W dniach 2-3 listopada rozegrano w Valence siódmą edycję Pucharu Świata w prowadzeniu.
Ostatnie lata w damskim Pucharze Świata to dominacja Angeli Eiter. I jeżeli byłyby zakłady bukmacherskie, to postawienie na dzielną Austriaczkę dawało 100% szanse na wygraną. Szczęśliwie dla obserwatorów Pucharu na deskach pojawiły się świetne reprezentantki Słowenii, które zaczęły nawiązywać równorzędną walkę z rozdającą do tej pory karty Angelą - przypomnijmy, że zdobyła ona Puchar już trzy razy z rzędu.
Maja Vidmar idzie po zwycięstwo w Valence
(fot. Sylvain Faux/SFX)
O tym, jak mocny jest Słoweński team, świadczy fakt wprowadzenia do finału przez ten, jednak mały kraj, aż czterech (!) zawodniczek na osiem finalistek. I to właśnie reprezentantka Słoweni, Maja Vidmar, zwyciężyła w Valence, pokonując Angelę Eiter i tym samym wychodząc na prowadzenie w ogólnej klasyfikacji Pucharu. Walka o końcowe zwycięstwo będzie zażarta...
Warty odnotowania jest też start naszej zawodniczki, Kingi Ociepki. Kinga wspinała się bardzo pewnie, dobrze rozwiązując trudne pasaże, odpadła zaledwie kilka metrów przed końcem długiej drogi półfinałowej. Zabrakło, chyba trochę wytrzymałości i może wiary w sukces. Kinga zajeła 10. miejsce, najlepsze w swojej seniorskiej karierze. Widać wyraźny wzrost formy tej zawodniczki w miarę trwania sezonu, 16. w Imst, 13. w Puurs i 10. w Valence, z arytmetyki wypada siódme miejsce na ostatnich zawodach Pucharu w Kranju :). Trzymamy kciuki!!!
Wśród panów, już tradycyjnie, czołówka jest o wiele szersza. Pokazały to też i te zawody. Aż 14. zawodników skończyło drogę półfinałową i do finału zakwalifikowało się 13. pretendentów do zwycięstwa (wszyscy oni topowali również na drodze eliminacyjnej). Wśród finalistów było aż 6. reprezentantów gospodarzy, Francuzi wykorzystali w 100% atut własnego boiska. Ale w tym sezonie prym wiodą Hiszpanie (Patxi Usobiaga i Julian Puigblanque) i to oni odbiegli od reszty stawki o kilka przechwytów i między sobą walczyli o pierwsze miejsce. Na filmie w akcji Patxi, po nim szedł Julian.
Julian wyraźnie pogubił się w połowie drogi robiąc wiele błędów technicznych, dodatkowo stracił wiele sił na próbę wpięcia się do niefortunnie przygotowanej wpinki. Moc była straszna, ale te błedy spowodowały, że o przechwyt zwyciężył jego rodak Patxi. Julian zachował pozycję lidera Pucharu, ale będzie musiał mocno się napocić, by ją utrzymać.