O tym, że robimy kolejny FC dowiedziałam się kilka dni przed zawodami. "Zawody w sobotę, roześlij info, mnie nie będzie. Pozdr yeti". Pierwsza
myśl - nie zdążymy, nie damy rady, bez Yetiego się nie uda. Zaraz jednak
moja natura panikary i pesymistki ustępuje miejsca mojemu ambitnemu ja -
jak to nie zdążymy? - oczywiście, że damy radę, zrobimy zawody jakich
jeszcze nie było.
Kontaktuję się na gg z chłopakami - ustalamy kto i za
co jest odpowiedzialny oraz umawiamy się na wykręcanie chwytów. W czwartek
wieczorem zbieramy się w SKW, żeby przygotować klub do sobotnich zawodów -
wykręcamy chwyty, pijemy piwko, wygłupiamy się. Już nie mam żadnych
wątpliwości, wiem że damy radę, że kiedy trzeba ekipa FC potrafi szybko i
sprawnie działać. W sobotę przychodzę pomóc, spóźniona, ale pełna zapału.
Zrzucam muzykę na kompa i włączam toola, wykręcam chwyty, zaklejam
okulary, idę wydrukować tabelę wyników, kupuję chłopakom drożdżówki, noszę
chwyty do kanciapy, sprzątam i jak zwykle krzyczę na wszystkich. Chłopaki
układają przystawki i wykręcają ostatnie chwyty.
Po 17 zaczynają schodzić
się ludzie. Jest 10 boulderów w tym jeden w dachu, który trzeba zrobić, z
zasłoniętymi oczami, jest slack, dobra muza, kilku zawodników, jest
strasznie gorąco, w powietrzu unoszą się opary magnezji. Udało się!
Eliminacje trwają 1,5 h, nikomu nie udaje się pokonać wszystkich
przystawek. Do finału przechodzi 5 największych mocarzy, niestety Artur
rezygnuje z powodu kontuzji, zamiast niego startuje młoda gwiazda
szczecińskiego wspinania - Żwirek. Finałowe problemy okazują się za trudne
i chociaż finaliści dają z siebie wszystko, ściana wygrywa. W finale
najlepiej poradził sobie Bartek, w nagrodę dostaje wpisowe, kupuje piwo,
siadamy przy stole i gadamy. Daliśmy radę, FC się sprawdził.
Pozdrowienia, FC Team
Alicja ze Szczecina
Ps1. FC zaczyna powoli żyć własnym życiem ;-)))
Dzięki wszystkim za zawody! Yeti