23 listopada 2005

 

Wywiad z Mateuszem Haładajem

Sprocket: Witam, po pierwsze gratulacje za jeden z najlepszych polskich OS - czyli Gladiatora 8b! W tym roku zrobiłeś też szybko trzy 8c RP. Uważasz ten sezon za wyjątkowy? W jakimś stopniu przełomowy? Czy to konsekwencja przygotowań, konsekwencja jakiegoś pomysłu na wspinanie?

Mateusz Haładaj: Serdeczne dzięki! Uważam, że sezonem przełomowym był dla mnie rok 2003, kiedy to zrobiłem swoje pierwsze 8b, 8b+ i 8c RP oraz 8a i 8a+ OS. Rok temu z kolei miałem lekki przestój. Nie mogę też powiedzieć, że przygotowywałem się do tego sezonu jakoś rzetelnie. Myślę, że te wyniki pod koniec wakacji to był po prostu efekt czystego rozwspinania przez dwa i pół miesiąca - to jest kawał czasu.

Natomiast jeśli chodzi o trening to było to wszystko dosyć prowizorycznie zorganizowane. Mieszkam w Krakowie, jednak często bywałem w Łodzi, i powiem szczerze, że się nie wspinałem dużo na ścianie, jedynie w wolnych chwilach trenowałem na domowym campusie; jak miałem czas na przykład w trakcie sesji czy też przed wakacjami. To jest też konsekwencja budowy tego campusa, który powstał właściwie na ostatnią chwilę. Nie mogę powiedzieć abym jakoś trenował, bo się na tym za bardzo nie znam. Mój trening polega głównie na zabawie, tzn. bulderuję sobie, robię to co mi się podoba. Absolutnie nie trenowałem wytrzymałości. Myślę, że zrezygnowałem z niej bo jechałem na MŚ w bulderingu. Później natomiast wszystko się samo powoli rozwijało. Szczerze przyznam, że się czegoś takiego nie spodziewałem!


Mateusz pod domowym campusem (fot. Piotr Turkot/wspinanie.pl)

Pamiętam, że pod koniec marca spotkaliśmy się w Sperlondze i tam narzekałeś na brak formy i chorobę, ale w końcu udało ci się zrobić Zatopka 8b+!

Wtedy faktycznie również byłem trochę zaskoczony, bo właściwe drogę udało mi się zrobić w przedostatni dzień - byliśmy tam w sumie przez siedem dni i to nie jest dużo czasu. Nie uważam jednak żeby to była jakaś super trudna droga. Ale fakt, że im bliżej tych wakacji tym bardziej czułem wyraźne profity z tego co sobie zorganizowałem zimą. Udało mi się wtedy wyjechać aż trzy razy za granicę: na święta do Kalanek, później na dwa tygodnie na Majorkę, a następnie do Sperlongi. Myślę, że ten cały efekt, który osiągnąłem zawdzięczam właśnie ciągłej aktywności wspinaczkowej w skałach - miałem rozwspinanie po zimie. Myślę, że gdybym nawet dużo trenował, a nie jeździł w skały, to trudno byłoby mi osiągnąć taką formę.


Mateusz na Clockwork Orange 8b RP, Frankenjura (fot. Pete Chadwick)

Czy kluczem w takim razie są częste wyjazdy na Zachód, bo w naszych skałach to się chyba mało wspinasz?

W tym roku wspinałem się w Polsce łącznie kilka dni, to było związane z okresem kiedy nie mogłem dużo trenować. Miałem po prostu sporo projektów do oddania, zbliżała się sesja. Po pierwsze była szkoła, bo zależało mi raczej na tym aby zaliczyć wszystko w pierwszym terminie i wyjechać na trzy miesiące w skały będąc słabym, niż na tym żeby wypracować super formę a pojechać w skały na półtora miesiąca. Taką mam filozofię, osiągnąłem obie rzeczy naraz i jestem na maxa zadowolony :-)


Mateusz na Clockwork Orange 8b RP, Frankenjura (fot. Pete Chadwick)

No właśnie, należysz do wąskiego grona wspinaczy, którym udaje się jednocześnie utrzymać najwyższy poziom oraz studiować wymagający kierunek - w twoim przypadku jest to Architektura na Politechnice w Krakowie.

