Brak perspektywy rozpoczęcia sezonu narciarsko-biegowego zmusił mnie do podjęcia radykalnej decyzji - postanowiliśmy ze Zwierzem uderzyć 1 lutego na 2 tygodnie do Chorro - rok temu obiecałem sobie nie wyjeżdżać na wspin zimą, ale szybko o tym postanowieniu zapomniałem :-). Z zazdrością słuchałem opowieści kumpli o suchych ścianach, mega lampie, o tym że musieli do cienia uciekać i takie tam. No ale jak zima to zima - pogoda w końcu się zje.ła, w Polsce zaczęło sypać. Na domiar złego złapało nas przeziębienie, którym, jak się później okazało, obdarzyliśmy połowę mieszkańców wioski. Cóż, bilety kupione - lecimy. Przyjemna była świadomość, że z Alory zabierają nas kumple, a baza w jaskini, zwana eufemistycznie Pueblem zaklepana przez ekipę przesadzoną - oni o sobie sami napiszą :-).
Z życia Puebla - na zdjęciu Zwierz rozpoczynający dzionek (fot. Sebastian Czechowski)
Na miejscu okazało się, że rodaków jest więcej niż na majówkę w Sokołach, zresztą nigdy nie widziałem tylu Polaków za granicą naraz. Doszło do tego, że jak spacerując tunelami mijałem kogoś to mówiłem cześć i zawsze usłyszałem to samo! Fajnie było siedzieć wieczorem w refugio i widzieć samych ziomali (ale już nie fajnie czekać do dróg za dnia :-) ). Jako, że pogoda nas nie rozpieszczała postanowiliśmy się wygrzać i w końcu powspinać - na pierwszy ogień idzie Los Vados. Po drodze zawitaliśmy też do Lagos słynącego z grotki i z Melany (8b+) w jej środku - lipa, nie lepsza od Mamutowej (bez urazy), a dojazd karkołomny.
Grota Lagos (fot. Sebastian Czechowski)
Jeśli idzie o Vados to zaczyna się "nieźle", bo w przewodniku "Andalucia" rejon stoi przy złej drodze (kosztuje nas to połowę dnia przebijania się przez miasto i wertepy w górach) - A-4133 (to info z MAP24), a ma być po prostu przy głównej z Motril do Granady (N-323) i to ze 3 km od krzyżówki. Ach ta Hiszpania, normalnie czeski film...
Do góry Limbico, w środku Berrios robione z La Canal(fot. Sebastian Czechowski)
Wracając do miejsca to muszę przyznać, że jest bardzo przyjemne (ale trzeba się przyzwyczaić do hałasu aut - główna droga z wybrzeża do Granady). Jest lampa, sucho, są ładne piony [ale wymagające - nawet na 7a nie ma żartów :-)] - w sektorze La Canal; przewisy, klamy, rury w sektorach Berrios i Limbico. Z tym ostatnim łączyły mnie więzy emocjonalne, bo to tutaj znajduje się przepiękna Mutante 8a+, stanowiąca jeden z pięciu moich celów onsajtowych, z których (muszę się pochwalić) 2 zrealizowałem (Le Dinosaure 8a+ w Seynes oraz Deverse Satanique 8a+ w Gorges du Loup). Niestety, brak szacunku (kurde, który to już raz) zemścił się flajem z miejsca o ruch od bochna wpinkowego :-) O tyle szkoda, że takich dróg naprawdę nie jest tak wiele. No ale cóż, taki urok onsajta.
"Kimanie na kanale" (fot. Sebastian Czechowski)
W kwestii technicznej, to kimanie jest na kanale (zresztą jak na zamieszczonym obrazku, ale trzeba uważać, bo jak pada deszcz to spadają kamole), a woda jest na stacji benzynowej ze 2 km w kierunku Granady. Słowem - to miejsce warto odwiedzić.
Radosna twórczość asekuranta (fot. Sebastian Czechowski)
Realizując kolejny punkt programu, zajeżdżamy do Cogollos Vega nad Granadą (śmieszna sprawa, bo każdy normalny człowiek będąc w Granadzie jedzie na Alhambrę, natomiast czterech napiętych kolesi rzucając na nią okiem stwierdza jednogłośnie - spadamy w góry). Miało być jak w Onati (u Basków) - wioseczka kończąca drogę, spokojne kimanie, ciekawa rzeźba na ścianach, a tu co? Miasteczko wielkości Alory, którego domy stoją w zasadzie pod ścianami!! Rzeźba kończąca się nad okapem i jeszcze ten szkwał! Zdegustowani wbijamy się na Autovię de Andalucia i przyjmujemy kierunek - Archidona.
Cogollos Vega - wygląda całkiem, całkiem (fot. Sobek Czechowski)
Czekając na waruny (fot. Sebastian Czechowski)
Granada, Alhambra, a w tle masyw z Cogollos Vega (fot. Sebastian Czechowski)
Po drodze Makaron proponuje zajrzeć do Loji [Loja - mianownik, bo nie wiem jak się odmienia :-)]. Jako, że spędził tu trochę czasu we wrześniu 2006 ominęły na eksploratorskie niespodzianki - zachodzimy więc od razu pod największy wypas - Asombrao. Noo, ta ściana naprawdę daje radę. Dobry kolor, rury po chmury, lecz znowu to coś - północna wystawa, 2 razy wyżej niż Makino ["...a słaby nie jestem..." - oratorska gafa, z którą wyjechałem po browarze w refugio :-) ] i wiatr jak na Bałtyku. Scenariusz ten sam, do fury i na Autovię. Pewne nadzieje wiążemy z ostatnią deską ratunku - grotą. Nawet bierzemy sprzęt z OS-a. Pierwsze wrażenia - OK, potężna dziura w skale, ciemna nie tak bardzo, więc pewnie sucho. Podchodzimy. Najpierw oliwki, później grunt jakby płynął i puta madre!! Gówna po kostki i to różnego - guana, owczego, koziego, no i te rozkładające się cielaki. K.wa, ale smród. Kryzys musiał być, bo nawet plecaka nie było gdzie położyć, nie mówiąc o rozkładaniu lin?! Nie no, dupa, a miało być tak pięknie, onsajty miały być :-). Wyrzucam buty razem ze skarpetkami, bo w takim stanie musiałbym wracać chyba na koniu. Dobra, koniec tych wojaży, wracamy do Chorro, do jaskini, do ekipy.
Jednak co Chorro to Chorro.
Przesadzeni w bazie wysuniętej (fot. Sebastian Czechowski)
Ach ta adrenalina... (fot. Sebastian Czechowski)
Sobek na Los Zauden 8a OS (fot. Marcin Makarewicz)
Najtrudniejsze z dróg, które zrobiłem to:
Estas lejos chaval 8a OS (Los Vados),
Mar de ortigas 8a OS (Desplomilandia) - przepiękna dróżka,
niezły obciach!!![27]
....w Hiszpani za grosze można
wynająć auto i kwatere co nie
jest problemem w dobie
internetu, wstyd robią (oprócz
fajnych dróg os)