We wrześniu wspólnie z Arkiem Grządzielem, Tomkiem Szumskim
(obaj KW Jastrzębie) oraz Krzyśkiem Skoczylasem (KW Bielsko-Biała)
byłem na wyprawie na Bhagirathi III (6454 m n.m.p.). Naszym celem był
południowo-zachodni Filar Szkocki (5.8/A2, lód 45°/60°) poprowadzony
w 1982 roku przez Allena Fyffe'a (znanego u nas jako współautora "Podręcznika
Wspinaczki") i Boba Bartona. Dotychczas tę 1300-metrową drogę pokonało
pięć zespołów. Opisy dróg na Bhagirathi III znajdziecie na expe.com.
Pierwszy etap wyprawy odbyliśmy wspólnie z "Chłopcami z Okładek" ;) Krzyśkiem
Belczyńskim i Marcinem Tomaszewskim. Rozdzieliliśmy się w cztery
dni od wyjazdu z Dehli, po dojściu do bazy - nasza była na 4500 m n.p.m.
Przy dobrej pogodzie przetransportowaliśmy cały majdan do bazy wysuniętej
na około 5000 m n.p.m. Po tym donieśliśmy sprzęt pod ścianę
kolejne trzysta metrów wyżej - trawersy w bardzo nieprzyjemnej kruchej
i mokrej skale. I gdy wszystko już było gotowe załamała się pogoda. W
drugim dniu oczekiwania dotarli do nas "Chłopcy z Okładek". Ich wymarzonego
Shark Fine'a zajęli Japończycy... Marcin z Krzyśkiem postanowili obejrzeć
możliwości na słynnej nie poprowadzonej "Sieklucówce" ;) na Bhagirathi
IV. Następnego dnia wyszło słońce i z nadzieją obserwowaliśmy jak na naszym
filarze topnieją śniegi i wysycha skała. W tym czasie nasi mistrzowie
wykonywali skomplikowane obliczenia - ich sprzęt był pod Meru - transport,
wspinanie, kopuła szczytowa, powrót, karawana i cały czas brakowało im
czasu. W końcu zrezygnowali ze wspinania na tej wyprawie.
19 września wbiliśmy się w ścianę to znaczy Tomek z Krzyśkiem mieli pociągnąć
pierwsze kilkaset metrów. Moje uwagi co do źle wybranego początku drogi
zostały zlekceważone :) i przez to udało nam się pokonać dolne partie
drogi Waltera Holzlera. Drugiego dnia mieliśmy dostać się pod monolit,
gdy przejąłem prowadzenie okazało się, że warunki są ciężkie. Szczeliny
były zalodzone i mimo słońca panowała dość niska temperatura. Trzeciego
dnia doszliśmy do Flake'a (przewodnik Babicza), który Tomek pokonał mimo
bardzo niskiej temperatury i opadu śniegu. Tu po dyskusji zdecydowaliśmy
się na odwrót, który okazał się ciężką walką. W końcu dotarliśmy do miejsca
drugiego biwaku. Ta noc była szczególnie ciężka w opadzie śniegu w płachtach
biwakowych.
Cały kolejny dzień zajęły nam zjazdy i późnym wieczorem dotarliśmy do
kompletnie zasypanych namiotów. Następnego ranka zlikwidowaliśmy Bazę
Wysuniętą i przez cały dzień mordowaliśmy się z ciężkimi worami w kopnym
śniegu. Wcześniej "na sucho" ten odcinek zajmował nam 2 do 3 godzin.
25 września wspólnie z Krzyśkiem zeszliśmy do Gangotri, a nazajutrz Arek
z Tomkiem po zlikwidowaniu bazy dołaczyli do nas. Do końca trudności mieliśmy
około 100 metrów, a do osiągnięcia szczytu zabrakło nam półtora może dwa
i pół dnia dobrej pogody.