To po prostu moja druga pasja. Ten kierunek bardzo mi się podoba i się w to wkręcam. Studiowanie to osobna rzecz, inny świat, ale na pewno nigdy przez to nie zaprzepaszczę szansy na wspinaczkowe wyjazdy, osiągnięcia... To idzie w parze. Do tego dochodzi jeszcze masa innych kwestii, ale na razie wszystko się udaje.

Porozmawiajmy teraz o drogach, które zrobiłeś. Np. Gladiator 8b, z tego co Marcin Wszołek opowiadał, to droga siłowa i dość ewidentna. Z kolei Tomáš Mražek w samym superlatywach wyrażał się o trudnościach drogi Kings of Metal 8a+ - dla niego była ona o wiele trudniejsza niż Gladiator i proponował nawet wycenę 8b. A który OS był dla ciebie najbardziej wartościowy, która droga została ci w pamięci.

Wydaje mi się, że najbardziej wartościowym moim przejściem w tym roku mógł być faktycznie Gladiator , choć najwięcej satysfakcji sprawiło mi przejście Pata Negry w 2. próbie. Wracając do Gladiatora - dla mnie jest to z pewnością droga wyraźnie trudniejsza niż 8a+. Nieźle się na niej nawalczyłem. Druga sprawa to taka, że ta droga jest bardzo ładna, jedna z piękniejszych linii w Rodellar. Niestety, nie mogę powiedzieć, że nie ma żadnych betonowych chwytów, co dla mnie jest dosyć istotną kwestią, ale po tych dwóch tygodniach w rejonie, zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Po prostu zdarzają się tam poprawiane chwyty, czasami zupełnie betonowe, ale droga jest piękna mimo, że w dwóch czy trzech miejscach napotyka się tam na taki incydent.

Cóż, pozostałe 8a+, które zrobiłem czyli Kings of Metal i Mal de Amores w sektorze Las Ventanas del Mascun, to drogi bardzo piękne, przy tym długie i bardzo przewieszone, ciągowe oraz siłowe - po prostu świetne wspinanie. Niestety tam też były jakieś spreparowane chwyty ale pomińmy ten dość drażliwy temat. Skupiając się na stronie estetycznej, to drogi z najwyższej półki. Udało mi się również zrobić jedną 8a+ na Gran Boveda [La Magantina - przyp. red.] - po prostu byłem zupełnie nieświadomy, że droga wygląda jak wygląda - tzn. od samego początku jest betonowa. Z przejścia nie jestem dumny i byłem wkurwiony robiąc tę drogę. To był czysty wynik, nic poza tym, zero przyjemności ze wspinania, zero doznań estetycznych. Zrobiłem jeszcze na Ventanas jedną 8a/8a+, to była właściwie pierwsza trudna droga OS w tym roku, nazywała się Montserrat i bodajże Marcin ją też zrobił, sugerując 8a+ - ja uważam, że właściwsza jest wycena zgodna z nowym przewodnikiem czyli 8a/8a+. To bardzo piękna droga i tam właśnie nie zdarzają się żadne sztuczne chwyty.


Mateusz na Queel Disch, du Sau 8b RP, Frankenjura (fot. Pete Chadwick)

Pora na twoje ósemki ce. Masz ich na swoim koncie 4 - pierwsza była La chronique de la haine ordinaire z Céüse w 2003 roku. Te tegoroczne zrobiłeś bardzo szybko - Pata Negrę w 2. próbie, to znaczy, że było blisko do onsajtu? :-)

