|
Sprocket: Na początek wielkie gratulacje - pierwsza VI.7 pokonana
przez kobietę [do tej pory prym wiodła Iwona Gronkiewicz-Marcisz z Ekspozyturą
Szatana VI.6+, również na Pochylcu]. To wyczyn na skalę światową,
jesteś czwartą panią po Josune Bereziartu, Liv Sansoz, Marietcie Uhden,
której udała się ta sztuka. Czy również masz wrażenie pokonania znaczącej
bariery?
Ola Taistra: Dziekuję bardzo! To niesamowite uczucie uporać się
z drogą, na którą wcześniej mogłam tylko popatrzeć z wielkim podziwem.
Udało mi się pokonać barierę w polskim, kobiecym wspinaniu. Jednak stawianie
mnie obok zawodniczek klasy światowej to zdecydowanie zbyt wiele!!!
Gdybym zrobiła trudną drogę na weście, to można by stwierdzić że jestem
zawodniczką o klasie światowej. Lecz wszyscy dobrze wiemy, że polskie
wspinanie (pomimo że na najbardziej eksportowej skałce w Polsce - Pochylcu)
nie zalicza się do westowego, chociażby dlatego, że ludzie z zagranicy
nie przyjadą do nas aby się przystawić do dróg i porównać ich trudności
z drogami zachodnimi - a co za tym idzie aby je zweryfikować, bądź przecenić.
Poza tym jak wiadomo polskie ograniczniki są dla nich dziwnym i nie popieranym
zjawiskiem. Jedyne co możemy zrobić to jeździć do uznanych ogródków skalnych
za granicą i tam próbować pokonywać bariery.

Ola na Power Play VI.7 (fot. www.8a.pl)
Jak długo w sumie pracowałaś nad przejściem Power Play'a? Droga
ogólnie uznawana jest za parametryczną - jak ci się udało pokonać tę trudność?
- skorzystałaś z pośrednich dziurek, czy po prostu "zwiększyłaś obciążenie"
podczas treningu? Co sprawiało ci większy kłopot - ogólna wytrzymałość
czy bulderowe miejsce na końcu?
Tak naprawdę nad przejściem Power Play'a pracowałam od maja do
października 2003 roku. Pod koniec sezonu byłam kompletnie zmulona i zmęczona
tą drogą, tak więc zapomniałam o niej na kolejne 7 miesięcy. Przez zimę
ostro ładowałam, pod konkretne wyjazdy na west. W tym roku wróciłam na
Pochylca i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu już przy czwartej wizycie i
drugiej próbie z dołem, w dziurawych five tenach udało mi się drogę poprowadzić
:-).
Power Play jest zdecydowanie drogą parametryczną, i na najtrudniejszym
odcinku drogi (górnym miejscu bulderowym) nie ma (fizycznie) żadnych pośrednich
dziurek. Istnieje tylko jeden chwyt, który jest umownym ogranicznikiem,
przez co każdemu wspinającemu się po tej drodze - czy to niskiemu, czy
wysokiemu - narzuca się taka sama sekwencja ruchów (z wyraźną różnicą
w stopniach, na niekorzyść niskich zawodników!).
Przyznam, że byłam w stanie zrobić tę drogę już rok temu. Po pewnym czasie
dojście Ogranicznikiem nie sprawiało mi trudności, a na końcówce
bulderowej miałam szanse zawalczyć - lecz niesprzyjająco upalne lato,
dołująca kontuzja (zerwanie bicepsa) Sebastiana, i ciągłe spadanie z ostatnich
5 metrów (najtrudniejszych) drogi - dało mi ładnie popalić! Wypaliłam
się psychicznie!!! I w rezultacie drogi nie zrobiłam. Po zimie byłam silniejsza
fizycznie, niż w zeszłym sezonie. Nabrałam ogromnego dystansu do spraw
związanych ze wspinaniem, i myślę, że to bardzo pomogło mi w spokojnym
i bezstresowym pokonaniu Power Play'a. Jak już wcześniej napisałam,
dojście Ogranicznikiem nie sprawiało mi większego problemu, sam
bulder z miejsca (oczywiście po oswojeniu się z nim) też robiłam spokojnie,
ale... największą trudnością było zrobienie bulderu po ciągu! Oj! To było
naprawdę trudne! No i przede wszystkim psycha! - po przewspinanych 20
metrach trzeba bardzo się sprężyć przed końcowym, bardzo trudnym strzałem
do topu.

Ola na Power Play VI.7 (fot. www.8a.pl)
Do tej pory twoimi najtrudniejszymi redpointami były ...Ogranicznik
i Krucjata... - VI.6, oraz Erotika i Cattivi di natura
- 8a+ we Włoszech. Widać, że ostatniej zimy wydarzyło się coś rewolucyjnego
w twoim treningu - czy to zasługa metod treningowych Sebastiana Wutke?
Opowiedz nam o swoim treningu.
Sebastian Wutke (absolwent AWF Kraków, trener LA) jest osobą, która od
roku zajmuje się moim wspinaniem. Sam wcześniej był zawodnikiem, i choć
w zupełnie innej dyscyplinie (Lekka Atletyka) to posiada ogromną wiedzę
metodyczną i treningową.
To był mój pierwszy (na 5 lat, które się już wspinam) okres kiedy rzeczywiście
trenowałam, wcześniej po prostu się wspinałam Nie ukrywam, że momentami
miałam tego serdecznie dosyć - (wszystko z zegarkiem w ręku), ale efekt
był już wyraźnie widoczny po jedynych 2,5 miesiącach ostrego ładowania!
