27 września 2007

 

Layla Peak w Pakistanie - wyprawa Speleoklubu 'Gawra' w Gorzowie

Na początku sierpnia tego roku wróciła z Karakorum w Pakistanie wyprawa Speleoklubu "Gawra" w Gorzowie. Celem było zdobycie sześciotysięcznego szczytu Layla Peak leżącego w rejonie lodowca Ghondokhoro (górna część doliny Hushe).

Layla to przepiękna, strzelista skalno-lodowa turnia o nieznanej dokładnie wysokości (spotykane koty rozpinają się między 6059 a 6660 metrów), posiadająca zaledwie kilka wejść (pierwsze autorstwa jednego z bohaterów tragicznych wydarzeń na Siula Grande w 1985 roku - Simona Yatesa), w tym żadnego polskiego.


Północno-wschodnia ściana Layli widziana z lodowca Ghondokhoro. To zdjęcie stało się impulsem do zorganizowania wyprawy (fot. everestnews.com)

Początkowym celem było poprowadzenie nowej drogi na wschodniej ścianie, skalnym zacięciem wypatrzonym na jednym z nielicznych zdjęć znalezionych w Internecie. Po przybyciu na miejsce i rozbiciu bazy na wysokości ok. 4400 m, wykonany rekonesans pozbawił nas złudzeń - skalne zacięcie było dużo krótsze niż wyglądało na zdjęciu, nie przecinało całej ściany i w większości okazało się niestety... pasem ciemniejszych skał wyprowadzających w mokre płyty pozbawione wyraźnych formacji. Próba poprowadzenia drogi dziewiczą wschodnią ścianą wymagałaby ogromnego nakładu czasu i sprzętu do haczenia i biwakowania - obydwu rzeczy brakowało, ponieważ od początku nastawieni byliśmy na szybką, klasyczną wspinaczkę w stylu alpejskim.


Hushe - na chwilę przed startem karawany (fot. archiwum Speleoklubu "Gawra")

W tej sytuacji zdecydowaliśmy się na powtórzenie drogi angielskiej północno-zachodnią ścianą. Po tygodniu akcji górskiej został postawiony szturmowy namiot na zachodniej przełęczy (na wys. ok. 5300 m) nazywany umownie obozem I. Do szczytu pozostawało jeszcze ok. 1000 metrów śnieżno-lodowej ściany o średnim nachyleniu 60°. Z racji dużej odległości do wierzchołka i konieczności pokonania 1 kilometra przewyższenia oraz niekorzystnych warunków pogodowych (bardzo wysokie temperatury od wczesnych godzin rannych, intensywnie operującego słońca i w efekcie topniejącego śniegu i zagrożenia lawinowego) zdecydowaliśmy się na niewiązanie się liną w celu przyspieszenia akcji. Czasochłonna sztywna asekuracja minimalizowała szanse wejścia na szczyt.


Widok na Laylę z naszej bazy. Głębokie siodło po prawej to zachodnia przełęcz i miejsce obozu I. Czerwoną strzałką zaznaczony najwyższy osiągnięty punkt (fot. Daniel Cieszyński)

Pierwsi zaatakowali najlepiej zaaklimatyzowani Mikołaj i Maciek. Z namiotu wyszli ok. 4 rano, wspinaczkę kontynuowali przez kolejnych 6 godzin. Na wysokości ok. 5800 metrów zatrzymała ich skalna bariera. Decyzja o wycofie spowodowana była jednak głównie złymi warunkami wspinaczkowymi: wysoka temperatura, topniejący, osuwający się śnieg, brak możliwości realnej asekuracji.


Mesa i wieczorny poker. Im dłużej trwała niepogoda, tym więcej hazard zdobywał zwolenników...
(fot. Jarek Woćko)

Druga próba należała do Łysego i autora tego tekstu. Z namiotu, mądrzejsi o doświadczenia poprzedników, wyszliśmy o 3 w nocy. W bardzo dobrym czasie osiągnęliśmy tzw. górną przełęcz i rozpoczęliśmy wspinaczkę. Zdecydowaliśmy się wykonać diagonalny trawers przez całą ścianę celem ominięcia bariery skalnej, tak by połączyć się z drogą włoską z 97 roku. Niestety znów wysoka temperatura powodująca topnienie i osuwanie się śniegu, lodowe odcinki o nachyleniu 60-70° pokonywane bez asekuracji (zgodnie z założeniem liny mieliśmy w plecakach) skłoniły nas do trudnej decyzji o odwrocie. Do szczytu zabrakło ok. 300 metrów.


