|
Zbliża się kolejny zjazd PZA i zorientowałem
się, że upłynęły 3 lata, a sytuacja - jeśli chodzi o wiedzę i ocenę PZA
- niewiele się zmieniła. Obiecywałem parokrotnie, że napiszę o pracy zarządu,
ale czasu nie starczyło. Tymczasem kolejne WZD na karku i warto zastanowić
się, co właściwie chcielibyśmy na nim osiągnąć. To, co napisałem dalej,
nie jest ani wyczerpującą analizą, ani próbą obiektywnego ujęcia. Jest
moim prywatnym głosem i z konieczności niepełną oceną.
Działaczem być
Do zarządu ludzie się nie pchają. Nie cisną się też do reprezentowania
klubów na samym zjeździe. Jest to główny powód, dla którego PZA jest strukturą
zakonserwowaną w formalinie. No, bo kto ma wprowadzać te zmiany? Alpinistyczni
seniorzy, spotykający się w górach nierzadko jedynie dla towarzystwa,
czy ze starego sentymentu? Na klubowych zebraniach nie ma walki o to,
kto pojedzie na zjazd. Większość to olewa, ale potem skrzętnie i z przyganą
odnotowuje wszelkie wpadki "pezety". To, że do zarządu ludzie się nie
pchają mi akurat nietrudno zrozumieć. Podzielę się z Wami moimi doświadczeniami.
Przede wszystkim, jeżeli do sprawy podejść poważnie, to jest to sporo
roboty. Bywało, że dzień, dwa na tydzień zajmowały mi sprawy PZA. Wbrew
pozorom to dużo. Obsługa maili, telefonów - wszystko to zabiera sporo
czasu.
Po drugie - trzeba się nastawić na różnego rodzaju nieprzyjemności. Było
to dla mnie dużym zaskoczeniem. Okazuje się jednak, że dla sporej części
ludzi już sam fakt, że jestem "z pezety" równa się zrównaniem z "biurokratycznym
betonem" (a bywa, że gorzej). Podejmowane działania raczej nie przysparzają
dodatkowych objawów sympatii, pojawiają się za to przeciwnicy, a nawet
wrogowie. Człowiek jest wikłany w różne historie, w które normalnie by
się nigdy nie wplątał. A czasem nie sposób znaleźć polubownego rozwiązania.
Co więcej, część ludzi uważa, że pracując w zarządzie nie wolno ujawniać
własnych opinii ("czy to jest oficjalne stanowisko PZA?"), co jest albo
nieporozumieniem, albo niewyszukanym chwytem retorycznym, ale zdarza się
nader często.
Po trzecie - trzeba być przekonanym o słuszności swej polityki, bo zawsze
będą głosy niezadowolonych, krytyka, a nawet oskarżenia o dywersję. Trzeba
wierzyć w to, co się robi tym mocniej, że nikt za was karku nie nadstawi.
Jakby co - na placu boju pozostaniecie sami.
Zjazd to kolejny problem. Ludzie przyjeżdżają nieprzygotowani. Nie wiedzą,
po co tam jadą, nie mają żadnych gotowych projektów ani nawet ustalonych
opinii. W rezultacie, na zjeździe z zasady panuje koncepcyjny chaos. Najważniejsze
sprawy załatwiane są na końcu, kiedy większość śpieszy się do domu. Wybory
dokonywane są byle jak, gdyby było można to "głosowanie bez skreśleń"
byłoby normą.
Z tego wszystkiego wyłania się zarząd, który trwa przez kolejne trzy
lata i zajmuje jedynie doraźną polityką, bo na jakąkolwiek strategię nie
ma ani sił, ani ochoty, a przede wszystkim nie czuje się do tego powołany.
Trochę pozytywów
Na szczęście nie jest tak źle, jakby mogło być. W tej kadencji załatwiliśmy
jednak parę ważnych spraw:
- Zaskarżyliśmy rozporządzenie o uprawianiu alpinizmu do RPO, poczym
po jego odmowie wystąpiliśmy z odwołaniem. Obecnie Ministerstwo Sportu
przyjęło nasze stanowisko do wiadomości i rozpoczęło prace nad nową
ustawą o sporcie. Mam nadzieję, że rok 2005 zapisze się w historii
jako kres Karty taternika.
- Wykorzystaliśmy szansę, jaką stworzyło objęcie przez Pawła Skawińskiego
stanowiska dyrektora TPN i posunęliśmy do przodu sprawy związane z
naszą obecnością w Tatrach. Najbardziej spektakularna porażka - Chatka
- nie była wcale porażką negocjacyjną, ale raczej marketingową. Nie
było szans na jej utrzymanie, o czym wiedziano od kilku lat - zawiodła
jednak komunikacja ze środowiskiem, co jest "piętą achillesową" całego
PZA.
- Wśród instruktorów trwa ruch "samoorganizacji" - odbyły się zjazdy,
powstają projekty reform zarówno systemu szkolenia jak i bazy prawnej,
na której jest on oparty. Mocno zaangażowana była w te procesy Komisja
Szkolenia.
- W Komisji Wypraw rozwinęliśmy model systemu dofinansowań w taki
sposób, aby umożliwić jak największej grupie ludzi korzystanie ze
środków państwowych. Wydaje się, że przynajmniej w pewnej części pomogło
to w osiągnięciu spektakularnych sukcesów, jakie stały się udziałem
Polaków w ostatnim okresie.
