Wyjazd wyszedł dość spontanicznie. Podczas imprezy na zawodach w Toruniu, podkręcani zapisanymi w pamięci fotkami ze starego Brytana :-) stwierdziliśmy z Rafikiem [Rafał Porębski - przyp. red.], że jedziemy po zawodach w Transformatorze do hiszpańskiej Cuenki. Okazało się jednak, ze ceny biletów przekraczają nasze budżety... Ale nic to... niedługo potem wyklarował się wyjazd "beta" Gesa [Grzegorz Grochal - przyp. red.] na południe Francji :-)
15.11 wieczorem, zostawiając cały KRAKÓW za sobą ruszamy.
Na pierwszy ogień poszedł Jurassic Parc w Gorges du Loup. Trudności początkowe to przede wszystkim znalezienie owego sektoru co w zestawie z krótkim dniem powoduje tylko obudzenie pierwszego zachwytu wspinaniem "pozapanelowym" ;-) i trzeba spadać do bazy. Listopadowe jesienne wspinanie niestety kończy się wcześnie a wieczory bywają bardzo długie.
Marcin Wszołek "Ultimate doom" 8c (8b+?) - niestety tylko próba :-) (fot. Grzegorz Grochal)
A propos dojścia pod Jurassic to prowadzi tam ciekawa trasa spacerowa: laskiem, wzdłuż rury, przez siedem tuneli wykutych w skale... Chodzenie nią to przyjemna rozgrzewka , zwłaszcza, że czekał nas wspin w cieniu...
Ala i Ges - ekipa wypoczywająca - odczuwała czasem odrętwienie członków spowodowane temperatura, toteż cisnęli lekko, żeby "może tak już zmienić rejon..." :-) Trzy i pół dnia rozwspinu... zaowocowało przejściem:
Cro Minus 8a RP (Mar + Rafik)
Diplodocus III 8a RP (Mar)
Crocus 8a+ RP (Mar)
Calme la Joie 7c+ RP (Mar)
Marcin Wszołek "Ultimate doom" 8c (8b+?) - niestety tylko próba :-), - ostatnie trudne miejsce (fot. Grzegorz Grochal)
Następnie pojechaliśmy do polecanego nam... Escragnoles (również trudnego do znalezienia) położonego 30 km na północ od Grasse. I... dobrze się stało, ze obejrzeliśmy skały wieczorem, bo następna noc i dzień to bezlitosny atak deszczu zmuszający do wycofu. Takiego głębokiego południa Francji we mgle, wilgoci i z regularnie atakującym deszczem nikomu nie życzymy ;-)...
Nasz wycof w kierunku wschodnim przez Niceę, Monte-Carlo, Menton zatrzymany został gdy naszym oczom ukazały się wystawione na słońce żółtopomarańczowe, przypominające wszystkim znaną słoweńską Misja Pec, przewisy Castillonu! :-)
Rafał Porębski na "Doom" 7c+ OS, Castillion (fot. Grzegorz Grochal)
Castillion to małe miasteczko na zboczu góry z widokiem na morze, zamieszkałe głównie przez różnej maści artystów, jak na razie bardzo otwartych na pojawiająca się czasem gawiedź wspinaczkowa. W miasteczku przemiły boulanger wskazał drogę do skał :-), źródło wody i zapoznał ze smakiem swoich croissantów ;-)... Łatwiej tu, niż w "Kanionie Wilka", zlokalizować skały, jak i do nich dotrzeć! Jeszcze rano popadało... ale od południa lampa :-)
Rafał Porębski na "Ultimate doom" 8c (8b+?), Castillion - próba (fot. Grzegorz Grochal)
Jednomyślnie stwierdzamy, że ten rejon to miła odmiana temperaturowa :-) po zacienionym Jurassicu. Ogólnie rejonik dosyć popularny, w weekendy pojawiają się okoliczni mistrzowie i okupują najciekawsze drogi. Jednak wspinania jest na tyle dużo i różnorodnego, że każdy znajdzie cos dla siebie. Drogi raczej wytrzymałościowe do 35 metrów, dodatkowo w lewej części z siłowymi ósemkowymi pasażami i osławionym Mortal Kombat na czele. Notabene w niektórych przewodnikach figurującym nawet jako 8b!!! (przecena z 8c???).
Gdy zrobiliśmy wszystkie siódemki w okolicy, rzuciliśmy się do penetrowania połaci ósemkowych... i trzeba było wracać... do wydawało nam się zimowej ojczyzny :-)...
W efekcie:
L'empire du Milieau 7c+ OS (Mar + Rafik)
Doom 7c+ OS (Rafik), FL (Mar)
Full Monty 7c+ OS (Rafik)
L'ov 7c OS (Mar + Rafik)
Moon Kiss 7c OS (Mar + Rafik)
Lost Eden 7c OS (Mar + Rafik)
Doom Ultimate 8c nie puścił... Kolejne rejony, do których trzeba wrócić dopisane do listy...