|
"O co w ogóle chodzi? Wspinanie? Zimą? W Karkonoszach?" "No..." "Chyba że na Śnieżkę?" To właśnie często słyszałem od ludzi, gdy w rozmowie wspominałem o tym, praktycznie nieznanym przez większą część naszego środowiska, rejonie. Na dobrą sprawę powinienem napisać "zapomnianym", a nie - "nieznanym", gdyż jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych zabijanie dziab w trawy i "dyndające pod tyłkiem ławy" były tu czymś na porządku dziennym.
Króciutko o rejonie i jeszcze krócej o historii
Rekordowo silne w skali kraju wiatry, duże zamglenie i opady śniegu powodują, iż Karkonosze, nazywane są "polską Patagonią" i ten, kto przeżył tutejszą śnieżycę wie, że te słowa nie są rzucane na wiatr. Natomiast występowanie charakterystycznych dla gór Szkocji, kilkumetrowych nawisów śnieżnych i dochodzącej do pięćdziesięciu centymetrów szadzi powoduje, iż ten rejon zwany jest też "polską Szkocją".
Niestety, niniejszy artykuł, mimo usilnych prób zdobycia informacji na temat innych części Karkonoszy (np. czeska strona Masywu Śnieżki), dotyczy głównie rejonu Śnieżnych Kotłów (Polska) i szeroko pojętej Doliny Łaby (Czechy). Na początek wspomnimy w kilku słowach dokonania "ojców" w tych rejonach.

Kotły Zimą (fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
Labsky Dół (Dolina Łaby) - miejsce, gdzie swe źródła ma rzeka Łaba - składa się z kilku pomniejszych dolinek: Labska Rokla (Łabskie Skały), Navorska Jama (Navorski Kocioł), Pancavska Jama (Kocioł Panczawy), Karkonosova Hlava (Głowa Karkonosza), Harrachova Jama (Kocioł Harachova). Historia wspinania na tym terenie jest owiana tajemnicą, brak jest ogólnie dostępnych materiałów (jedynie parę stron w starym czeskim przewodniku), brak także motywacji do bardziej zaawansowanych poszukiwań. Jedyne napotykane ślady pochodzą jeszcze z czasów epoki sztucznych ułatwień. Jedno, co do czego można mieć pewność, to fakt, iż ówcześnie panujący w Polsce system skutecznie ograniczył - poprzez Wojsko Ochrony Pogranicza - działalność na tym terenie swoich obywateli-wspinaczy.
Śnieżne Kotły, tu atrakcyjny pod względem wspinania jest Wielki Kocioł... Tym przepięknym miejscem zainteresowali się wspinacze niemieccy już przed wojną; później, w latach pięćdziesiątych, podbój zaczęli Polacy, na czele z Jerzym Kolanowskim. Największe nasilenie owego "podboju" miało miejsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdy za sprawa Krzysztofa Czarneckiego, Zbigniewa Czyżewskiego "Małolata", Kazimierza Śmieszko "Cziwadzego" i Władysława Janowskiego Śnieżne Kotły pokryły się stopniowo siatką coraz to trudniejszych i bardziej wymagających dróg. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ostatnia wymieniona dwójka wspinaczy i zimowy sezon roku 1986, podczas którego przeszli (w większości razem) wszystkie ważniejsze drogi, ustanawiając na większości z nich przez wiele lat niepobite rekordy czasowe. Później nastała "cisza". Wynikała ona po części z nasilenia represji ze strony Karkonoskiego Parku Narodowego (bezwzględny zakaz wspinania), a po części, jak to kiedyś usłyszałem i z czym się zgadzam - z wyczerpania pomysłów. Po prostu wymienieni powyżej "mistrzowie" zrobili wszystko, co było na tamte czasy do zrobienia. Musiało pojawić się nowe pokolenie, z nowym sprzętem i z nowym sposobem myślenia o klasycznym wspinaniu zimą.
