Zbliżająca się wielkimi krokami zima skłoniła nas do poszukiwania słońca w Hiszpanii. W składzie: Sobek Czechowski, Adam "Rychu" Sroka i Michał Janik ruszamy na dwutygodniowy podbój Andaluzji.
Na pierwszy ogień idzie Loja, a "lajtowe" wyceny na południu dają się nam nieźle we znaki. Warunki marzenie. Wszystko "suche jak pieprz", dodatkowo 7 st. i północna wystawa.
Sobek na "Unzungu" 8a OS, Loja
(fot. arch. Michał Janik)
W obawie przed pylicą (w pobliżu droga do kamieniołomu) odpuszczamy po trzech dniach. Uderzamy w kolejne zaskakujące miejsce, Grazalemę. Weekendowy raj dla średnio zaawansowanych. Skołowani siarkowodorem (patrz kimanie w pobliżu oczyszczalni ścieków) jedziemy się dotlenić do mekki lokalsów. Archidona budzi respekt (bynajmniej nie ze względu na setki ton guana znajdującego się w grocie).
Archidona (fot. arch. Michał Janik)
Silni południowi chłopcy wyczesali tutaj kilka poważnych ciągów. Legenda głosi, że sam Szarmon wizytujący grotę w Villanueva del Rosario (chodzi o Chilam Balam) pomacał chwyty i zwinął zabawki, odprawiony z kwitkiem. W kooperacji z Adamem wypuszczamy Byka z klatki.
Leć Adam, leć!!! (fot. arch. Michał Janik)
Hiszpanie zaniepokojeni poczynaniami Sobka bacznie na nas łypali, nie skrywając radości z lotu spod łańcucha.
Nastroje zaczynają lekko podupadać. Czas naładować akumulatory. Miejsce do tego stworzone to Chorro - niezapomniany klimat: duży parking, pociągi, Guardia, Refugio. Można by długo wyliczać. Po założeniu bazy wysuniętej (peron) wbijamy na Makino. Żar z nieba jest tak duży, że nie pozostaje nic innego jak opalanie.
Ale lampion!!! (fot. arch. Michał Janik)
Łapiemy aklimatyzację w chłodnej północnej Desplomilandii, po czym na spokojnie, mocno wyziębieni wracamy do zamrażarki - Loji.
Uroki Desplomilandii (fot. arch. Michał Janik)
W myśl starego prawidła: "jak nie urok to sraczka" pakujemy się w kolejne tarapaty. Poobijana fura nie wróży nic dobrego. Atak na Sobka przez miejscowy rój pszczół na jednej z 8a pogłębia depresję. Każdy po cichu myśli, - co jeszcze do k....y nędzy?! Chwilowa zmyłka w postaci wizyty w Zuheros i sukcesach spod znaku 8a OS nie spowalnia naszej czujności.
Sobek na "Ora et Labora" 8a OS, Zuheros (fot. arch. Michał Janik)
Wyjazd zbliża się ku końcowi, więc fundujemy sobie wycieczkę w głąb mesety, w okolice Jaen.
Ściany w Otinar powalają z nóg. Makinodromo przy tym wysiada, ale ... No właśnie, zawsze jest jakieś "ale"! Tufy po samo niebo robią wrażenie. Niemniej zwiedzając wypasiony sektor, trafiamy i tym razem na lokalsów. Jest ich dużo. Za dużo. Wskakuje na nas jakieś pół tysiąca pcheł - wojowników o wolność groty, którzy pokazują nam, gdzie raki zimują.
Uwaga pchły!!! (fot. arch. Michał Janik)
Porozbierani do rosołu zarządzamy szybki odwrót.
fot. arch. Michał Janik
Udało nam się przejść OS:
Sobek
Unzungu 8a (Loja)
Perros de presa 8a (Loja)
Vida indecente 7c+/8a (Loja)
Ora et labora 8a (Zuheros)
Lucas raider 8a (Grazalema)
(cały dorobek to 45 dróg 8a i 8a+ OS)