Początek wspinaczkowego sezonu 2007 postanowiliśmy wraz z Czarkiem [Modrzejewskim] nieco zrewolucjonizować :-) i zamiast corocznego miesięcznego pobytu w hiszpańskim El Chorro odwiedzić na krócej, dwa inne rejony.
Pierwszym, już sylwestrowym celem okazała się wyspa wiszących sopli, pozbawiona jakichkolwiek innych atrakcji turystycznych - piękna Kalymnos, stworzona tylko dla wspinaczkowych zapaleńców! Wybraliśmy się tam z naszymi przyjaciółmi z Krakowa - Agusią i Krzysiem [Wilczyńskimi], dzięki którym wyjazd nabrał nieco bardziej towarzysko-wypoczynkowego charakteru, zwłaszcza że słońce zachodziło o godzinie 16!
Mimo, iż pogoda nas nie rozpieszczała, to i tak wszyscy ulegliśmy niezwykłemu urokowi wyspy, gdzie gościnność miejscowej ludności, pomocnej w każdym względzie, sprawia, że to chyba jedyny rejon gdzie wspinacze są witani tak entuzjastycznie :-) Żółty i czerwony wapień z finezyjnie urzeźbioną (jeszcze nie wyślizganą przez tłumy) szatą naciekową tworzy sektory dość różnorodne wspinaczkowo. Od technicznego, lekko przewieszonego Arhi (do którego dojeżdża się jeżdżącym - w moim przypadku - 160 km/h "skuterkiem"), aż do sektoru Grande Grotta, królestwa no hand restów wśród kilkumetrowych stalaktytów, miedzy którymi jednak przemieszczanie w prawdziwym 3D wymaga sporo wysiłku i odwagi.
Właśnie w tym najbardziej reprezentacyjnym sektorze Kalymnos, udało się nam obojgu poprowadzić 35 metrową Priapos 7c OS, do której Czarek dorzucił jeszcze inna 7c OS o nazwie Aegialis, która jest uznawana za najczęściej fotografowaną drogę na świecie. Wyceny dróg na Kalymnos po weryfikacji przez wspinaczy biorących udział w odbywających się tam co dwa lata rock tripach spadły mocno w dół, zatem w poprzednim przewodniku drogi które poprowadziliśmy miały pół lub cały stopień więcej :-)
Czarek Modrzejewski (CW GATO, KW Toruń, UAX) na przepięknej rocktripowej 7c w sektorze Arhi, Kalymnos (fot. Agata Wiśniewska)
Warto też zaznaczyć czas :-) przejścia przeze mnie Priaposa - tej najbardziej reprezentacyjnej dla Grande Grotta drogi, który ze względu na liczne, bardzo widowiskowe - z tego co słyszałam :-) - no hand resty wyniósł 100 minut! Może dlatego właśnie (biorąc też pod uwagę, że wspinaliśmy się w zespole 3-osobowym, jak i wyjątkowo krótki dzień o tej porze roku) każdy z nas zjeżdżał z łańcucha zjazdowego średnio dwa razy dziennie!
Zachód słońca na Kalymnos (fot. Cezary Modrzejewski)
Ten straszliwy niedosyt skały nadrobiliśmy za to w kolejnym rejonie, do którego wybraliśmy się dopiero na wakacje wielkanocne. Nasz wybór padł na kolebkę słoweńskiego wspinania sportowego - Osp, a dokładnie sektor Misja Peč. Już pierwszego dnia Czarek poprowadził w 2. próbie Gilotynę 8a oraz Rock'n Roll 7c+ OS. Drugiego dnia w 3. próbie przeszedł też jeden z bardziej znanych klasyków Misji - Sonce v očeh 8a+ RP, który również mi udało się poprowadzić kilka dni później.
Resztę wyjazdu spędziliśmy ukrywając się przed słońcem w tzw. "lodówie" na Misji Peč i próbując znacznie trudniejszą dla nas drogę, o której, jeśli przybędzie trochę siły :-) i szczęścia, może już niebawem będę mogła coś więcej napisać.