Sobotnie zawody Boulderdash musiały się podobać. Organizatorzy i doborowa stawka zawodników zapewnili nam świetną zabawę, porządną dawkę adrenaliny i dużo dużo emocji. Było głośno, duszno i biało od magnezji. A więc wszystko na swoim miejscu, tak jak na tego typu imprezach być powinno. Niemniej tym, co zadecydowało o pełnym sukcesie to wyjątkowo wysoki poziom sportowy zawodów, stojący, jeśli nie na światowym, to na pewno europejskim poziomie oraz nietuzinkowa postać konferansjera. Nazwać Andrzeja Mecherzyńskiego-Wiktora"Mechanior", człowieka Reni Sportu, świetnego zresztą wspinacza, nieoszlifowanym diamentem, to za mało. To Zimoch, Szaranowicz, Szpakowki i Tomaszewski w jednej osobie. Jego zaangażowanie, inteligentny dowcip, zapędy krasomówcze i tzw. umiejętność trzymania tempa, to cechy godne naśladowania przez adeptów konferansjerki :-)
Tomek Oleksy - 3. miejsce (fot. Adam Kopta) Konrad Ociepka - 2. miejsce (fot. Adam Kopta)
Współzawodnictwo, a więc sama esencja imprezy sportowej - w eliminacjach wystartowała silna, międzynarodowa stawka zawodników, a w niej 16 kobiet i 69 mężczyzn. Wspinacze stanęli przed ciężkim zadaniem, a to za sprawą bardzo trudnych, specyficznych problemów bulderowych skomponowanych przez Mechaniora i Piotra Sudera. Większość z zadanych przystawek biegła po oryginalnych, wielobocznych, trójkątnych formacjach, przygotowanych specjalnie na okazję zawodów. Trzeba było wykazać się zmysłem logistycznym, umiejętnościami technicznymi i siłą, by zawalczyć na ścianie krakowskiego Reni Sportu.
Agata Wiśniewska - 3. miejsce (fot. Adam Kopta)
Olga Medvedeva - 4. miejsce (fot. Adam Kopta)
Oliwia Bechyne - 5. miejsce (fot. Adam Kopta)
Publiczność żywo reagowała na skoki, dynamiczne przechwyty, trawersy, próby wgiełgiwania się, a raczej skradania po niebieskich trójkątach. Mała ilość chwytów, rozmieszczonych na poszczególnych bulderach, powodowała, że nierzadko byliśmy świadkami akrobatycznych wygibasów i arcyciekawych pozycji wspinaczkowych w wykonaniu bohaterów "przedstawienia". Na ich twarzach dawało się zauważyć wyrazy zdziwienia, czasem rezygnacji, czasem lekkiego rozbawienia. 1 godz. 15 min dla każdej z trzech grup mężczyzn na pokonanie pięciu bulderów, to tylko pozornie dużo czasu. Początkowy spokój i powolne próby rozpoznania "terenu", szybko zastąpiła nerwowość i pośpiech. Coraz szybsze takty muzyki, coraz szybsze ruchy, wszystko jakby w przyspieszonym tempie. Żeby tylko zdążyć, zrobić choćby jeden przechwyt więcej. Trzy, dwa, jeden. koniec! Finał tylko dla najlepszych.
Kinga Ociepka - 1. miejsce (fot. Adam Kopta)
Marcin Wszołek - 1. miejsce (fot. Adam Kopta)
Czas na finał. Pełna hala, obowiązkowe podziękowania dla sponsorów, przyciemnione światła i wreszcie prezentacja finalistów. Na pierwszy ogień 6 kobiet, po nich 8 najlepszych mężczyzn. Właściwie wszystko odbyłoby się po staremu, bez większych niespodzianek - bo Kinga Ociepka i Marcin Wszołek na najwyższym podium, gdyby nie skala trudności finałowych bulderów, a przede wszystkim wyobraźnia ich autorów. W wielu przypadkach zawodnicy stawali przed problemem pokonania poszczególnych przechwytów. Poprzeczka postawiona została naprawdę wysoko. Najlepiej pokonali ją, wspomniani już Kinga i Marcin. Trochę dziwić może jedynie słabsza dyspozycja Tomka Oleksego. Ale to przecież cała kwintesencja i piękno sportu - jego nieprzewidywalność. I niech tak pozostanie.
Bulderdash to odważny i piękny:-) krok naprzód w organizacji zawodów bulderowych w Polsce.
Wyniki:
Finały mężczyzn:
1. Wszołek Marcin (Five Ten, Milo)
2. Ociepka Konrad
3. Oleksy Tomasz
(Bergson Team, Evolv, KSG)
4. Mach Marcin
5. Bunsch Piotr (Five Ten)