Lightning Strike, czyli Arwa Tower północno-wschodnią ścianą
7 czerwca szwajcarski zespół w składzie Stephan Siegrist, Thomas Senf i Denis Burdet jako pierwszy w historii pokonał, będącą marzeniem wielu topowych wspinaczy alpejskich świata, niesamowitą północno-wschodnią ścianę leżącego w Himalajach Gerwalu, w Indiach szczytu Arwa Tower (ok. 6352 m). Ich nowa droga, którą nazwali Lightning Strike ma ok. 1000 m długości i wycenę VI M5 5.9 A3.
Północno-wschodnia ściana Arwa Tower. Droga Szwajcarów biegnie charakterystycznymi zygzakami na lewo od filara, w górze przechodzi na jego prawą stronę.
(fot Stephan Siegrist/www.planetmountain.com)
Ta niezwykła góra została odkryta dla świata wspinaczkowego stosunkowo niedawno, bo w 1999 roku, kiedy to jeden z największych górskich eksploratorów ostatnich 20 lat, częsty "gość" naszego portalu Brytyjczyk Mick Fowler (patrz Alpinistyczny raj we Wschodnim Tybecie) w zespole z Stevem Sustadem, zdobył szczyt po raz pierwszy wytyczając na jego północnej ścianie tysiącmetrową drogę, która otrzymała wycenę VI, 5b, A3, szkockie V/VI.
W tegorocznej wyprawie Szwajcarom towarzyszył zespół kobiecy w składzie Anita Kolar i Ines Papert. Celem Anity i Ines było powtórzenie znajdującej się na zachodniej ścianie Drogi Francuskiej.
Ekspedycja rozbiła swój obóz bazowy 5 maja, na wysokości 4350 m. Już podczas pierwszej nocy okazało się, że Anita ma poważne problemu związane z wysokością i następnego dnia natychmiast trzeba było ja sprowadzić niżej. W ten sposób zakończyła się górska działalność żeńskiej części ekspedycji.
Mężczyźni rozpoczęli od założenia bazy wysuniętej, która stanęła u podstawy ściany na wysokości ok. 5250 m. Cała akcja w ścianie trwała 12 dni, atak szczytowy rozpoczęli 31 maja, a skończyli 7 czerwca.
Wspinaczka odbywała się w stylu kapsułowym, Tak długa działalność wynikała przede wszystkim z fatalnych warunków pogodowych - ogromne opady śniegu powodowały, iż zespół zrezygnował z pierwotnego planu nie poręczowania pierwszych wyciągów ściany. Na porządku dziennym było czyszczenie przez prowadzącego ściany, by spod warstwy świeżego śniegu wyłoniła się skała. Także zastane trudności spowalniały wspinaczkę. Zespół musiał haczyć "niewkaszalne", na tej wysokości i w tych warunkach, liczne przerysy oraz zmagać się z dość często pojawiającą się kruszyzną. W końcu 7 czerwca o 2.30 po południu cała trójka zameldowała się na szczycie. Była piękna pogoda, na niebie nie było chmurki i nie wiał wiatr - pierwszy raz od ośmiu dni...
Stephan Siegrist, Thomas Senf i Denis Burdet na szczycie Arwa Tower
(fot. Denis Burdet/Alpinist)
Jeszcze tego samego dnia zespół zjechał linią drogi do podstawy ściany, a następnego dnia osiągnął swoją bazę główną, gdzie na Szwajcarów czekali już gotowi do wyruszenia zamówieni wcześniej tragarze.
Już wcześniej zespół raz zmieniał rezerwacje na powrót do domu oraz przedłużał wygasające pozwolenie na wspinaczkę na Arwe Tower. Tak wiec radość była podwójnie wielka, nie dość, że rozwiązali jeden z największych aktualnie problemów wspinaczkowych świata, to jeszcze, jak wspomina Siegrist, mieli szansę zdążyć na powrotny samolot.