 
Z lewej Krzysztof Krakowski na drodze "Samowolka" M6, z prawej Piotr Kimbort na drodze "Ledovy Pilir" WI4+ (fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
Współczesność
Współczesność zaczyna się z końcem lat dziewięćdziesiątych (Nie oznacza to, że nikt w międzyczasie niczego nie robił. Działają miejscowi i ludzie związani ze środowiskiem poznańskim, wrocławskim i jeleniogórskim - te kluby mają swoje chatki-bazy noclegowe w Kotłach. Nie powstaje jednak nic nowego, poprzeczka zawieszona przez mistrzów wisi ciągle wysoko. Choć powoli zaczyna wzrastać zainteresowanie wspinaniem lodowym - a co za tym idzie czeską stroną Karkonoszy. Niewątpliwie ma to związek ze zmianą ustroju i ogromnymi przeobrażeniami po tamtej stronie granicy). Wtedy na szerszą skalę rozpoczynają działalność wspinacze ze Szklarskiej Poręby - zimowej stolicy "niedźwiedziowego" radia. Równocześnie intensywnie zaczyna się wspinać grupka wrocławian. Swoich paru miłośników zimy dorzuca "Jelonka" i okolice. Poprzez przypadkowe spotkania w górach i "Karcmie" oraz dzięki podobnemu podejściu do życia, ta niewielka stosunkowo garstka ludzi szybko się zaprzyjaźnia i wkrótce wspólnie zapisuje w swoich wykazach wiele ciekawych czy też nowych karkonoskich wspinaczek, jak również całonocnych szklarskoporębskich "łańcuchówek".
Co się dziś liczy?
Oczywiście najważniejsza jest dobra zabawa, ruch i satysfakcja z pokonywania własnych słabości, a to, jak wiemy, można osiągnąć różnymi drogami. Jednak trzeba było rozróżnić jakoś turystykę zimową od wspinania, więc za punkt wyjścia przyjąłem: we wspinaniu lodowym drogi od WI 4+ w górę, w mikstowym od M6 w górę, a w ślusarstwie od A2 w górę. Trzeba też wyjaśnić nacisk położony tutaj na klasykę. Poza dużą frajdą i ogólną tendencją ku takiej wspinaczce w Karkonoszach - z powodu niewielkich ścian, a co za tym idzie długości dróg do 150 metrów - nie ma presji na śrubowanie czasów przejść. W konsekwencji większość wspinaczek zaczyna się i kończy za dnia. Taka charakterystyka tutejszych wspinaczek oraz brak długich odcinków hakowych sprawiają, iż można koncentrować się na czysto klasycznych przejściach poszczególnych wyciągów. Jest to zresztą kolejna cecha, która stanowi o podobieństwie tego rejonu do gór Szkocji: tam geneza początków wspinania klasycznego była podobna.
1999-2001
Do niewątpliwie najlepszych przejść tego okresu należy przeżywcowanie przez Krzyśka "Kraka" Krakowskiego - jednego z mentorów wspominanej wyżej grupy - lodospadu Karkonosz (III, WI4/5, 70 metrów) pod Głową Karkonosza. Jak czas później pokaże, lodowe "żywce" staną się częstą rozrywką tego wspinacza. Innymi ciekawymi przejściami są powtórzenia przez kilka (szczegóły nie są mi znane - MC) zespołów przepięknego kuluaru No name (II, WI5/5+, 50m) w Łabskich Skałach (Wojtek Krzyżanowski, Maciek Ciesielski, marzec 2001) Należy także wymienić pierwsze wspinaczki w Kotle Harachovskim: lodospady do WI4/5, a także próbę przejścia klasycznego Diretty Turni Popiela (Śnieżne Kotły) w wykonaniu zespołu Tomek "Bolek" Krawietz - Daniel "Wiewiór" Graczyk, która nieomal zakończyła się sukcesem (V+, 10m A1). Reszta znanych mi wspinaczek to wypady rekonesansowe oraz uczenie się, do czego te dziaby tak naprawdę służą.

Krzysztof Krakowski na "WKU" WI4 (fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
2001/2002 - prawdziwy przełom?
Na rezultaty tej nauki nie trzeba było długo czekać. Spore opady śniegu i duże mrozy sprawiły, że już w połowie grudnia można było "zadziabać". Sezon rozpoczęto od eksploracji 15 grudnia w Navorskim Kotle, Tomasz "Klakier" Kupczyk prowadzi Kuluar Klakiera (III, WI5, 30m), natomiast za sprawą "Krakusa" powstaje lodowo-mikstowa droga Broken Quasar (III, WI5, warianty M5, 30m).