Absolutnie tak nie było! Nie porywam się z motyką na słońce. To było bardzo spontaniczne, właściwie najlepszy wspinaczkowy dzień tych wakacji. Rano zeszliśmy do kanionu, rozgrzałem się i właściwie w 1. przystawce tego dnia przeszedłem Welcome to Tijuana 8c [RP w 4. próbie]. Mieliśmy jeszcze kawałek dnia przed sobą i czując się w miarę rozwspinanym, postanowiłem spróbować coś jeszcze. Poszliśmy na Las Ventanas, tam jest taki potężny dach z drogą po środku - wygląda to niesamowicie. Chciałem ją już wcześniej spróbować, ale jednak musiałem wypracować wytrzymałość i rozwspinanie. Pierwsza próba to było po prostu rozpoznanie, czyli szedłem sobie, powisiałem chwilę, zobaczyłem jak to wygląda. Może zajęło to ze 40 minut, czyli całkiem spory kawałek czasu, ale droga jest bardzo długa i nie sposób nawet zapamiętać wszystkich ustawień. Została nam godzina do zmroku, chciałem więc jeszcze raz się na drogę przejść, popróbować patenty itd. No i cóż, wszedłem na drogę i po prostu ją poprowadziłem do końca :-)Oczywiście miałem problemy od samego początku - nie powiem, że było łatwo. Czasami potrafię się na tyle skupić - w tym wypadku się udało! Po zrobieniu drogi ogromnie się cieszyłem. To była druga trudna linia tego dnia. Popełniłem na niej mnóstwo błędów - wyjeżdżały mi nogi i nie do końca wiedziałem jak mam się ustawić. Ponadto wiele przechwytów było parametrycznych. Widziałem później jak ktoś próbował tę drogę - zupełnie inne patenty, płynnie. Ja tam robiłem strasznie "kwadratowe" ruchy. Myślę, że kluczem była odpowiednia koncentracja, Jakoś szło, do samego łańcucha...

To była opowieść o Pata Negrze a wrażenia z dwóch pozostałych 8c?

Jeszcze a propos Pata Negry - po tym jak zjechałem po prowadzeniu i zdążyłem się pogodzić z tym wszystkim, zacząłem się od razu zastanawiać czy wycena jest rzetelna. Z Welcome to Tijuana wcale nie poszło tak gładko, wydała mi się dość trudna i w przypadku tej drogi nie miałem żadnych wątpliwości co do trudności - wcześniej przystawiałem się do ósemek ce na Frankenjurze, ale wtedy byłem jeszcze nie rozwspinany. Natomiast jeśli chodzi o Pata Negrę i Geminis - obie drogi mają dokładnie taki sam charakter są bardzo przewieszone, cholernie ciągowe - niesamowite linie, ale ich wyceny wydały mi się dosyć lajtowe, zauważyłem wyraźną różnicę między nimi a Tijuaną - kluczem jest fakt, że mają odmienny charakter. To długie drogi nie mające żadnych bulderowych trudnych ruchów, tam po prostu nie ma trudnych przechwytów. Wspinając się po nich trzeba wytrzymać, naprawdę wytrzymać walkę i to głównie w głowie, bo nie uważam aby te drogi były jakieś super siłowe - nie do zrobienia dla przeciętnego wspinacza. A na drogach krótkich, bulderowych jak się nie robi ruchu, to się nie robi drogi :-) Tak to wygląda, tam po prostu jest kwestia rozwiązania bulderu - bo w przypadku drogi, która ma 20 przechwytów można mówić o bulderze. No ale cóż te drogi mają wiele przejść, są dosyć stare i tam się naprawdę sporo dobrych wspinaczy wspina i jeszcze nikt nie wyraził wątpliwości co do wyceny.


Mateusz na Osho 8b RP, Frankenjura (fot. Pete Chadwick)

Jak oceniasz przejście Pata Negry OS przez "psychopatę" treningu czyli Tomáša Mražka?

Jeśli chodzi o onsajt Mražka - to jeśli ja jestem w stanie zrobić taką drogę za 2. próbą to czemu on nie miałby zrobić tej drogi OS :-) Tym bardziej, że droga jest po dużych chwytach, bardzo parametryczna i siłowa, nie ma tam czegoś nie ewidentnego, chwyty nie są poukrywane - to jest dach, są klamy i tyle, wystarczy po nich przejść. Tak to właśnie wygląda, a ja obserwując Mražka widziałem jak on się wspina. Potrafi na samych rękach robić przechwyty, które mnie z trudem wychodzą z nogami :-) Także nie jestem wcale zaskoczony jego przejściem i myślę, że dużo jest obecnie wspinaczy, którzy byliby w stanie zrobić tę konkretną drogę onsajtem.

