Planów na to gdzie jechać zawsze jest tysiące. Poza wspinem w skałach i wielu debatach na temat dokąd? i co? - wybieramy Dolomity.
Całą czwórka tzn. Łukasz Müller (CW Transformator), Wojtek Jędrzejczyk ("miszcz fotograf") i Julia Zaniewska i niżej podpisany [Rafał Porębski, przyp. red.], pakujemy się do nowo nabytego campera Lukiego i lądujemy po pierwsze na Franken, potem w Arco i okolicznych miejscówkach (La Gola, San Siro), żeby w końcu przycumować pod Sellą w Dolomitach.
Niestety tegoroczne lato jest bardzo kapryśne. Wszędzie towarzyszy nam deszcz, zmuszając do ciągłej korekty planów. Pod Sellą urzędujemy niecałe 2 tygodnie wyczekując okienek pogodowych, wspinając się w pobliskim rejonie skalnym (Pian de Schiavaneis - 90% drogi kute!) i zerkając kątem oka na nasz główny cel: Via Italia na Piz Ciavazes.
Nie pamiętam ile razy wstawaliśmy rano tylko po to, żeby położyć się z powrotem i wsłuchiwać w stukot deszczu o dach auta. W końcu doczekaliśmy - lampa przez kilka dni z ewentualnymi popołudniowymi burzami.
Łukasz na "Benny Hill" 8+
(fot. Wojtek Jędrzejczyk)
Dla ogólnego "pochytania i rozruszania" robimy Benny Hilla (8+) OS na Traumschiff, 6 wyciągów (ok. 150m) pięknego wspinania w litej skale całkowicie ubezpieczone spitami.
Rafał na "Benny Hill" 8+
(fot. Wojtek Jędrzejczyk)
Via Italia 8a - Piz Ciavazes
Dla mnie było to pierwsze zetkniecie z drogą, Łukasz przystawiał się rok wcześniej. Via Italia biegnie w okolicy ostrego filara, z dołu miałem wrażenie jakbym stał pod dziobem wielkiego okrętu, z ostatnim wyciągiem zahaczającym o filar.
Via Italia to droga hakowa z 1961 roku! Pierwszego klasycznego przejścia w 2004 roku dokonał Mauro Bubu Bole.
Via Italia to około 250m wspinania, ubezpieczonego hakami różnej maści plus 4 spity (2 na stanowiskach).
"Via Italia" 8a
Pierwsze 2 wyciągi podejściowe (II i 6a), potem techniczne 7b w zacięciu, następny 7c+ wytrzymałościowy z technicznym wyjściem z przewisu w płytę, wyciąg 8a w 4 metrowym dachu, dalekie pociągnięcia z trudnym miejscem na wyjściu, potem 6a (krucho!) i ostatni 7a+.
Pierwsza przystawka to "rozkminienie" drogi i po reście udaje nam się przejść RP całość.
Decydujemy się na rozdzielenie wyciągu 7c+ (Bubu prowadził go w całości) na 2 wyciągi przede wszystkim z powodu strasznego przegięcia na prowadzeniu. Naszym zdaniem kompletnie bezsensu jest prowadzić to w całości (no chyba, że z metrowymi ekspresami), a wygodna półka (no hand) po zacięciu 7b, a przed trudnościami 7c+, absolutnie nie zmienia wyceny wyciągu 7c+. Również następne stanowisko przenieśliśmy pod sam okap. Trudności nie zmienia to praktycznie wcale, a dużo bezpieczniej. Wcześniej było niżej, idealnie pod okapem, z którego podczas prowadzenia Łukasza konkretnie się sypało; okap poza przeczyszczonym 2m szerokości pasem jest mocno kruchy.
Drogę poprowadziliśmy tradycyjnie, zmieniając się na prowadzeniu. Obecnie pojawiający się trend prowadzenia wszystkich wyciągów przez jedną osobę ciągnącą ze sobą asekuranta poza aspektem "sportowym" ma mało wspólnego z "górską przygodą", gdzie poprowadzenie drogi zależy od przygotowania, dyspozycji, szczęścia, doświadczenie itp. dwóch wspinaczy a nie jednego! Czasu przejścia nie podajemy, wszak góry to nie stadion lekkoatletyczny!
Wsparcia sprzętowego wyjazdu, bez którego nie ruszylibyśmy w góry ;), a na pewno zmarzli i przemokli, udzielił nam HiMountain i Lhotse, za co bardzo WAM dziękujemy.
Fotki pstrykał Wojtek Jędrzejczyk i jemu również podziękowania za całą włożoną "robotę", wytrzymałość, wyrozumiałość itp. itd.