27 sierpnia 2004

 

Kilka refleksji w związku ze Związkiem

Zbliża się kolejny zjazd PZA i zorientowałem się, że upłynęły 3 lata, a sytuacja - jeśli chodzi o wiedzę i ocenę PZA - niewiele się zmieniła. Obiecywałem parokrotnie, że napiszę o pracy zarządu, ale czasu nie starczyło. Tymczasem kolejne WZD na karku i warto zastanowić się, co właściwie chcielibyśmy na nim osiągnąć. To, co napisałem dalej, nie jest ani wyczerpującą analizą, ani próbą obiektywnego ujęcia. Jest moim prywatnym głosem i z konieczności niepełną oceną.

Działaczem być

Do zarządu ludzie się nie pchają. Nie cisną się też do reprezentowania klubów na samym zjeździe. Jest to główny powód, dla którego PZA jest strukturą zakonserwowaną w formalinie. No, bo kto ma wprowadzać te zmiany? Alpinistyczni seniorzy, spotykający się w górach nierzadko jedynie dla towarzystwa, czy ze starego sentymentu? Na klubowych zebraniach nie ma walki o to, kto pojedzie na zjazd. Większość to olewa, ale potem skrzętnie i z przyganą odnotowuje wszelkie wpadki "pezety". To, że do zarządu ludzie się nie pchają mi akurat nietrudno zrozumieć. Podzielę się z Wami moimi doświadczeniami.

Przede wszystkim, jeżeli do sprawy podejść poważnie, to jest to sporo roboty. Bywało, że dzień, dwa na tydzień zajmowały mi sprawy PZA. Wbrew pozorom to dużo. Obsługa maili, telefonów - wszystko to zabiera sporo czasu.

Po drugie - trzeba się nastawić na różnego rodzaju nieprzyjemności. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Okazuje się jednak, że dla sporej części ludzi już sam fakt, że jestem "z pezety" równa się zrównaniem z "biurokratycznym betonem" (a bywa, że gorzej). Podejmowane działania raczej nie przysparzają dodatkowych objawów sympatii, pojawiają się za to przeciwnicy, a nawet wrogowie. Człowiek jest wikłany w różne historie, w które normalnie by się nigdy nie wplątał. A czasem nie sposób znaleźć polubownego rozwiązania. Co więcej, część ludzi uważa, że pracując w zarządzie nie wolno ujawniać własnych opinii ("czy to jest oficjalne stanowisko PZA?"), co jest albo nieporozumieniem, albo niewyszukanym chwytem retorycznym, ale zdarza się nader często.

Po trzecie - trzeba być przekonanym o słuszności swej polityki, bo zawsze będą głosy niezadowolonych, krytyka, a nawet oskarżenia o dywersję. Trzeba wierzyć w to, co się robi tym mocniej, że nikt za was karku nie nadstawi. Jakby co - na placu boju pozostaniecie sami.

Zjazd to kolejny problem. Ludzie przyjeżdżają nieprzygotowani. Nie wiedzą, po co tam jadą, nie mają żadnych gotowych projektów ani nawet ustalonych opinii. W rezultacie, na zjeździe z zasady panuje koncepcyjny chaos. Najważniejsze sprawy załatwiane są na końcu, kiedy większość śpieszy się do domu. Wybory dokonywane są byle jak, gdyby było można to "głosowanie bez skreśleń" byłoby normą.

Z tego wszystkiego wyłania się zarząd, który trwa przez kolejne trzy lata i zajmuje jedynie doraźną polityką, bo na jakąkolwiek strategię nie ma ani sił, ani ochoty, a przede wszystkim nie czuje się do tego powołany.

Trochę pozytywów

Na szczęście nie jest tak źle, jakby mogło być. W tej kadencji załatwiliśmy jednak parę ważnych spraw:

  1. Zaskarżyliśmy rozporządzenie o uprawianiu alpinizmu do RPO, poczym po jego odmowie wystąpiliśmy z odwołaniem. Obecnie Ministerstwo Sportu przyjęło nasze stanowisko do wiadomości i rozpoczęło prace nad nową ustawą o sporcie. Mam nadzieję, że rok 2005 zapisze się w historii jako kres Karty taternika.
  2. Wykorzystaliśmy szansę, jaką stworzyło objęcie przez Pawła Skawińskiego stanowiska dyrektora TPN i posunęliśmy do przodu sprawy związane z naszą obecnością w Tatrach. Najbardziej spektakularna porażka - Chatka - nie była wcale porażką negocjacyjną, ale raczej marketingową. Nie było szans na jej utrzymanie, o czym wiedziano od kilku lat - zawiodła jednak komunikacja ze środowiskiem, co jest "piętą achillesową" całego PZA.
  3. Wśród instruktorów trwa ruch "samoorganizacji" - odbyły się zjazdy, powstają projekty reform zarówno systemu szkolenia jak i bazy prawnej, na której jest on oparty. Mocno zaangażowana była w te procesy Komisja Szkolenia.
  4. W Komisji Wypraw rozwinęliśmy model systemu dofinansowań w taki sposób, aby umożliwić jak największej grupie ludzi korzystanie ze środków państwowych. Wydaje się, że przynajmniej w pewnej części pomogło to w osiągnięciu spektakularnych sukcesów, jakie stały się udziałem Polaków w ostatnim okresie.
  5. Dzięki uporowi Piotrka Xięskiego pozyskaliśmy sponsorów i przyznajemy nagrody KWiU za najlepsze osiągnięcia sportowe, i to dwa razy w roku.
  6. Podjęliśmy próbę reformy finansów Betlejemki, aby ograniczyć jej deficyt i podnieść poziom oferowanych usług.
  7. Przenieśliśmy biuro do centrum Warszawy, w miejsce nie tylko położone wygodnie pod względem komunikacyjnym, ale przede wszystkim znacznie tańsze i wygodniejsze.
  8. Postawiliśmy na nogi "Taternika" przekonując Janusz Kurczaba do objęcia stanowiska redaktora i znajdując sposoby na finansowanie jego przygotowania.