Po szybkich przejściach na 8c widzisz się na trudniejszych drogach?

Jeśli chodzi o trudniejsze drogi, to próbowałem, będąc w tym roku w Céüse, Biographie 8c+ - z tym, że pobyt tam potraktowałem ulgowo, z myślą o Rodellar. Wiem, że nie wytrzymałbym aby wspinać się na maxa przez 3 miesiące. Tak więc w Céüse sobie odpoczywałem i od czasu do czasu przystawiałem się do jakiś dróg. Wracając do Biographie - ona mnie naprawdę urzekła, jest to najtrudniejsza droga jaką kiedykolwiek próbowałem i jest naprawdę, naprawdę wyraźnie trudniejsza niż 8c. Ponadto jest to jeden z mega klasyków w tym stopniu i myślę, że droga jest warta nawet ciężkiej pracy...


Mateusz na La Chirurgieu du Crepuscule 8b RP, Céüse (fot. Bartek Malinowski)

Jak myślisz musiałbyś coś zmienić w swoim treningu, czy więcej się wspinać po prostu, żeby tę drogę pokonać?

To nie jest ta kwestia, ja nie mam systemu treningowego, więc nie mogę powiedzieć, że mam się na coś nastawić, jakoś ukierunkować. Nikt mi nie mówi co mam robić - po prostu przychodzę sobie na ściankę i się wspinam. Bawimy się z chłopakami w układanie przystawek albo sobie trenuję na campusie. W tym roku na Biographie zabrakło mi w zasadzie tylko jednego przechwytu, czyli bulderu na starcie o trudnościach prawdopodobnie 8A. Po prostu jeden przechwyt - bardzo, bardzo trudny po małych chwytach w przewieszeniu, góra to po bardzo dobrym reście, droga 8b, może 8b+.

W zasadzie zatrzymał mnie ten bulder. Chciałbym jednak coś zrobić aby w przyszłym roku przejść ten odcinek :-) Myślę, że to zależy od takiej ogólnej siły. Widziałem Amerykanina, który zrobił tę drogę w tym roku, to był szalenie silny gość - wstawił się w przechwyt, dokręcił na maksa i wykonał go z takim zapasem, że widać było że jest silny :-) Natomiast on nic innego nie robił podczas swojego pobytu, tylko wspinał się po tej jednej drodze. Ja chcę tego uniknąć i na pewno tak nie zrobię. Nie mam zamiaru w ogóle jej próbować, jeśli poczuję, że nie będę w stanie pokonać tego bulderu na starcie. Bo to nie jest to co lubię - po prostu :-) Jak się wyda za trudne to znajdzie się coś innego...

Wspomniałeś o bulderingu, może warto wrócić zatem do lipca, do Mistrzostw Świata w Monachium. Tam startowałeś trochę paradoksalnie w zawodach bulderingowych, mimo że największe predyspozycje masz do dróg wytrzymałościowych. Czy nie powinieneś zmienić konkurencji? :-)

Absolutnie nie zamierzam zmieniać konkurencji. Wspinanie na trudność to nie jest zabawa. To nie jest coś fajnego - w zawodach bulderingowych startuję dla przyjemności. Przejście takich dróg to był bardzo długi proces - trzy miesiące wspinania, to po prostu weszło mi w krew i tyle. Bez przygotowania nie jestem w stanie zrobić takich dróg - bo np. gdy wspinam się z chłopakami w Reni Sporcie to odpadam w połowie obwodów, które oni robią na rozgrzewkę :-)


Mateusz na
La Chirurgieu du Crepuscule 8b RP, Céüse (fot. Bartek Malinowski)

