16 czerwca 2004

 

Wywiad z Olą Taistrą

Sprocket: Na początek wielkie gratulacje - pierwsza VI.7 pokonana przez kobietę [do tej pory prym wiodła Iwona Gronkiewicz-Marcisz z Ekspozyturą Szatana VI.6+, również na Pochylcu]. To wyczyn na skalę światową, jesteś czwartą panią po Josune Bereziartu, Liv Sansoz, Marietcie Uhden, której udała się ta sztuka. Czy również masz wrażenie pokonania znaczącej bariery?

Ola Taistra: Dziekuję bardzo! To niesamowite uczucie uporać się z drogą, na którą wcześniej mogłam tylko popatrzeć z wielkim podziwem. Udało mi się pokonać barierę w polskim, kobiecym wspinaniu. Jednak stawianie mnie obok zawodniczek klasy światowej to zdecydowanie zbyt wiele!!!

Gdybym zrobiła trudną drogę na weście, to można by stwierdzić że jestem zawodniczką o klasie światowej. Lecz wszyscy dobrze wiemy, że polskie wspinanie (pomimo że na najbardziej eksportowej skałce w Polsce - Pochylcu) nie zalicza się do westowego, chociażby dlatego, że ludzie z zagranicy nie przyjadą do nas aby się przystawić do dróg i porównać ich trudności z drogami zachodnimi - a co za tym idzie aby je zweryfikować, bądź przecenić. Poza tym jak wiadomo polskie ograniczniki są dla nich dziwnym i nie popieranym zjawiskiem. Jedyne co możemy zrobić to jeździć do uznanych ogródków skalnych za granicą i tam próbować pokonywać bariery.


Ola na Power Play VI.7 (fot. www.8a.pl)

Jak długo w sumie pracowałaś nad przejściem Power Play'a? Droga ogólnie uznawana jest za parametryczną - jak ci się udało pokonać tę trudność? - skorzystałaś z pośrednich dziurek, czy po prostu "zwiększyłaś obciążenie" podczas treningu? Co sprawiało ci większy kłopot - ogólna wytrzymałość czy bulderowe miejsce na końcu?

Tak naprawdę nad przejściem Power Play'a pracowałam od maja do października 2003 roku. Pod koniec sezonu byłam kompletnie zmulona i zmęczona tą drogą, tak więc zapomniałam o niej na kolejne 7 miesięcy. Przez zimę ostro ładowałam, pod konkretne wyjazdy na west. W tym roku wróciłam na Pochylca i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu już przy czwartej wizycie i drugiej próbie z dołem, w dziurawych five tenach udało mi się drogę poprowadzić :-).

Power Play jest zdecydowanie drogą parametryczną, i na najtrudniejszym odcinku drogi (górnym miejscu bulderowym) nie ma (fizycznie) żadnych pośrednich dziurek. Istnieje tylko jeden chwyt, który jest umownym ogranicznikiem, przez co każdemu wspinającemu się po tej drodze - czy to niskiemu, czy wysokiemu - narzuca się taka sama sekwencja ruchów (z wyraźną różnicą w stopniach, na niekorzyść niskich zawodników!).

Przyznam, że byłam w stanie zrobić tę drogę już rok temu. Po pewnym czasie dojście Ogranicznikiem nie sprawiało mi trudności, a na końcówce bulderowej miałam szanse zawalczyć - lecz niesprzyjająco upalne lato, dołująca kontuzja (zerwanie bicepsa) Sebastiana, i ciągłe spadanie z ostatnich 5 metrów (najtrudniejszych) drogi - dało mi ładnie popalić! Wypaliłam się psychicznie!!! I w rezultacie drogi nie zrobiłam. Po zimie byłam silniejsza fizycznie, niż w zeszłym sezonie. Nabrałam ogromnego dystansu do spraw związanych ze wspinaniem, i myślę, że to bardzo pomogło mi w spokojnym i bezstresowym pokonaniu Power Play'a. Jak już wcześniej napisałam, dojście Ogranicznikiem nie sprawiało mi większego problemu, sam bulder z miejsca (oczywiście po oswojeniu się z nim) też robiłam spokojnie, ale... największą trudnością było zrobienie bulderu po ciągu! Oj! To było naprawdę trudne! No i przede wszystkim psycha! - po przewspinanych 20 metrach trzeba bardzo się sprężyć przed końcowym, bardzo trudnym strzałem do topu.


Ola na Power Play VI.7 (fot. www.8a.pl)

Do tej pory twoimi najtrudniejszymi redpointami były ...Ogranicznik i Krucjata... - VI.6, oraz Erotika i Cattivi di natura - 8a+ we Włoszech. Widać, że ostatniej zimy wydarzyło się coś rewolucyjnego w twoim treningu - czy to zasługa metod treningowych Sebastiana Wutke? Opowiedz nam o swoim treningu.

Sebastian Wutke (absolwent AWF Kraków, trener LA) jest osobą, która od roku zajmuje się moim wspinaniem. Sam wcześniej był zawodnikiem, i choć w zupełnie innej dyscyplinie (Lekka Atletyka) to posiada ogromną wiedzę metodyczną i treningową.

To był mój pierwszy (na 5 lat, które się już wspinam) okres kiedy rzeczywiście trenowałam, wcześniej po prostu się wspinałam Nie ukrywam, że momentami miałam tego serdecznie dosyć - (wszystko z zegarkiem w ręku), ale efekt był już wyraźnie widoczny po jedynych 2,5 miesiącach ostrego ładowania!