Niestety później zaczęło sypać.
Przepiękny początek styczna zupełnie nie oddawał tego, co czuliśmy w sercach, gdy 5 stycznia, na jeleniogórskim cmentarzu żegnaliśmy naszego przyjaciela, świetnego ski-tourowca, a także wspinacza lodowego, Jacka "Szczękościska" Mierzejewskiego, którego tragiczną śmiercią zakończył się rok 2001.
W połowie stycznia, dzięki przyjacielskiemu wpuszczeniu w maliny - "Zrobicie to, to łatwa droga, padnie OS-em" - zespół Marcin "Rutek" Rutkowski i Maciek Ciesielski otworzył w Navorskim Kotle nową drogę Julkowi Pensjonariusze (III, WI4/5, M6, 25m, OS). Przy okazji wspinacze powtórzyli Kuluar Klakiera i Broken Quasar.

Maciek Ciesielski i "Julkowi Pensjonariusze" WI4/5 M6
(fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
Końcówka stycznia zachwycała niespotykaną jak na Karkonosze pogodą, posypały się kolejne przejścia lodospadu Karkonosz, z których na wyróżnienie zasługuje oczywiście kolejny "żywiec", tym razem w wykonaniu "Bolka". W Kotłach kilka zespołów przechodzi Direttissimę (V, A1) Zęba Rekina, a zespół Olesiński - Ciesielski wyśrubowuje czas do 2,10h (przejścia te są warte odnotowania, gdyż są to pierwsze powtórzenia od kilkunastu lat). Potem nastąpił długi okres kiepskiej pogody, podczas której działalność skupiła się na dry-toolingu (o czym napiszemy na końcu). Ostatnie dni zimy wykorzystuje "Krakus" i udaje mu się otworzyć kolejną nową drogę w Navorskim Kotle, którą nazywa Czołem (III, WI5, 30m). Z kolei Przemek Olesiński, chcąc w ciekawy sposób pożegnać się przed wyjazdem za Wielką Wodę, przechodzi wraz z Maćkiem Ciesielskim Biały Ściek (V+, A3, 8h) na Zachodniej Ścianie Zęba Rekina. Jest to pierwsze powtórzenie od kilkunastu lat (trzeba dodać, że do dzisiaj myślimy o autorach pierwszego przejścia z wielkim szacunkiem).
2002/2003 - dzieje się
Żarty się kończą - dzieje się ostro i dużo od samego początku. Jeszcze przed świętami "Bolek" żywcuje Lewy Filar Turni Popiela. Święta należą już do "Rutka" - najpierw z Piotrkiem "Długim" Kimbortem powtarza najtrudniejsze lodowe drogi w Navorskiej Jamie. Następnego dnia, a raczej nocą, ruszają tym razem z "Bolkiem" w Kotły, gdzie pada Direttissima Turni Popiela. Niestety, ostatnie metry ciągle pozostają nie odhaczone (V+, 5m A1). Przy okazji przejścia oglądają pod kątem możliwości przejścia klasycznego biegnącą obok Superkę. 28 grudnia zastaje w Kotłach całą masę wspinaczy. Ludzi jest tyle, że najstarsi górale tego nie pamiętają. Większość wspina się po łatwym, ale zmiany są widoczne na pierwszy rzut oka - tej zimy samotność w Kotłach będzie rzadkością. Najlepszym przejściem tego dnia jest pierwsze od lat powtórzenie Woźnicówki (A2). Biegnącą na zachodniej ścianie Zęba Rekina drogę w ciągu jednego dnia przechodzi zespół Andrzej "Sokół" Sokołowski i Lucjan "Lucek" Gala.