Jednak aby startować z powodzeniem w zawodach PŚ na trudność, trzeba robić co najmniej 8b OS - a to osiągasz :-) Oczywiście to był na razie wyjątek ale na poziomie 8a+ przeszedłeś już kilka dróg. Jak zatem postrzegasz różnice pomiędzy poziomem naszej kadry a czołówką zarówno na trudność, jak i w bulderingu? Z wyjątkiem Tomka Oleksego, który jest zawodnikiem klasy światowej. Czy różnica dotyczy motywacji, mentalności - dla ciebie, jak wspominałeś, jest to zabawa - czy też treningu? Czy trzeba się wspinać na weście w zimie, aby forma była już kwietniu kiedy jest początek sezonu startowego, a nie we wrześniu?

Marcin Wszołek potrafi przed wakacjami wsiekać coś w Mamutowej, ale to się bierze z zupełnie innej kwestii - on po prostu mieszka w pobliżu i wspina się tam już od 10 lat. Mam swoje zdanie na ten temat, ale nie chcę się nim dzielić, bo się tu nie wspinam, po prostu tego nie lubię. Ale jeśli chodzi o zawody i te pewne dysproporcje to nie uważam żeby one były aż tak potężne. Byłem pierwszy raz na zawodach międzynarodowych w zeszłym roku w kwietniu w Erlangen. To była zupełna niewiadoma i niespodzianka. W pewnym sensie zaobserwowałem coś bardzo ważnego - otóż to, że gdyby mieć założenie treningu pod zawody i startować w nich regularnie to nie ma przeszkód aby stać się zawodnikiem klasy światowej. Nie ma takiej dysproporcji! Klasa wspinania Jerome Meyera czy Daniela Dulaca w bulderach w porównaniu do formy np. Andrzeja Mecherzyńskiego to nie taka duża dysproporcja. To jest do nadrobienia. To nie jest tak, że te przystawki są masakrycznie trudne i byle kto ich nie przejdzie. One zazwyczaj - w przeciwieństwie do tych, które są układane w Polsce - wymagają myślenia i trzeba tam mieć dużo doświadczenia. Już za drugim razem, kiedy startowałem w Monachium, sam się miło zaskoczyłem - chociaż ostateczny wynik wcale nie był zadowalający. Niewiele mi zabrakło żeby osiągnąć coś co ustawiłoby mnie tuż za czołówką peletonu, bo właśnie potraktowałem to na luzie, po prostu sobie wystartowałem, coś tam zrobiłem. Uważam, że to nie jest taki kosmos - gdy się obserwuje zawodników najwyższej klasy to nie są oni kosmitami :-) To jest płynna granica i myślę, że to się da wypracować. Tylko ja się nie będę za to brał bo mam inne priorytety. Ale bardzo byłoby mi miło gdybym mógł startować w zawodach tej rangi, bo być może bym się bardziej do tego przyłożył. Jak już mówiłem kluczem do sukcesu jest to żeby zdobywać doświadczenie. Marcin [Wszołek] startuje bodajże w każdych zawodach, które są organizowane w Polsce, dużo jeździ i jest naprawdę zawodnikiem z potężnym doświadczeniem. Może zatem to jest kwestia mentalności, że ciężko jest się tak sprężyć? Widziałem się na przystawkach, na których wspinali się dużo silniejsi ludzie - każdą się dało przejść. To kwestia lepszej formy, na pewno motywacji, bo potężną sprawą jaka stoi za zawodnikami zachodnimi, czy też wschodnimi, którzy starują są pieniądze. I ci ludzie mają - tak mi się wydaje - dużą bardziej komfortową sytuację, w związku z tym mogą się bardziej skupiać na takich ważnych sprawach jak zdrowie czy trening. A my to robimy bardziej dla siebie - nie wiem, co prawda jak Tomek czy Renata, bo nie znam ich sytuacji, ale wiem, że oni są bardziej profesjonalnymi wspinaczami. No ale cóż, Andrzejowi też się udało w zeszłym roku wejść do finału PŚ i to nie było dla mnie wcale takie zaskoczenie. Jego naprawdę na to stać.


