Prawdopodobnie dotychczas, gdy myśleliście o Dolinie Yosemite, to przed oczami pojawiało się Wam Morze Granitu z wiecznie (przynajmniej teoretyczne) panującą rewelacyjnie dobrą pogodą. Następnie w zależności od preferencji pojawiały się liczne przystawki na okolicznych głazach, wyciskające pot z każdego (a zwłaszcza z Europejczyka), przeróżnej szerokości rysy lub mrożące krew w żyłach psychiczne "hakówki" spod znaku A5.
Trzeci i czwarty wyciąg "Widow's Ears"
(fot. Scott Brown/Supertopo)
Okazuje się jednak, iż czasami zimą, w wyjątkowych warunkach(często tylko na kilka dni, lub tygodni) w Dolinie Yosemite, zwanej przecież także Doliną Wodospadów, tworzą się imponujące drogi lodowo-mikstowe. I tak w tym roku, 17 stycznia zespół w składzie Dave Bengsten, Doug Nidever i Scott Brown pokonał jedną z takich właśnie efemerycznych linii - Widow's ears. Drogę tą o trudnościach lodowego WI5, przeszli prowadząc 11 długich wyciągów, znajdując na początkowych wyciągach trudności mikstowe sięgające stopnia M4. Tegoroczna wspinaczka trwała jeden dzień. To ważna informacja, gdyż premierowe przejście tej linii za
sprawą doborowego zespołu w składzie Mark Chapman i Kevin Worral trwało aż 3 dni. Należy oczywiście dodać, iż miało miejsce w 1975 roku.
To kolejny dowód na to, że rewolucją sprzętowa jaka miała miejsce w okresie kilkunastu ostatnich lat, sprawiła, iż trudności i powaga starych dróg lodowych i mikstowych uległy zdecydowanej degradacji (za to wzrasta szacunek dla starych mistrzów). Proces ten ciągle trwa. Proszę sobie wyobrazić, że ostatnio doszły do mnie słuchy o tym, że w wielu znanych włoskich rejonach lodowych, od czasu pojawienia się mody na wspinanie bezsmyczkowe i nowej generacji "dziab", wszystkie wyceny poleciały około jednego stopnia w dół. Z naszego podwórka mogę tylko dodać, iż już kilka osób donosiło mi, że odhaczone przez nich parę sezonów temu drogi zimowe mogą teraz przedstawiać niższe niż oni sami zaproponowali wyceny. Przyczyn tego jest kilka. Najważniejsze to odrzucenie "smyczek", przejście na raki "monopointy" i wzrost naszego zimowoklasycznego doświadczenia. Zatem po raz kolejny nasuwa się wniosek, by przy doborze celu kierować się jego pięknem, a nie wyceną.