|
Sprocket: Gratulacje, to twój kolejny sukces na poważnych zawodach - 1. miejsce w zawodach PŚ w Firminy! O ile pamiętam po raz pierwszy stanąłeś na podium zdobywając Mistrzostwo Europy na czas w 1998 roku. Startujesz już ponad 10 lat, powiem wprost - nie znudziło ci się? :-)
Tomek Oleksy: No dzięki, bardzo się cieszę z tego zwycięstwa!, które uważam za mój największy sukces jeżeli chodzi o rywalizacje w zawodach boulderowych. Rzeczywiście w tym roku mija 10 lat odkąd startuje w oficjalnych zawodach międzynarodowych. Praktycznie od samego początku starałem się godnie reprezentować nasz kraj. Pierwszym poważniejszym sukcesem było bez wątpienia zdobyte w Norymberdze w 1998 roku ME na czas i od tamtego czasu po dzień dzisiejszy praktycznie w każdym sezonie odnoszę sukcesy najwyższego formatu.
Kolejne sukcesy dawały mi motywacje do dalszych startów i osiągania postawionych celów. Myślę, że ostatnio odniesione wyniki będą wystarczająco dobrą motywacją do startów w kolejnym sezonie. Poza tym zawody traktuje jako świetną okazję do zabawy, do spotkania się z zawodnikami z innych krajów, możliwość zobaczenia nowych miejsc, a także co nie jest bez znaczenia możliwość zarobienia pieniędzy. Dlatego póki co, chciałbym jeszcze startować.

Tomek podczas MŚ w Monachium, eliminacje boulderingu (fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)
Wiadomo, że systematyczne starty wymagają spełnienia wielu czynników - utrzymania formy, motywacji, zapewnienia finansów itp. W tym roku poza PŚ w Moskwie i MŚ w Monachium opuściłeś dwie boulderowe edycje PŚ - nie żałujesz z perspektywy czasu i obecnej formy?
Chyba tak. W zasadzie to opuściłem jedną edycję w Fiera di Primero, na którą nie pojechałem, bo przygotowywałem się do MŚ. Najbardziej żałuję mojej dyskwalifikacji w pierwszej edycji w Birmingham, z powodu małego opóźnienia do strefy izolacji (długa historia :-), tym bardziej, że byłem do nich nieźle przygotowany i specjalnie na nie wróciłem ze wspinu w USA. Z kolei porażka w Moskwie zaważyła o decyzji wycofania się z trzeciej edycji, na korzyść MŚ. Na te ostatnie zawody pojechałem kontrolnie, żeby zorientować się w jakiej dyspozycji obecnie się znajduję.
Tomek podczas MŚ w Monachium, czasówka (fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)
Wróćmy jeszcze do Monachium - w sumie był to nieudany start. Nie trafiłeś z formą, czy po prostu zabrakło szczęścia na jednym bulderze, aby wejść do finału?
Rzeczywiście te mistrzostwa w porównaniu z poprzednimi wypadły nienajlepiej, nie przywiozłem z nich żadnego medalu! Moim celem priorytetowym było zdobycie brakującego w mojej kolekcji złotego medalu MŚ w czasówce. Na tydzień przed mistrzostwami byłem naprawdę świetnie przygotowany i po cichu myślałem, że wszystko będzie dobrze ale na jednym z ostatnich treningów po prostu się przetrenowałem się :-( W efekcie od samych MŚ przez okres około miesiąca byłem w fatalnej formie.
W tym roku bardzo udanie startował Kilian Fischhuber i pojawił się niespodziewanie Fin Nalle Hukkatival - widziałeś ich w akcji, możesz ocenić ich styl i umiejętności?
Rzeczywiście Kilian już od dwóch sezonów pokazuje, że jest świetnym zawodnikiem i wspinaczem skałkowym, co jest odzwierciedleniem jego długoletniego przygotowania treningowego. Kilian dużo czasu poświęca na wspin w skałach po trudnych drogach. [m.in. 8c flash! - przyp. red.] Przyznaje, że największy progres w ostatnich dwóch latach zawdzięcza wspinaczkom w skałkach po drogach raczej trudniejszych.
Natomiast Nalle, posiada niesamowitą wrodzoną siłę, dzięki której buldery 8B to dla niego chleb powszedni. Inną sprawą jest fakt, że dużo czasu poświęca głównie boulderingowi w swoim ojczystym kraju, w którym, jak sam mówi, wspin z liną jest raczej nieciekawy.