Mateusz podczas Mistrzostw Świata w Monachium, lipiec 2005 (fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)

Mnie uderzyła na zawodach jedna sprawa - kadra nie sprawiała wrażenia spójnego tworu. Może to była kwestia braku wymiany doświadczenia, o którym wspominasz? Każdy tam przyjechał sam, każdy był zdany w zasadzie na siebie. Czy na zawodach jakoś współpracujecie ze sobą? Już w fazie przygotowania każdy trenuje przecież na swój sposób. Większość krajów startujących w Pucharze ma wypracowane jakieś mechanizmy treningowe i startowe. Wiadomo to ma swoje plusy i minusy. Czy jesteś w stanie to jakoś ocenić, mimo swojego krótkiego reprezentacyjnego stażu?

Ja na MŚ przyjechałem jako wolny strzelec. Wcześniej byłem z Mechaniorem i Marcinem na zawodach w Erlangen i tam się dobrze bawiliśmy po prostu, była kupa śmiechu i to było fajne. Ale na MŚ zaobserwowałem 7łaśnie takie ciśnienie - kręciła się tam duża kasa. Tomek, Renata, może nie Mechanior, byli nastawieni do tego poważnie, więc ja nie miałem z nimi nawet płaszczyzny wspólnej do rozmów, bo oni po prostu byli skupieni na czymś istotnym o czym ja nie miałem pojęcia. Każdy był tam bardzo skupiony, ja byłem bardziej rozluźniony. I może dlatego pojawiła się taka mała bariera między zawodowcami a amatorami...?


Mateusz podczas Mistrzostw Świata w Monachium, lipiec 2005
(fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)

Wspomniałeś, że doświadczyłeś fascynacji Biographie. A czy masz jakieś inne drogi, takie klasyki światowe jak La Rambla, Hubble , które chciałbyś poprowadzić. Co cię motywuje do wspinania? Co we wspinaniu jest dla ciebie najważniejsze? Czy tradycja, historia wspinania ma dla ciebie jakieś znaczenie?

Jak najbardziej, ma to dla mnie ogromne znaczenie. Nie jestem tylko wspinaczem, który jeździ i jedynie się wspina. Interesuję się tym sportem i na pewno jego historią, rozwojem oraz ludźmi z nim związanymi. Identyfikuję się z tym całym otoczeniem. Interesuje mnie poznawanie nowych miejsc, takich właśnie klasycznych - jednym z moich ulubionych rejonów, może nawet najfajniejszym, jest Frankenjura. Tam jest masa świetnych linii i jak najbardziej moim marzeniem jest żeby spróbować dróg, które mają wielką renomę i klasę. Nie przystawiałem się jeszcze do wielu ekstrem na Frankenjurze, bo na to jest jeszcze - mam nadzieję - troszkę czasu. Natomiast jeśli chodzi o Biographie to był czysty przypadek, poszedłem na drogę aby ją zobaczyć. Zafascynowała mnie i na pewno się w nią wkręciłem bo zauważyłem, że jest w moim zasięgu. Tylko to jest kwestia przestawienia troszeczkę sposobu myślenia. Nie mam takiego doświadczenia jak np. Adaś, który przez cztery dobre sezony, ładnie kosił... Myślę jednak, że osiągnięcia z tego roku dały mi bardzo dużo wiatru w żagle, mam nadzieję, że to się przełoży na wypracowanie coraz lepszego poziomu.

