|
W rozegranych w Warszawie Mistrzostwach Polski [news] pierwsze miejsce w prowadzeniu zdobył Marcin Wszołek (Five Ten, Milo). Oto rozmowa z naszym nowym Mistrzem Polski.

Podium panów w prowadzeniu: 1. miejsce Marcin Wszołek, 2. miejsce Tomasz Oleksy, 3. miejsce Piotr Bunsch (fot. wspinanie.pl)
wspinanie.pl (Piotr Turkot): Gratulacje. Drugi tytuł Mistrza Polski. Spodziewałeś się?
MW: Hmm... trenowałem, więc mogłem się spodziewać. Bardzo się cieszę. Sześć lat czekałem na kolejny tytuł. Co roku startowałem i co roku było blisko, ale coś zawsze nie grało. Myślę, że najbliżej byłem w tamtym roku we Wrocławiu [news]. I teraz piękny powrót. Chociaż byłem mega zmęczony po boulderach.
wspinanie.pl: Czyli takie łączenie konkurencji, dzień po dniu nie jest najlepsze?
MW: Wiesz, nie czujesz się pewnie. Kiedy podnosisz rękę i cię boli, to nie możesz liczyć, że skończysz finał. No, ale walczyć trzeba.
wspinanie.pl: Lubisz rywalizację pucharową? :-)
MW: Tak, tak. Lubię, oczywiście. Wiesz, startuję od dziecka. Regularnie, cały czas. We wszystkich zawodach w Polsce i nie tylko. Fajnie jest przyjechać na zawody ze świadomością, że jesteś do nich przygotowany i możesz na nich powalczyć. Najgorzej jest, jak przyjeżdżasz i nic z tego nie wychodzi. Tego nie lubię.
wspinanie.pl: Na tych zawodach miałeś to pierwsze, czyli przygotowanie, o sukces było ciężko?
MW: Tak, udało się. Myślę, że Toma [Tomek Oleksy] trochę źle pograł w finale i to się trochę przyczyniło. No, ale jest dobrze, jest dobrze. Myślę, że jednak jest jakiś niedosyt, mogłem jeszcze bardziej zawalczyć na tej finałowej drodze... ale wszystko zmierza w dobrym kierunku.
wspinanie.pl: A jak oceniasz w ogóle rywalizację, trudności drogi finałowej?
MW: Wiedziałem, że końcówka będzie nie do zrobienia, ale mogłem zrobić jeszcze 2-3 ruchy więcej. A poziom zawodów, hmmm... Nie jest on wysoki, na pewno. Jeśli chodzi o samą drogę, to było widać już z dołu, że Andrzej [Andrzej Mecherzyński-Wiktor] przesadził z końcówką. Nawet nie tam, gdzie spadłem, ale kawałek wyżej. Jeśli końcówka byłaby ułożona bardziej równo, to myślę, że droga mogłaby być eliminacją na Pucharze Świata.
wspinanie.pl: Wszyscy narzekają zawsze na poziom naszego wspinania sportowego. Gdzie jest przyczyna tej różnicy?
MW: Brak skał, brak dobrej ściany. Chociaż dobrą moc można zrobić w Nowym Sączu, w wrocławskim Eigerze. Ale z drugiej strony nie będę jeździł trenować na ściany. Nie mam zresztą na to pieniędzy. W tym momencie, uważam jednak, że nie mam takiego poziomu, jaki mógłbym mieć. Główna przyczyna to brak czasu na trening - choćby zajęcia na studiach. Poza tym trzeba zarobić jakieś pieniądze na życie. A więc nie tylko wspinanie. Mam coraz mniej czasu...
Główna przewaga tkwi jednak w skałach. Na weście można jeździć w skały, wspinać się po "ósemkach" i innych drogach. Ciągowe wspinanie w przewieszeniu, czyli to, co jest wymagane na zawodach. To właśnie w skałach jest najprzyjemniej, przecież nie będziesz w lecie wspinał się na panelu.
wspinanie.pl: A jakie masz plany na ten rok? Trenowałeś pod ten cykl zawodów?