Konkretnie i w szybkim skrócie:

Po sezonie 2003 roku w październiku miałam miesięczny zaplanowany rest! Listopad był przeznaczony na ogólnorozwojówkę (dużo gimnastyki, ćwiczeń koordynacyjnych). Tak więc przez bity miesiąc przychodziłam na ścianę, ale jej nawet nie dotknęłam! Grudzień, styczeń, do połowy lutego - ostre ładowanie! 5, czasem nawet 6 jednostek treningowych w ciągu tygodnia (siła, z elementami wytrzymałości siłowej).

A potem już zaczęły się wyjazdy na west (2 razy Grotti)! I tam mogłam dostrzec efekty przepracowanych 2,5 miesięcy - drogi 8a+ nie sprawiały mi takiego problemu, jak wcześniej 7c+, czy też 8a! Do tego widziałam ogromne szanse na drogach 8b, a także na jednej 8b+ (i gdyby nie mróz oraz ciągły deszcz, który zalał nam drogi to zrobiłabym którąś z nich) - dodam, że droga, do której się przystawiałam 8b+ była łatwiejsza od Powera - a rejon Grotti nie zalicza się do łatwych].

W całym tym okresie jeszcze "walczyłam" dzielnie na uczelni AWF Kraków. Nie było mi to na rękę ponieważ dni przeznaczone na rest, jak i na ładowanie po części spędzałam na stadionie, basenie lub hali!!! A niestety na Awf-ie nie ma zmiłuj się!!! Blada wychodząc z zajęć pędziłam "świńskim truchtem" na KORONĘ!!!

Zajęłaś się teraz prawą stroną Pochylca, niedawno przeszłaś Shocka... VI.5+/6, jak widzisz swoje szanse na Ekspozyturze i oczywiście Kiełbasie... Jak bardzo wg ciebie różni się ta połać Pochylca od płyty z Power Playem?

Moim zdaniem lewa strona Pochylca zdecydowanie różni się od tej prawej! Ogranicznik, Power Play to drogi palczasete, z kiepskimi restami. Shock, Ekspozytura, Kiełbasa to wspinanie w nieco większym przewieszeniu o innym charakterze, z bardzo dobrymi restami. Na pewno jest o wiele przyjemniejsze, bo nie trzeba tak ugniatać paluchów. Zdecydowanie Shock jest najłatwiejszą drogą z wyżej wymienionych - po prostu się idzie. Natomiast na Ekspozyturze musi się już "zginać".

Zaczęłam już powoli rozgryzać Ekspozyturę. Korzystając także z patentów Gisberna i Szymona Sz. przystawiłam się do bulderu z Kiełbasy ;-)
Jak na razie jestem zadowolona, ale co będzie - to wszystko wyjdzie w "praniu" :-)

W swoich wypowiedziach podkreślasz rolę motywacji we wspinaniu. Nie da się ukryć, że jest to fundament każdego przedsięwzięcia. Powiedz, o ile to nie tajemnica, jakie masz jeszcze plany na ten sezon. Czy są one ogólne, tzn. chcę robić trudniejsze drogi, czy też masz jakieś konkretne cele?

Plany na sezon to nie tajemnica, jednak nie chce niczego zapeszać. Wakacje planuje spędzić na Frankenjurze. Jadę tam po raz pierwszy, więc wspinanie frankońskie znam tylko z opowieści! Zobaczymy co z tego wyjdzie. A tymczasem skupiam się na wspinaniu pochylcowym i zobaczymy co z tego wyjdzie :-)

Twoje przejście paradoksalnie wznieciło dyskusję o sensowności pohylcowych ekstremów. Jasne stanowisko przedstawiłaś na naszym forum - czy mogłabyś je teraz powtórzyć.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że najwięcej głosów zabierają wspinacze, którzy albo Pochylca w życiu na oczy nie widzieli, obserwowali drogi jedynie z dołu, albo też nigdy nie mieli okazji się wspinać akurat po drogach bez ograniczników, lecz po sąsiednich. Ludzie stworzyli sobie dziwny mit pochylcowy, wyolbrzymiają kwestię ograniczników na tej skale. Gdyby tak rzeczywiście przyczepić się do kwestii ograniczników, to większość trudnych dróg w Polsce by nie istniała!!!

Najciekawsze jest to, że po kobiecym przejściu tej drogi tak mocno wszystkich wstrząsnęły ograniczniki! Po męskich przejściach tej drogi w wykonaniu Zieji, Gesa, Grześka Hajnego czy Marcina Wszołka nie było tyle szumu. Pokonanie poograniczanej Ekspozytury przez Iwonę także nie spowodowało kontrowersji.

Od dawna wiadomo jak wygląda wspinanie na Pochylcu. Tego nie wolno, a tamto można! Owszem gdyby porysować Pochyłego czerwonymi liniami, to zrobiłaby się z niego jedna wielka czerwona krecha! Tak więc umownie jest przyjęte, a nie namalowane! A jeżeli komuś to nie odpowiada, to się po prostu tam nie wspina (równocześnie dużo tracąc - wspinanie jest rewelacyjne!), a jedzie np. do Podzamcza na drogę Prowokacja VI.7 Mateusza Kilarskiego - po wyznaczonych chwytach, lub też na 1000 kotletów VI.8 Tomka Oleksego, która także posiada ograniczniki i pretenduje do najtrudniejszej drogi w Polsce.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Dzięki.

 

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Brak komentarzy

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.