Na razie mam duże nadzieje związane z Frankenjurą, bo do tego rejonu czuję największy sentyment - tam wspinałem się również z Adamem, obserwowałem jego dokonania. A ludzi, którzy tworzyli historię tego miejsca uważam nie tyle za mentorów, co tych, którzy dali dobry przykład, dobry nurt myślenia o wspinaniu - Wolfgang [Gullich], Kurt [Albert], to są ikony wspinania, ich osiągnięć nie można zakwestionować. Wyczyny Adama są dla mnie również dobrym przykładem, że to jest możliwe. No cóż, będę próbował :-) Na razie jednak odpoczywam, nie przejmuje się tym. Żyję w zupełnie innym świecie - mam teraz dwa priorytety, oprócz wspinania, bardzo ważne są dla mnie studia. Nie chcę się koncentrować na jednym do końca, uważam, że taki tryb życia jaki prowadzę najbardziej mi odpowiada. Obu rzeczom poświęcam naprawdę sporo czasu - bardzo dobrze koegzystują, bo wysiłek umysłowy pozytywnie wpływa na późniejszą koncentrację i wysiłek fizyczny. To jest bardzo fajne, że mogę robić dwie zupełnie inne rzeczy i to mi ułatwia życie. Chociaż na pewno idealnie jest jak ktoś może poświęcić tylko jednemu celowi.

Nie należę do zawodników ani do ludzi, którzy trenują - może wzięło się to troszkę z tego, że wychowałem się wspinaczkowo wspinając się z ludźmi z Łodzi, gdzie panuje inne podejście do wspinania. Niestety wielu z nich rezygnuje ze wspinania w skałach na rzecz gór. Mnie to jeszcze nie grozi, chciałbym żeby to wynikało naturalnie. Trochę podobnie jest z polskimi skałami. Jakbym był mobilny, miał się z kim umówić i co weekend jeździć, to na pewno powspinałbym się z przyjemnością, po nie koniecznie trudnych drogach. Ale nie jestem zainteresowany, by po szkole pojechać do Mamutowej czy gdziekolwiek indziej i patentować drogi.

Dla mnie dużą motywacją do przejścia drogi jest jej piękno i estetyka. I było kilka takich przypadków, że próbowałem trudną drogę, która mi się nie podobała i decydowałem, że do niej więcej już nie wrócę, bo to nie ma sensu. Estetyka, której w Polsce niestety brakuje, też jest istotna. Ale to jest temat na inną rozmowę...

Wspomniałeś o tym, że priorytety to skały i studia, w sumie brakuje jeszcze trzeciego elementu odpowiedzialnego m.in. za wyjazdy na Zachód czyli pieniędzy - odwiecznej bolączki nie tylko wspinaczy - jak zorganizować pieniądze na westowe, długoterminowe wspinanie. Przy twoim nazwisku w mediach nie pojawia się żaden sponsor - jak sobie zatem z tym radzisz?

Skomplikowana kwestia a z drugiej strony można powiedzieć, że bardzo prosta :-) Otóż wspinanie - jak już mówiłem - jest dla mnie poważnym priorytetem, staram się w związku z tym wszystkie moje wpływy finansowe przeznaczać tylko na ten cel. Odkładam fundusze na wyjazdy przez cały rok, by móc wyjechać na 3 miesiące wakacji. Jak najbardziej preferuję Low Budget Trip - czyli podróżowanie stopem i żywienie się produktami z dolnej półki, żeby nie powiedzieć z najniższej... Bo co jest dla mnie ważne? Wolę wyjechać i tak jak wielu znajomych kryć się w krzakach, dzięki czemu spędzić dłuższy czas w skałach niż zdecydować się na luksusową organizację. Jeszcze jestem młody także na wiele mnie stać w tym zakresie - nie rzadko dostałem przez to w kość. Ważną rzeczą jest też fakt, że moi znajomi z Łodzi z firmy ATEST pomagają mi sprzętowo - dostałem od nich już dwie liny. Odszedł mi tym samym spory wydatek. Chciałbym oczywiście spróbować zorganizować sobie jakiś konkretnych sponsorów. To niesie ze sobą oczywiście również zobowiązania. Nie da się ukryć, że ta koniunktura dopiero się w Polsce rozwija i niewielu wspinaczy w kraju ma sponsora. Ja na razie nie narzekam, bo nie spotkała mnie jeszcze taka sytuacja, żebym nie mógł wyjechać w skały tylko z powodów finansowych. Zazwyczaj są to bardziej złożone przyczyny. Najważniejszą pomocą jest dla mnie rodzina, choć niebawem będę musiał skonfrontować wszystko z perspektywą znalezienia pracy, co może być dosyć skomplikowaną sprawą, bo studia są dosyć absorbujące. Ciężko przy tym znaleźć dużo czasu na samo wspinanie... Na razie wszystko się jakość układa pomyślnie!


