Po raz pierwszy o Lurking Fear [C2F 5.7] pomyśleliśmy z Maćkiem
[Ciesielskim] chyba zaraz po przejściu Zodiaca. Pierwsze
jednodniowe przejście El Capa pobudziło nasz apetyt. Lurking Fear
wydało się idealnym celem numer dwa. Droga w miarę krótka i dość łatwa.
Linia Lurking Fear zaznaczona na zielono (fot. Tom Frost, www.supertopo.com)
Niestety głód nie został szybko zaspokojony. W lipcu zrobiło się w Dolinie
potwornie gorąco i myślenie o wielkościanowych wspinach zostało skutecznie
wyparte przez nieodpartą chęć zanużenia ciała w chłodnych i coraz płytszych
wodach Merced Rriver. Tak więc Maciek uciekł ze swoja Kasią do chłodnego
Colorado, a ja ze wspinacza przekwalifikowałem się w yosemickiego robola.
Kładłem kable telewizyjne, wymieniałem klimatyzatory i zrywałem dachy,
a czas uciekał.
Całe szczęście wrzesień nadszedł szybko, a z nim lekki spadek temperatur.
Na Camp 4 zjawili się znowu wspinacze, a wśród nich Maciek. Wraz z nim
myśl o kolejnym jednodniowym przejściu El Capa. Wróciła idea Lurking
Fear. A jak wiadomo idee są po to żeby próbować wcielać je w życie.
Próba wypadła chyba całkiem nieźle - drogę zrobiliśmy w 11 godzin 15
minut. A co lepsze nawet udało nam się zejść z El Capa po jaśności. Potem
king cobry obiad zmontowany przez Kasię i prysznic. Po raz kolejny przekonaliśmy
się, że jednodniowe przejścia El Capa są tym, co tygrysy lubią najbardziej.
Maciek chciałby przy okazji złożyć podziękowania wszystkim, którzy wspierają
jego górską działalność:
- PZA za wsparcie finansowe,
- firmom HANNAH POLAND, ROBERT'S,
LHOTSE i MONTANO,
wspierającym sprzętowo kolejne wyjazdy.
Wawrzyniec "Wawa"
Zakrzewski
Lurking Fear miał
już polskie przejście jednodniowe, w ok. 17 godzin w lecie 2003 pokonali
ją Jacek Krawczyk i Jacek Zaczkowski [zob. news
z 12 czerwca 2003]