Niedawno pisaliśmy o planowanej na grudzień b. r. wyprawie na Nanga Parbat [zob. news]. Od tej pory wiele zmieniło się, jeśli chodzi o stan przygotowań i nowe przeszkody, na jakie natrafili organizatorzy.
Po pierwsze, ekipa stanęła przed naprawdę poważnym dylematem, którą drogę wybrać. W grę wchodziła ściana Diamir z Drogą Kinshoffera oraz flanka Rupal z Drogą Schella.
Ten pierwszy wariant był już wypróbowany przez dwie ekspedycje pod kierownictwem Andrzeja Zawady. Główne niebezpieczeństwo to dolny kuluar, który trzeba pokonywać wielokrotnie - wylany szklistym lodem i narażony na spadające kamienie (przez co m. in. złamał nogę Ryszard Pawłowski). Poza tym cała działalność byłaby prowadzona od bardziej zacienionej flanki zachodniej, co zimą stanowi dodatkowe utrudnienie.
Z kolei Droga Schella przedstawia trudności orientacyjne, a także prowadzi z obniżeniem (może nawet do 400 m), przez co zespół powracający będzie zmuszony wchodzić pod górę, na bardzo dużej wysokości i w skrajnych warunkach. Polski zespół Kukuczka - Pronobis - Piekutowski (na wyprawie z 1977 roku pod kierownictwem Adama Zyzaka) zwyczajnie pogubił się i to trzykrotnie, przez co nie udało się wejść na szczyt. Poza tym schemat i opis tej drogi są praktycznie niedostępne, a materiałów, do których udało się dotrzeć, nie ma kto zweryfikować.
Polska ekipa wysłała prośbę o pomoc do "całego świata" himalajskiego w efekcie otrzymała wiele cennych wskazówek co do warunków, przebiegu dróg, itp. W efekcie wybór padł na Drogę Schella. Linia, mimo, że dłuższa i zawiła, wydaje się jednak bezpieczniejsza, a dodatkowym atutem jest południowa wystawa.
Do zespołu dołączył Maciej Berbeka, zdobywca czterech ośmiotysięczników, a także Robert Szymczak - lekarz wyprawy. Niewdzięczną rolę "oczekującego" w składzie rezerwowym zgodził się pełnić Marcin Hennig, pierwszy polski Śnieżny Leopard tj. zdobywca wszystkich pięciu siedmiotysięczników byłego Związku Radzieckiego.
Sprawnie przebiega też etap wstępnej aklimatyzacji na Ama Dablam, o której pisaliśmy poprzednio. 2 listopada o godz. 11.30 czasu lokalnego na wierzchołku stanęli: Jacek Jawień (Tychy), a także Marcin Karcz (Kanada) z "grupy trekkingowej"- obu ta sztuka udała się zaledwie w siódmym dniu akcji górskiej. Nazajutrz szczyt zdobył Wielicki junior - Marcin w towarzystwie Józefa Goździka, po "brawurowym ataku w bardzo złej pogodzie". 5 listopada ich wyczyn powtarza Jacek Jawień wraz z Tamarą Styś, zaś o dnia następnego Artur Hajzer i Krzysztof Wielicki. Tak więc na szczycie zameldowali się wszyscy uczestnicy wyprawy.
Z kolei pozostali uczestnicy, czyli Jan Szulc, Krzysztof Tarasewicz, Przemysław Łoziński, Jacek Berbeka, Robert Szymczak, pracują w kraju nad dalszą organizacją wyprawy.
Gorąco kibicujemy naszej ekspedycji! O jej postępach będziemy starali się informować na bieżąco.