Konkretnie i w szybkim skrócie:
Po sezonie 2003 roku w październiku miałam miesięczny zaplanowany rest!
Listopad był przeznaczony na ogólnorozwojówkę (dużo gimnastyki, ćwiczeń
koordynacyjnych). Tak więc przez bity miesiąc przychodziłam na ścianę,
ale jej nawet nie dotknęłam! Grudzień, styczeń, do połowy lutego - ostre
ładowanie! 5, czasem nawet 6 jednostek treningowych w ciągu tygodnia (siła,
z elementami wytrzymałości siłowej).
A potem już zaczęły się wyjazdy na west (2 razy Grotti)! I tam mogłam
dostrzec efekty przepracowanych 2,5 miesięcy - drogi 8a+ nie sprawiały
mi takiego problemu, jak wcześniej 7c+, czy też 8a! Do tego widziałam
ogromne szanse na drogach 8b, a także na jednej 8b+ (i gdyby nie mróz
oraz ciągły deszcz, który zalał nam drogi to zrobiłabym którąś z nich)
- dodam, że droga, do której się przystawiałam 8b+ była łatwiejsza od
Powera - a rejon Grotti nie zalicza się do łatwych].
W całym tym okresie jeszcze "walczyłam" dzielnie na uczelni AWF Kraków.
Nie było mi to na rękę ponieważ dni przeznaczone na rest, jak i na ładowanie
po części spędzałam na stadionie, basenie lub hali!!! A niestety na Awf-ie
nie ma zmiłuj się!!! Blada wychodząc z zajęć pędziłam "świńskim truchtem"
na KORONĘ!!!
Zajęłaś się teraz prawą stroną Pochylca, niedawno przeszłaś Shocka...
VI.5+/6, jak widzisz swoje szanse na Ekspozyturze i oczywiście
Kiełbasie... Jak bardzo wg ciebie różni się ta połać Pochylca od
płyty z Power Playem?
Moim zdaniem lewa strona Pochylca zdecydowanie różni się od tej prawej!
Ogranicznik, Power Play to drogi palczasete, z kiepskimi
restami. Shock, Ekspozytura, Kiełbasa to wspinanie
w nieco większym przewieszeniu o innym charakterze, z bardzo dobrymi restami.
Na pewno jest o wiele przyjemniejsze, bo nie trzeba tak ugniatać paluchów.
Zdecydowanie Shock jest najłatwiejszą drogą z wyżej wymienionych
- po prostu się idzie. Natomiast na Ekspozyturze musi się już "zginać".
Zaczęłam już powoli rozgryzać Ekspozyturę. Korzystając także z
patentów Gisberna i Szymona Sz. przystawiłam się do bulderu z Kiełbasy
;-)
Jak na razie jestem zadowolona, ale co będzie - to wszystko wyjdzie w
"praniu" :-)
W swoich wypowiedziach podkreślasz rolę motywacji we wspinaniu. Nie
da się ukryć, że jest to fundament każdego przedsięwzięcia. Powiedz, o
ile to nie tajemnica, jakie masz jeszcze plany na ten sezon. Czy są one
ogólne, tzn. chcę robić trudniejsze drogi, czy też masz jakieś konkretne
cele?
Plany na sezon to nie tajemnica, jednak nie chce niczego zapeszać. Wakacje
planuje spędzić na Frankenjurze. Jadę tam po raz pierwszy, więc wspinanie
frankońskie znam tylko z opowieści! Zobaczymy co z tego wyjdzie. A tymczasem
skupiam się na wspinaniu pochylcowym i zobaczymy co z tego wyjdzie :-)
Twoje przejście paradoksalnie wznieciło dyskusję o sensowności pohylcowych
ekstremów. Jasne stanowisko przedstawiłaś na naszym forum - czy mogłabyś
je teraz powtórzyć.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że najwięcej głosów zabierają
wspinacze, którzy albo Pochylca w życiu na oczy nie widzieli, obserwowali
drogi jedynie z dołu, albo też nigdy nie mieli okazji się wspinać akurat
po drogach bez ograniczników, lecz po sąsiednich. Ludzie stworzyli sobie
dziwny mit pochylcowy, wyolbrzymiają kwestię ograniczników na tej skale.
Gdyby tak rzeczywiście przyczepić się do kwestii ograniczników, to większość
trudnych dróg w Polsce by nie istniała!!!
Najciekawsze jest to, że po kobiecym przejściu tej drogi tak mocno wszystkich
wstrząsnęły ograniczniki! Po męskich przejściach tej drogi w wykonaniu
Zieji, Gesa, Grześka Hajnego czy Marcina Wszołka nie było tyle szumu.
Pokonanie poograniczanej Ekspozytury przez Iwonę także nie spowodowało
kontrowersji.
Od dawna wiadomo jak wygląda wspinanie na Pochylcu. Tego nie wolno, a
tamto można! Owszem gdyby porysować Pochyłego czerwonymi liniami, to zrobiłaby
się z niego jedna wielka czerwona krecha! Tak więc umownie jest przyjęte,
a nie namalowane! A jeżeli komuś to nie odpowiada, to się po prostu tam
nie wspina (równocześnie dużo tracąc - wspinanie jest rewelacyjne!), a
jedzie np. do Podzamcza na drogę Prowokacja VI.7 Mateusza Kilarskiego
- po wyznaczonych chwytach, lub też na 1000 kotletów VI.8 Tomka
Oleksego, która także posiada ograniczniki i pretenduje do najtrudniejszej
drogi w Polsce.
Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
Dzięki.
|