MW: Trenowałem. Chociaż pod koniec lutego na zawodach w Reni Sporcie nabawiłem się kontuzji kolana, więc nie wspinałem się miesiąc, półtora. Akurat 2-3 tygodnie przed pierwszymi zawodami zacząłem się wspinać. Można powiedzieć, że mało. Teraz przygotowywałem się głównie pod trudność. Robiłem obwody... głównie pod tym kątem.
wspinanie.pl: Będziesz startował jeszcze w Pucharze Świata w tym roku?
M.W. Nie wiem jak będzie. Są jeszcze Mistrzostwa Świata w Hiszpanii, we wrześniu, ale obawiam się, że pokrzyżują mi się z jakimś poprawkowym egzaminem na studiach. Więc możliwe, że na te Mistrzostwa nie pojadę. Ale w listopadzie bardzo chciałbym wystartować w (chyba są dwie edycje) we Francji i w Słowenii. Tak, tam chciałbym wystartować.
wspinanie.pl: A zdarzy się kiedyś sezon, kiedy będziesz chciał i będziesz mógł wystartować w całym cyklu PŚ?
MW: To nie zależy do końca ode mnie. Ja na pewno nie jestem w stanie robiąc, to co robię, zarobić tyle pieniędzy, żeby samemu sobie zapłacić za przelot itp. Wszystko zależy od tego, czy PZA będzie miała środki i będzie chciała mi dać te pieniądze... Ale będę teraz powtarzał drugi rok na studiach, prawie na pewno, więc będę miał więcej czasu.
wspinanie.pl: Dzięki Mistrzostwu Polski poprawi się twoja pozycja rankingowa, chyba w zeszłym roku miałeś z tym kłopot?
MW: Po prostu zmieniły się zasady dofinansowania. Dostawać je mieli ci, którzy byli minimum w półfinale w PŚ, a ja w tamtym roku w półfinale nie byłem. Na zawodach międzynarodowych byłem zawsze 27, 28, 29... Mam nadzieję, że na listopad się przygotuję i uzyskam to minimum, czyli półfinał.
wspinanie.pl: Zatem minimalny plan na jesień to półfinał PŚ? :-)
MW: Tak, tak. Muszę się dobrze przygotować, bo tam startują zawodnicy z mega mocą, bardzo doświadczeni. Ostatnio, jak startowaliśmy z Pazurem [Rafał Porębski] w Imst, to wymyśliliśmy głupi patent. Spadliśmy, nie dlatego, że nie mieliśmy zapasu, ale przez nienajlepszy patent. Jeden moment i cię nie ma. Ale trzeba startować w Pucharze, bo przychodzi stres na zawodach międzynarodowych i po prostu się spalasz. Nie wiesz, jak się odnaleźć. Pomimo, że mam doświadczenie w tych startach, to nie jest ono jednak wystarczające. Jak na razie.
wspinanie.pl: A jak w ogóle wygląda kadra? Czy miałeś jakąś styczność z systemem szkolenia? Czy raczej wszystko odbywa się indywidualnie?
MW: Ale kto by miał to u nas wprowadzić?
wspinanie.pl: To jest kwestia braku jakiegoś autorytetu trenerskiego? Czy sprawa samej organizacji kadry?
MW: Mogłoby się zebrać grono dwóch, trzech doświadczonych ludzi, wspinających się od kilkunastu lat, którzy reprezentują jakiś poziom, ustalić program i cisnąć tych zawodników, żeby przyjechali, wspinali się razem, rywalizowali. Ważna jest też odnowa biologiczna, na co np. ja nie mam w ogóle środków. To może mieć duży wpływ. Jak się dobrze zregenerujesz, to możesz zrobić większy wysiłek na następnym treningu, a tak to ci się wszystko nawarstwia. Ma to spore znaczenie. Można coś takiego zorganizować.