Maciek Ciesielski w kluczowych trudnościach "Superdirettissimy" Turni Popiela
(fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
Dobra passa trwa dalej. 29 grudnia w fatalnych warunkach pogodowych zespół Rutkowski-Ciesielski pokonuje czysto klasycznie Superdirettissimę Turni Popiela (styl przejścia to OS; 5.5h). Dla tak pokonanej drogi proponują wycenę M7+ W/R. Na szczęście następne dni przyniosły odwilż, więc ze spokojnym sercem można się było oddać przygotowaniom i uczestnictwu w odbywającej się pod strzechą "Kraka", charakterystycznej dla końca grudnia imprezie (jak to się mówi: "było szeroko"...).
19 stycznia "Długi", mając w alternatywie spotkanie z Komisją Uzupełnień, wybiera góry i w ten sposób w Panczavskim Kotle otwiera wraz z "Krakusem" drogę WKU (III, WI4, 70m). Następne dni to coraz lepsze warunki lodowe i dalsza eksploracja: ten sam zespół, to same miejsce i kolejne siedemdziesiąt metrów lodu. Jak później zrelacjonują: "najpiękniejsza lodowa droga, jaką w życiu robiłem". Pierwszy wyciąg - Still got helmets? WI5, drugi - Ice tea WI4+.
Połowa lutego. Po tragicznych w skutkach dużych opadach śniegu (śmiertelne lawiny) mają miejsce nowe prowadzenia. "Krakus" z "Sokołem" otwierają kolejną nową drogę w Panczavskim. Lody do Nieba to sto metrów wspinania w coraz większych trudnościach (od WI2 do WI4+). Obiektywna wycena drogi to III. W międzyczasie rozegrał się malutki wyścig o pierwsze przejście klasyczne Wielkiego Zacięcia na Zębie Rekina, kolejnego poważnego kandydata do odhaczenia. Ostatecznie "wygrała" droga, a poszczególni zawodnicy mogli się tylko licytować liczbą i długością odwalonych lotów (a niektóre były widowiskowe). Luty należy znowu do "Kraka". W Tatrach w modzie jest bicie rekordów czasowych na Sprężynie, a w Karkonoszach takim "boiskiem" jest lodospad Karkonosz (III,WI 4/5). 23 lutego rekord ustanawia Krzysiek Krakowski, przechodząc go solo w 25 minut.
 
Z lewej drytooling w wykonaniu Maćka Ciesielskiego na "Rysie Pedałów" M7, z prawej Fantastyczne formy lodowe drodze "Still got helmets?" WI5 - wspina się Krzysztof Krakowski
(fot. arch. Krzysztof Hubert Krakowski)
W marcu z ciekawszych przejść warto wymienić akcję zespołu Wojtek Krzyżanowski i Piotrek Mrozowski, czyli Direttissima Turni Popiela w stylu V+ A0 (AF, 9h). Rysę Cziwadzego (VI) na tej samej Turni w stylu VI 5xAO pokonał zespół Tomek Krawietz - Robert "Czarny" Ubych. Ostatnim akcentem ubiegłej zimy były "wagary" w Kotłe Harachova, na jakie 21 marca wybrali się najaktywniejsi tegoroczni eksploratorzy. Wagarowym "łupem" okazało się przejście Lodovego Pilara (III, WI4+, 80m).
Dry Tool
Myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać, iż robienie krótkich, skałkowych dróg za pomocą raków i dziabek podnosi poziom pokonywanych trudności klasycznych w górach. Tak naprawdę dry tooling - rzecz w ostatnich latach bardzo modna - stał się całkowicie osobną "dyscypliną" wspinania. Poniżej zamieszczam tabelę z zestawieniem znanych mi krótkich mikstowych i lodowych dróg w okolicach Szklarskiej Poręby.
Słów parę na zakończenie
Jeszcze raz podkreślę, iż jest to stosunkowo wybiórcze podsumowanie. W roku ubiegłym, tak jak i przez ostatni szereg lat, z pewnością wspinano się jeszcze w paru rejonach Karkonoszy (wspomniany masyw Śnieżki, okolice schroniska Samotnia) jednak brak książek wyjść i kontaktu z poszczególnymi autorami przejść w znacznej mierze zawęża (w stosunku do powyższego) rzeczywisty wykaz dokonań. Nie poruszyłem też tematu działalności skrywającej się pod ogólnym pojęciem ski-alpinizmu. Liczne żleby poszczególnych Kotłów idealnie się do tego nadają i znajdują wielu amatorów tej formy zimowego szaleństwa.
