął się innym projektem w pobliskim El Troncal de Antequera (Mojave 8c+ do dziś), linię podkosił mu 19-letni wówczas Dani Andrada i wycenił na 8c+! Miesiąc później Ondę pokonał również Bernabe i przecenił na 8c/c+. Na kolejne powtórzenie droga czekała do 1998 roku. Wtedy przeszedł ją Iván Hernández i zaproponował 8c. Od tamtej pory najprawdopodobniej nikt nie uporał się z tą wymagającą i piękną linią. Jeśli jest tak faktycznie, oznacza to, że czwarte przejście tej drogi należy do mnie :).

Przez ostatni tydzień wspinaliśmy się znów tylko na Makino, gdzie udało mi się zrobić jeszcze dwie ciekawe drogi; Randy 8a+ OS i El Oraculo 8b RP.


Wspin w Makino i droga "Mela Empina" 8a+. Za każdym wyjazdem spadam wyżej
z OS-a, tzn. z OS-a po latach. (fot. Maciek Dziedzic)

Natomiast Maciek po kilku dniach prób pokonał swoją najtrudniejszą drogę, Lourdes 8a RP!

Ogólnie wyjazd zgodnie uznajemy za bardzo udany i na pewno jeszcze kiedyś wrócimy do zimowego andaluzyjskiego raju!


Plaża w Maladze (fot. Maciek Dziedzic)

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Brak komentarzy

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.