Nie udało się

  • Dokonać pełnej reformy systemu szkolenia (choć przyznać trzeba, że tryb unifikacji został znacznie ulepszony), pozyskać sponsorów komercyjnych ani funduszy z UE.
  • Do porażek trzeba też zaliczyć przegrany proces z panem Łozińskim, który zmniejszył nasze fundusze o 20 tyś zł. To straszna porażka, bo o te pieniądze trzeba będzie zredukować tego- i przyszłoroczne dofinansowania sportowe. Całość budżetu na unifikację wyniosła w tym roku 18 tyś zł - możecie więc sobie wyobrazić, co znaczy brak tych pieniędzy. Nauczeni tym doświadczeniem do kolejnego procesu przygotujemy się znacznie lepiej i mam nadzieję, że tym razem pan Łoziński się nie wzbogaci.
  • Nie udało się znaleźć chętnego na stanowisko rzecznika prasowego ani opracować spójnej polityki informacyjnej.
  • Nie udało się, bo nawet nikt nie próbował, stworzyć strategii działania PZA na najbliższe lata.

Co dalej "pezeto"?

Zacznijmy od tego: jeżeli na zjazd przyjedzie ta sama ekipa co zawsze - nic się nie zmieni. Jeżeli chcecie zmian i czujecie się na siłach je wprowadzać - wywalczcie je sami. Si tu pacem - para bellum!

Po raz pierwszy zjazd nie odbędzie się w Zakopanem. To był mój pomysł. Spotkamy się w "konkurencji" w Podlesicach; miejsce tak samo dobre jak każde inne, a taniej i dla wszystkich lepszy dojazd. Bez sentymentów, za to praktyczniej. Może więc i zjazd będzie bardziej pragmatyczny?

Moim zdaniem, ważne są następujące sprawy:

  1. Strategia działania.
    Kim chcemy być? Jaka jest nasza wizja PZA? Jaki przewidujemy system finansowania działalności, strukturę organizacyjną, jakie korzyści dla naszych członków?
  2. Przyjęcie "proceduralnych obyczajów" które zwiększą klarowność wyboru władz:
    - określanie przez każdego kandydata stanowiska, na które kandyduje w zarządzie
    - składanie przez przedstawicieli instruktorów propozycji składu Komisji szkolenia, lub przynajmniej jej przewodniczącego
    - określanie składu komisji już na zjeździe i przyjęcie zasady, o odpowiedzialności tylko tam wybranych osób za jej działania. Chodzi o to, aby komisją była tylko ta, wybrana na zebraniu, aby dobrani z zewnątrz członkowie nie mogli stanowić przeciwwagi dla tych wybranych w głosowaniu.
  3. Ustalenie konkretnych celów na kadencję:
    W relacjach z TPN:
      a) Doprowadzenie do końca sprawy udostępnienia Giewontu i Wielkiej Turni w zimie
      b) Negocjowanie dostępu do Raptawicy
      c) Zabezpieczenie bazy na terenie TPN
      d) Wynegocjowanie bezpłatnego wstępu na teren TPN
    W relacjach z systemem prawnym:
      a) Ostateczne zlikwidowanie rozporządzenia
      b) Sfinalizowanie spraw związanych z ustaleniem statusu prawnego instruktorów.
    W relacjach wewnętrznych:
      a) Praca nad finansami PZA
      b) Wydzielenie osobnych budżetów na spitowanie skał i Tatr
      c) Rozwijanie obecnego systemu dofinansowań sportowych i unifikacyjnych.
      d) Poprawa komunikacji ze środowiskiem

Na pewno spraw do załatwienia jest o wiele więcej. Jednak od czegoś trzeba zacząć, trzeba ustalić jakieś priorytety. Napoleon mawiał: "Europa jest pełna dobrych generałów, ale widzą oni zbyt wiele rzeczy." Zobaczmy więc te naprawdę ważne i na nich skoncentrujmy się w najbliższych latach.

A może by tak tutaj, na forum pogadać na ten temat? Może pojawią się jakieś ważne pomysły? Może pojawią się ludzie, którzy będą je chcieli zrealizować? I może wtedy, za 3 lata, kandydowanie do "pezety" nie będzie już obciachem?

To co, są jakieś propozycje?

Artur Paszczak (przewodniczący Komisji Wypraw i Unifikacji PZA)

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Brak komentarzy

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.