Ze smutkiem muszę też przypomnieć, iż opisywany teren należy do Karkonoskiego Parku Narodowego, na którego obszarze obowiązuje bezwzględny zakaz uprawiania wyżej opisanych sportów. Istnieje możliwość wcześniejszego zgłaszania (prośby?, podania?) do dyrekcji Parku i ta może, po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, przydzielić nam okresowe zezwolenie. Niestety, obawiam się, że jest to realna możliwość jedynie dla środowiska poznańskiego, wrocławskiego i jeleniogórskiego, ponieważ tylko te kluby mają dostęp do baz noclegowych położonych w Kotłach. Pamiętajmy więc o dbaniu o nasze wspólne dobro. Niech nasze odpowiedzialne zachowanie i "niezauważalna" obecność udowodnią parkowcom, iż możemy żyć razem w prawdziwej symbiozie.
Poprzeczka zawieszona przez "starych mistrzów" ciągle wisi wysoko... i kusi zachęcająco...
Do napisania powyższego tekstu częściowo posłużyły mi informacje zamieszczone na www.karkonosz.org - oficjalnej stronie Karkonoskiego Klubu Wysokogórskiego, za co serdecznie jej autorom dziękuję. Na strony te odsyłam wszystkich zainteresowanych poszerzeniem wiedzy na przedstawiony powyżej temat.
| Po publikacji tego tekstu środowisko zawarło dwa porozumienia regulujące zasady wspinania drytoolowego w Karkonoszach. |
I Porozumienie Karkonoskie
zawarte 30 października 2004 r.
Dotyczyło ono zasad drytoolingu w okolicznych skałkach
- na Krzywych Basztach dopuszczamy tylko i wyłącznie Rysę pedałów M7,
- na Kruczych Skałach dopuszczamy drogi na lewo od Superdiretissimy (M8-9?) włącznie, czyli Demolution man, Samowolkę M6, Do suchego drzewka M6, Jeszcze się da panie Jurku M6,
- na Piekielniku: Radość M7, Łezki M6+, Klasyczne zacięcie M6,
- na Sowińcu i skałkach Bogusi obowiązuje zakaz tulowania,
- na Skałkach Teściowej oprócz Ponurej Małpy i projektów na lewo od niej do dachu można tulować,
- na pozostałych skałkach jeśli nie widać żadnej aktywności i nie zachodzi niebezpieczeństwo zbyt szybkiego uszkodzenia skały można tulować.
Przy okazji przypominamy, iż skałki Rudaw Janowickich są w całości objęte zakazem uprawiania w nich "tulowania".
Prosimy przed wyruszeniem w ten rejon zapoznać się z stroną www.karkonosz.org są tam wszystkie informacje, gdzie bezpiecznie zarówno dla siebie jak i skały można uprawiać drytooling. |
II Porozumienie Karkonoskie
zawarte 5 kwietnia 2004r.
Dotyczyło ono zasad wspinania i wytyczania nowych dróg w okolicznych górach
Wspinając się w Karkonoszach drogi prowadzimy wyłącznie od dołu starając się możliwie w jak najmniejszym stopniu ingerować w środowisko naturalne. W szczególności zakazane jest wiercenie, spitowanie, wklejanie i jakiekolwiek kucie skały. Starajmy się także nie zrzucać ruchomych kawałków zerodowanej skały o ile pozwalają na to względy bezpieczeństwa oraz w miarę możliwości omijać lub minimalizować kontakt z przyrodą ożywioną, a szczególnie z roślinami i zwierzętami chronionymi. Asekuracja powinna być jak najbardziej czysta (umożliwiająca łatwe jej usunięcie bez uszkodzenia skały) z wykorzystaniem np. kości, friendów i taśm, na stanowiskach i w sytuacjach tego wymagających (brak możliwości zastosowania innej asekuracji, względy bezpieczeństwa) dopuszczane jest wbijanie haków lub zastępowanie starych nowymi. |
Autor dziękuje firmom Montano, Hannah, Vasque, Roberts.
|