Mateusz na Maldita Codicia 7b+, Rodellar (fot. arch. Mateusz Haładaj)

Na zakończenie zapytam jeszcze o twoją przygodę z tworzeniem przewodników wspinaczkowych. Do tej pory wydałeś topo Céüse i Rodellar. Jaki będzie następny rejon? :-)

To postscriptum do tematu o finansach - kombinuję ze swoimi przewodnikami, oczywiście w sposób undergroundowy i nie robię tego dla zysku. Chociaż pierwszy raz w tym roku pojawiły się z tego jakieś wpływy, głównie ze sprzedaży przewodnika zagranicą. Być może pójdę w tym kierunku - to jest jednak zawsze jakiś grosz. Będę myślał żeby samemu coś robić, poza wszelką koniunkturą, żeby nikt nade mną nie stał - coś tworzyć, próbować i przy okazji jakoś finansowo sobie z tym radzić. A jaki następny? - Nie wiem, zupełnie teraz nie mam tego w głowie. Nie robię przewodników, żeby zrobić ich jak najwięcej, tworzę je po tych rejonach, w których nie ma faktycznie dobrych skałoplanów - przynajmniej moim zdaniem. Tak poza tym to niech każdy osądza jak chce :-)

Życzę Biographie w przyszłym sezonie!

Wielki dzięki!

WYKAZ PRZEJŚĆ MATEUSZA:

Frankenjura:
Plan B 10 RP Zwergenschloss (4. próba)
Clockwork Orange 10 RP Jules Verne Wand (4. próba)
Queel Disch, du Sau 10 RP Erinnerungswand (4. próba) - (kiedyś droga X/X+, wg M. ta wycena jest właściwsza)
Halloween 10 RP Schwalbenloch (2. próba)
Morlock Shocker 10 RP Schlaraffenland (8. próba)
Meteor 10/10+ RP Planetarium (4. próba)
Holyfield 10-/10 (8a+) RP Marientaler Wand (4. próba)
Amadeus Schwarzenegger 10- (8a+) Richard Wagner Fels
Skywalk 10- (8a) Barenschlucht

Frankenstein 9+/10- OS Stadeltenne
Metallica
9+ OS Barenschlucht (trudne...)
OS w ciągu jednego dnia!:
Shauer Power 9+ Endorama (propozycja Mateusza - 9/9+)
Glaspatronenmatch
9+/10- Endorama (prop. M. - 9+)
Ratz und Raube 9 Endorama
Hurrikan 9+ Klagemauer (trudna droga)
Fallout 9/9+ Klagemauer

Céüse:
La Chirurgieu du Crepuscule 8b RP (2. próba)
Violente Illusion 8b RP (2. próba)
Queue de Rat 8a+ RP (2. próba)
Ratman 8a+ RP (2. próba)
Dolce Vita 8a+ RP (2. próba)
Keket Direct 8a+ (3. próba)
La Femme Blanche 8a+ (3. próba)
Encore 8a+ (3. próba)
Sueurs Froides 8a+ (3. próba)

L'ami Caouette 8a OS
Petit Tom 8a OS

Rodellar:
Pata Negra 8c RP (2. próba)
Geminis
8c RP (3. próba)
Welcome to Tijuana 8c RP (4. próba)
El salto del Angel 8b+ RP (3. próba)
Amor de Hermano 8a+/b (2. próba)

Gladiator 8b OS
The kings of Metal 8a+ OS
Mal de Amores 8a+ OS
La Magantina 8a+ OS
Montserrat 8a/a+ OS
Ambicion Cero 8a OS
Les cadres regeneren 8a OS
Evasion 8a OS
Gracias Fina 8a OS
El Sepes 7c+/8a OS

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Brak komentarzy

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.