Okapy z wiodącymi przez nie rysami były od dawien pokusą, dla której wspinacze z całego świata byli gotowi nie szczędzić trudu dalekiego podejścia, aby tylko zmierzyć się z wymarzoną formacją. Przykładem jest choćby Seperate Reality w Yosemite, czy Desert Gold w Red Rocks. Nos na Mnichu był moją ideą fixe od ponad dwudziestu lat.
Wschodnia ściana Mnicha z charakterystycznym Nosem
(fot. Andrzej Marcisz)
W 1987 roku namówiłem Krzyśka Pankiewicza, abyśmy choćby go "pomacali". Wówczas zjechałem spod wierzchołka i systematycznie trawersując w dół doszedłem do czubka Nosa, tak, aby na nim zawisnąć na jednej ręce. Zrobione przez Krzyśka czarno-białe zdjęcie ukazało się wówczas na okładce Taternika, z podpisem Wodzenie Mnicha za Nos.
Okładka "Taternika" nr 2/1987 zatytułowana: Wodzenie Mnicha za Nos - Andrzej Marcisz w sierpniu 1987 roku
(fot. Krzysztof Pankiewicz)
Później, przez wiele lat, Mnich nie stanowił dla mnie wyzwania wspinaczkowego. Kiedy w 2003 roku zaczęliśmy obijać Kant na Superacie Młodości, zrobiłem zdjęcie Nosa, który właśnie z tamtego miejsca wyglądał równie groźnie, co okazale.
Widok na Nos z "Superaty Młodości"
(fot. Andrzej Marcisz)
Kiedy pracowaliśmy nad Metalliką, zakładaliśmy nawet, że skończymy ją właśnie przez Nos, lecz ściana na lewo oferowała dłuższe wspinanie i raczej w większych trudnościach. Poza tym, z jednej strony nie miałem serca do obicia tej rysy nitami, z drugiej zaś odwagi, aby wejść w nią z zestawem mechaników.
Tegoroczny wyjazd do Stanów (patrz Dwa tygodnie w Dolinie Yosemite - ponowna lekcja pokory) zdecydowanie zmienił moje nastawienie do podjęcia próby na Nosie. W poprzedni weekend podjąłem kilka prób, lecz rysa okazała się bardzo zarośnięta porostami i czyszczenie jej podczas wspinania osłabiło mnie całkowicie.
Przedwczoraj wraz Tomkiem Opozdą pojawiliśmy się powtórnie pod Nosem. Uzbrojony dodatkowo w czeskie rękawiczki do rys, za pierwszą próbą wypadłem jakby z ostatniego ruchu już za przewinięciem okapu (tutaj uwaga: trzeba bardzo czujnie asekurować, gdyż znad okapu wypada się wahadłem i można uderzyć nogami o wystający kancik.) Na szczęście Tomek wyłapał mnie perfekcyjnie. W drugiej przymiarce puściło bez problemu. Tomek, przechodząc na drugiego, powalczył równie dzielnie, kto wie - może na drugiego przejście tej rysy jest nawet bardziej psychiczne, niż na prowadzeniu.
Nos w ładniejszej pogodzie i z bliska
(fot. Andrzej Marcisz)
Do przejścia potrzebne są na dojściu kominkiem pętle na zaklinowane bloki, a w trudnościach na starcie została kostka, a dalej camy 0.5, 0.75, 3, 1 i 0.75 (na wyjściu). Dodatkowo na grani trzeba mieć kilka średnich kostek tak, aby zapewnić asekurację dla partnera wychodzącego nad okap.
Ponadto korzystałem z jednego nita, który wbiliśmy na kancie pod Nosem, który jest jeszcze projektem. W czasie prób nie korzystałem z niego, lecz aby nie asekurować się z odpękniętych bloków, które w jesieni myślimy zrzucić, na razie rozsądne jest wpięcie się do najwyższego nita.
Trudno jest mi ocenić czy jest to VIII, VIII+, czy IX. Trudności są dla mnie sprawą drugorzędną. Mam nadzieję, że przejście tej efektownej rysy na Nosie dla każdego będzie wielką frajdą.
Andrzej Marcisz
PS Zdjęcia ze wspinania na Nosie będą dopiero w środę.