- Dzięki uporowi Piotrka Xięskiego pozyskaliśmy sponsorów i przyznajemy
nagrody KWiU za najlepsze osiągnięcia sportowe, i to dwa razy w roku.
- Podjęliśmy próbę reformy finansów Betlejemki, aby ograniczyć jej
deficyt i podnieść poziom oferowanych usług.
- Przenieśliśmy biuro do centrum Warszawy, w miejsce nie tylko położone
wygodnie pod względem komunikacyjnym, ale przede wszystkim znacznie
tańsze i wygodniejsze.
- Postawiliśmy na nogi "Taternika" przekonując Janusz Kurczaba do
objęcia stanowiska redaktora i znajdując sposoby na finansowanie jego
przygotowania.
Nie udało się
- Dokonać pełnej reformy systemu szkolenia (choć przyznać trzeba,
że tryb unifikacji został znacznie ulepszony), pozyskać sponsorów
komercyjnych ani funduszy z UE.
- Do porażek trzeba też zaliczyć przegrany proces z panem Łozińskim,
który zmniejszył nasze fundusze o 20 tyś zł. To straszna porażka,
bo o te pieniądze trzeba będzie zredukować tego- i przyszłoroczne
dofinansowania sportowe. Całość budżetu na unifikację wyniosła w tym
roku 18 tyś zł - możecie więc sobie wyobrazić, co znaczy brak tych
pieniędzy. Nauczeni tym doświadczeniem do kolejnego procesu przygotujemy
się znacznie lepiej i mam nadzieję, że tym razem pan Łoziński się
nie wzbogaci.
- Nie udało się znaleźć chętnego na stanowisko rzecznika prasowego
ani opracować spójnej polityki informacyjnej.
- Nie udało się, bo nawet nikt nie próbował, stworzyć strategii działania
PZA na najbliższe lata.
Co dalej "pezeto"?
Zacznijmy od tego: jeżeli na zjazd przyjedzie ta sama ekipa co zawsze
- nic się nie zmieni. Jeżeli chcecie zmian i czujecie się na siłach je
wprowadzać - wywalczcie je sami. Si tu pacem - para bellum!
Po raz pierwszy zjazd nie odbędzie się w Zakopanem. To był mój pomysł.
Spotkamy się w "konkurencji" w Podlesicach; miejsce tak samo dobre jak
każde inne, a taniej i dla wszystkich lepszy dojazd. Bez sentymentów,
za to praktyczniej. Może więc i zjazd będzie bardziej pragmatyczny?
Moim zdaniem, ważne są następujące sprawy:
- Strategia działania.
Kim chcemy być? Jaka jest nasza wizja PZA? Jaki przewidujemy system
finansowania działalności, strukturę organizacyjną, jakie korzyści
dla naszych członków?
- Przyjęcie "proceduralnych obyczajów" które zwiększą klarowność
wyboru władz:
- określanie przez każdego kandydata stanowiska, na które kandyduje
w zarządzie
- składanie przez przedstawicieli instruktorów propozycji składu
Komisji szkolenia, lub przynajmniej jej przewodniczącego
- określanie składu komisji już na zjeździe i przyjęcie zasady,
o odpowiedzialności tylko tam wybranych osób za jej działania. Chodzi
o to, aby komisją była tylko ta, wybrana na zebraniu, aby dobrani z
zewnątrz członkowie nie mogli stanowić przeciwwagi dla tych wybranych
w głosowaniu.
- Ustalenie konkretnych celów na kadencję:
W relacjach z TPN:
a) Doprowadzenie do końca sprawy udostępnienia Giewontu
i Wielkiej Turni w zimie
b) Negocjowanie dostępu do Raptawicy
c) Zabezpieczenie bazy na terenie TPN
d) Wynegocjowanie bezpłatnego wstępu na teren TPN
W relacjach z systemem prawnym:
a) Ostateczne zlikwidowanie rozporządzenia
b) Sfinalizowanie spraw związanych z ustaleniem statusu
prawnego instruktorów.
W relacjach wewnętrznych:
a) Praca nad finansami PZA
b) Wydzielenie osobnych budżetów na spitowanie skał i
Tatr
c) Rozwijanie obecnego systemu dofinansowań sportowych
i unifikacyjnych.
d) Poprawa komunikacji ze środowiskiem
Na pewno spraw do załatwienia jest o wiele więcej. Jednak od czegoś trzeba
zacząć, trzeba ustalić jakieś priorytety. Napoleon mawiał: "Europa jest
pełna dobrych generałów, ale widzą oni zbyt wiele rzeczy." Zobaczmy więc
te naprawdę ważne i na nich skoncentrujmy się w najbliższych latach.
A może by tak tutaj, na forum
pogadać na ten temat? Może pojawią się jakieś ważne pomysły? Może pojawią
się ludzie, którzy będą je chcieli zrealizować? I może wtedy, za 3 lata,
kandydowanie do "pezety" nie będzie już obciachem?
To co, są jakieś propozycje?
Artur Paszczak (przewodniczący Komisji Wypraw i
Unifikacji PZA)
|