W ubiegłym roku była próba zorganizowania zgrupowania kadry 4-osobowej w skałach, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Nie był to głupi pomysł, ale wówczas nie do końca wypalił. Spotkaliśmy się w Céüse, powspinaliśmy się 2 dni i rozjechaliśmy się. Tak to wyglądało. Nie było żadnego koordynatora. Chociaż nie wiem, czy akurat w skałach jest potrzebny koordynator, bo sami potrafimy się zmobilizować, żeby się wspinać po trudnych rzeczach. Jeśli byłoby nas dwóch, czy trzech z tej kadry, to na pewno byśmy się razem nakręcali. Z drugiej strony ciężko, żeby każdy z nas znalazł wspólny termin, spotkał się w konkretnym miejscu na "weście". Z tego, co wiem, to w tym roku są pieniądze w PZA dla dwóch osób.
wspinanie.pl: Są plany, żeby Puchar Świata był liczony sumarycznie, tzn. aby prowadzenie, bouldery i czasówka wchodziły do ogólnej punktacji - tak jak w przypadku narciarstwa gdzie jest kryształowa kula dla zwycięzcy trzech konkurencji. Według działaczy to właśnie czasówka jest interesująca dla publiczności, i może dzięki niej wzrosłoby zainteresowanie całym wspinaniem i w przyszłości stałoby się ono sportem olimpijskim. Masz zatem zamiar mierzyć się z czasówką?
MW: Dla mnie czasówka to zabawa. Nie mogę tego traktować, jako czegoś poważnego. Tzn. całe wspinanie jest dla mnie zabawą i fanem. Jednak przygotowanie do zawodów to jest już coś bardziej konkretnego. Nie wyobrażam sobie przygotowywać się pod czasówkę. Fajnie jest wystartować w czasówce, ale nie zamierzam się specjalnie na to nastawiać.
wspinanie.pl: To jest problem, bo w rzeczywistości czasówki na Zachodzie nie mają prawie żadnego prestiżu. To rodzaj egzotyki. Poza włoskimi Arco i Valle di Daone, gdzie istnieje tradycja czasówek, to przecież zupełnie peryferyjna dyscyplina...
MW: Śmieszny jest dla mnie np. fakt, że niektórzy zawodnicy, którzy wygrywają Puchary Świata na czas nigdy nie byli w skałach. Zamykają się tylko na to. Tylko to ich interesuje. Chcą być najlepsi na czas. To tak jak by wziąć jakiegoś mega wytrenowanego sprintera, czy biegacza i nauczyć go podstaw wspinania. Myślę, że po roku byłby w stanie walczyć z najlepszymi na czas. Po roku, jeśli jesteś w stanie walczyć na Pucharze Świata, bo nauczyłeś się wspinania i robienia tego po jak największych chwytach i jak najszybciej, to.
wspinanie.pl: Wybierasz się na wspinaczkowe wakacje?
MW: Tak, tak. Jak tylko zdemontujemy bouldery... Jeszcze teraz będę układał drogi na juniorskie Mistrzostwa Europy i potem można już lecieć. Wracamy do domu w poniedziałek i jeszcze tego samego dnia wyjeżdżam [23 VII].
Najpierw do Doliny Aosta na delikatny rozwspin, a potem zobaczymy. Jadę z ekipą, która wybiera się do Rodellar, więc może tam wylądujemy. Chociaż bardzo bym nie chciał, bo wiem, ile tam będzie ludzi. Nie dlatego, że nie miałbym tam, co robić. Bo na pewno coś by się znalazło. Są jakieś nowe drogi, a klimat jest sprzyjający. Ale na pewno też jakaś abstrakcyjna ilość ludzi. Mam nadzieję, że jednak tam nie dotrę.
wspinanie.pl: A jakiś konkretny plan?
MW: Nie :-) Wolę się nie wypowiadać. No na pewno chciałbym podnieść swoje RP i wyrównać OS, ale zobaczymy jak będzie. Jak się wkręcę i będę miał się z kim wspinać, to myślę, że będzie ok.
wspinanie.pl: Tego ci życzę!
MW: Dzięki!
Zobacz też:
|