Tomek podczas finału Mistrzostw Polski w Boulderingu, Tarnów
(fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)
Na 8a.nu trochę się zdziwili, że mistrz czasówki jest w stanie wygrywać zawody bulderowe. Czy twoje i Renaty Piszczek sukcesy zarówno na czas, jak i w bulderingu świadczą, że przygotowania do startów w tych dyscyplinach można prowadzić jednocześnie?
Myślę, że to zdziwienie bardziej wynikało z braku znajomości tematyki treningu sportowego, a także mojej biografii sportowej, z której wynika, że mam możliwości zwyciężania w obu konkurencjach. Sam fakt, że ktoś może wygrywać w obu tych konkurencjach wynika głównie z uwarunkowań osobniczych danego człowieka, a także ze specyfiki tych konkurencji. Całkiem prawdopodobne jest to, że właśnie dzięki intensywnym treningom pod kątem czasówki w początkowych latach moich treningów rozwinąłem w dużym stopniu takie cechy jak siłę maksymalną, szybkość a także koordynację, która bardzo się przydaję przy uprawianiu boulderingu.
Nie irytuje Cię czasem na westowych zawodach, że czasówki są uznawane trochę za dyscyplinę peryferyjną w stosunku do bulderów czy zawodów na trudność. Zwłaszcza, że konkurencja rozgrywa się głównie wśród zawodników ze Wschodu?
Może kiedy zaczynałem startować na weście rzeczywiście miałem wrażenie, że coś jest nie tak z tą czasówką, że oprócz "Rusów" bardzo mało startuje zawodników z innych krajów. Z pewnością dla wielu zawodników i trenerów z takich krajów jak Włochy, Francja, czy Hiszpania czasówka jest traktowana jako dodatek do pozostałych konkurencji. Dla większości zawodników a zarazem wspinaczy skalnych, ta konkurencja nie jest celem samym w sobie - dla mnie też. Jednak już od kilku lat wyraźnie widać, że w zawodach na czas, startują zawodnicy z wielu krajów i to nie tylko z bloku wschodniego i Europy. Myślę, że za kilka lat obok Rosjanów, prymat w tej konkurencji będą wiodły takie kraje azjatyckie jak Hong Kong, Chiny czy Filipiny czy też południowoamerykańskie jak Wenezuela.

Tomek podczas finału Mistrzostw Polski w Boulderingu, Tarnów (fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)
Reprezentujesz nasz kraj od lat, od zawsze słychać było narzekania na PZA. Czy z twojego punktu widzenia obecna sytuacja dotycząca organizacji kadry oraz jej startów jest ok? Na zawody jeździsz głównie dzięki PZA czy sponsorom?
Na początku moje wyjazdy na zawody i w skały były możliwe dzięki pomocy mojej rodziny w szczególności ojca, który zawsze mnie wspomagał. Obiektywnie reasumując Pezeta praktycznie zawsze mi pomagała i w tym temacie nie mam co narzekać, chociaż czasami żenujący jest fakt, że nie ma kaski nawet dla jednego polskiego zawodnika, aby mógł wystartować (bez nakładu własnych środków) we wszystkich najważniejszych zawodach w ciągu jednego sezonu. Obecnie moim głównym sponsorem jest firma Bergson bez pomocy, którego nie opłacałoby mi się startować w większości zawodów.
Co do organizacji kadry, wszystko wydaję się bardzo poukładane i czytelne, ale w rzeczywistości nie ma praktycznie żadnej kontroli przynajmniej jeżeli chodzi o seniorów. Myślę, że powinno się wprowadzić na nowo zgrupowania kadry narodowej zarówno w skałach, jak i na sztucznych obiektach, dla zwiększenia motywacji i progresu. Dla naszych czołowych wspinaczy priorytetem nie są starty w zawodach międzynarodowych lecz wspin i wynik w skałach, ale żeby wygrywać z najlepszymi, trzeba poddać się swoistemu reżimowi, do którego powinien nakłaniać system, którego z kolei nie posiadamy. Wiem, że dla KWS PZA priorytetem są obecnie juniorzy (co pochwalam), ale tutaj również kontrola wymyka się z pod kontroli :-)

Mistrz Polski w Boulderingu Tomasz Oleksy, Tarnów (fot. Maciek Oczko/wspinanie.pl)
Jesteś jedynym w Polsce zawodnikiem klasy światowej czy myślałeś o tym aby jakoś podzielić się swoim doświadczeniem? Widzisz kogoś z młodych kto mógłby nawiązać do twoich sukcesów?
Na co dzień staram się dzielić swoim doświadczeniem z moimi zawodnikami, z którymi od dwóch lat pracuję w naszym klubie (MKS Tarnovia). Kilku nowych zawodników jest bardzo perspektywicznych i chciałbym z nimi jak najwięcej pracować. Generalnie bardzo lubię to zajęcie i wierzę, że w przyszłości właśnie zawodnik z Tarnovi będzie osiągał podobne sukcesy, a nawet być może zdobędzie olimpijski medal, na który ja już raczej nie mam szans :-)
Wielu zadaje sobie pytanie - kiedy Toma zacznie trenować i startować na trudność oraz robić trudne drogi w skałach? :-)
Rzeczywiście jak na razie nie zrobiłem żadnej trudnej drogi na miarę swoich możliwości, co jest głównie spowodowane brakiem czasu. Wszystko wskazuje na to, że tego czasu będzie coraz mniej, ale jestem pewien, że kiedyś zrobię coś naprawdę trudnego - być może jakieś VI.9? :-)
|