Obóz I na przełęczy, chwilę po wycofie Łysego i moim (fot. Wojtek Szulc)

Po dwóch nieudanych atakach nastąpiło załamanie pogody, które trzymało nas w bazie kolejne dni. Ostatnia próba miała miejsce na chwilę przed przyjściem tragarzy i likwidacją bazy. Mimo fatalnych warunków pogodowych (ciepło, padający deszcz i deszcz ze śniegiem, schodzące dokoła lawiny) poszliśmy do góry jeszcze raz. Jarek, Daniel, Łysy i ja przełęcz osiągnęliśmy po 8 godzinach. Niestety całą noc walił śnieg i ostro wiało (zastanawialiśmy się, czy odlatujemy z namiotem już, czy stanie się to dopiero za chwilę). Rano widoczność była zerowa, nadal śnieżyło, a temperatura była w plusie. Jedyną słuszną decyzją był wycof.


Namiot szturmowy w obozie I po załamaniu pogody (fot. Daniel Cieszyński)

Na naszej górze działała w tym samym czasie wyprawa niemiecko-portugalska. Również nie zdobyła szczytu, osiągając wysokość 5500 metrów.

Mimo, że cel główny, tzn. nowa droga na wschodniej ścianie, nie został zrealizowany, to udało nam się jednak zostawić po sobie ślad - na północnej-zachodniej ścianie Layli wytyczyliśmy wariant wejściowy na przełęcz, z której później podejmowane były kolejne ataki szczytowe. Według zdobytych przed wyjazdem do Pakistanu informacji, jak i później weryfikując je na miejscu w czasie trwania wyprawy, nasze wejście od tej strony na przełęcz było pierwszym w historii. Poniżej wrysowany wariant wejściowy na przełęcz zachodnią (autorstwa dwójki Skowron - Cieszyński po 14 godzinach wspinaczki w bardzo kiepskich warunkach w piątek 13.07.2007 r., trudności: IV, lód miejsca 70°).


Wariant wejściowy na przełęcz na północnej-zachodniej ścianie Layli wytyczyliśmy (fot. Jarek Woćko)

Layla nadal pozostaje bez polskiego wejścia (według informacji jakie posiadamy). Szczyt jest piękny i wart zachodu, istnieje możliwość poprowadzenia nowej drogi. Przez pakistańskie Ministerstwo Turystyki jest oficjalnie uznany za górę o wysokości mniejszej niż 6500 metrów , nie wymaga więc wnoszenia specjalnej opłaty. Dolina, w której Layla leży, jest oddalona o 2 dni marszu od zatłoczonych baz pod Broad Peakiem i Gasherbrumami. Zainteresowanym służymy wszelkimi informacjami.


Powrót do Polski, na zdjęciu słynna Karakorum Highway. W lewym rogu widoczne koryto Indusu
(fot. arch. Speleoklubu Gawra)

W wyprawie udział wzięli: Jarek Woćko (kierownik), Daniel Cieszyński, Wojtek Szulc, Piotr "Pikuś" Pilecki, Maciek "Prawnik" Łuczyński, Mikołaj Babiszkiewicz, Jarek "Łysy" Skowron, Grzegorz "Greg" Kukurowski i Zośka Plust (trekking do bazy).

Podziękowania dla Wielkopolskiej Spółki Gazownictwa i Urzędu Miasta Gorzowa za wsparcie finansowe.

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
layla peak [10]
no szkoda, że się nie udało.. Ale brawa za chęci eksploratorskie :) Pozdrawiam znajomych i nieznajomych uczestników wyprawy :) Agnieszka
  1-10-2007
gusia

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.