|
Usunąć wszystkie elementy zaangażowania i niepewności,
jak ma to miejsce podczas wyposażania drogi ze zjazdu, znaczy usunąć
pojęcia przygody, odkrywania i wartości sportowej związanej z pierwszym
przejściem.
Michel Piola, "The Mont Blanc Range Topo Guide", Vol.
I, s.134
Styl francuski w górach otwiera niewiarygodne możliwości,
ale kryje w sobie cień totalnej uzurpacji.
Piotr Korczak, "Tradycja - balast czy inspiracja", Góry2 / 1991
Przeprowadzone na forach internetowych (Brytana i KWW) dyskusje wykazały
zasadniczą odmienność punktu widzenia na etykę zastosowania spitów w górach,
jaką prezentują dwie przeciwstawne grupy - "tradycjonaliści" i "liberałowie".
Wykazały też odmienność poglądów w samej kwestii potrzeby prowadzenia
dyskusji.
Podczas gdy (przy wszystkich swoich błędach) tradycjonaliści nie ustają
w wysiłkach, aby do jakiejś formy porozumienia doprowadzić, liberałowie
(z nielicznymi, godnymi szacunku, wyjątkami) takim porozumieniem zainteresowani
nie są, i nie jest trudno zrozumieć - dlaczego.
Fundamentalny argument liberałów - "autor drogi decyduje" - okazuje się
oczywistą nieuczciwością przy jakiejkolwiek próbie przeniesienia go na
grunt "społeczny". Taka postawa oznacza bowiem jedno: w wyścigu do ograniczonego
zasobu skały, jakim dysponujemy w Tatrach, spitujący wiertarkami mają
miażdżącą (rzec by można: wiercącą) przewagę. Nie występują dla nich żadne
ograniczenia, które utrudniają eksplorację tradycjonalistom. Prowadzi
to do powstania uprzywilejowanej grupy, której wolno postępować wedle
własnego uznania, i która z czasem zdominuje pozostałe, jakże nieliczne
fragmenty wolnej skały. Takie podejście implikuje także naruszenie kanonów
wyznawanych przez "konserwę", bowiem spity nieodwracalnie zmieniają nie
tylko charakter dziewiczych fragmentów, ale - co chyba oczywiste - całego
ich otoczenia.
Wspomniany argument, jak też szafowanie "wolnością" wspinania, umieszczają
"liberałów" w bardzo wygodnej reducie zwolenników deregulacji. Z tego
powodu nie są oni tak naprawdę zainteresowani porozumieniem, bo każda
umowa prowadzić musi do ograniczenia ich obecnie nieograniczonych praw.
Jest to, jak sądzę, zasadniczy problem, jaki utrudnia wzajemną dyskusję.
Stojąc na straży obrony stanu istniejącego (w myśl argumentu, że "problem
nie istnieje") "liberałowie" nie zauważają, że to oni są tymi, którzy
zmienili fundamentalne założenie etyczne wspinania w górach - że drogi
prowadzi się od dołu do góry. Stało się to niedawno: Fantazje Klasyczne
były pierwszą drogą ospitowaną ze zjazdu i miało to miejsce dopiero
w 1987 roku - a więc zaledwie 16 lat temu! Do tego czasu nie wytyczano
w Tatrach dróg w sposób "skałkowy".
Piotr Korczak twierdzi, że "tradycjonaliści" nie są w stanie w postulowanym
przez siebie stylu prowadzić trudnych dróg. "Macie siłę argumentów, ale
brak Wam argumentu siły" - powiada. W zacytowanym powyżej słynnym eseju
z 1991 roku, który powinien być obowiązkową lekturą każdego tradycjonalisty,
stwierdza: "wybór jest jasny". Logika myślenia, jak ją rozumiem, jest
następująca - my robimy najtrudniejsze drogi, a nie wy. My pchamy rozwój
wspinania do przodu i podnosimy poprzeczkę - a wy nie potraficie zrobić
w Tatrach nic trudniejszego od VIII, zatem nie próbujcie nas ograniczać.
Istotnie, wśród polskich przejść tradycyjnych na nowych drogach nie ma
trudniejszych od VIII OS. Jest natomiast sporo odhaczeń, do IX- włącznie.
Warto zapytać, jakie ospitowane drogi pokonane zostały OS przez ich autorów
podczas pierwszego przejścia. Nietrudno zauważyć, że żadne - bo styl to
uniemożliwia. Drogi wytyczane ze zjazdu były rozpoznawane, obijane, a
następnie patentowane i dopiero wówczas - prowadzone. Trudno to nazwać
dobrym stylem. W tym kontekście liczne już przejścia nowych, tradycyjnych
dróg VII+ OS wydają się być dużo wartościowsze sportowo, a przecież w
tym sezonie powstały dwie "ósemki" i to bez użycia spitów!
Pozostaje rzecz najważniejsza - na świecie (do którego powoli zdążamy)
drogi prowadzone od dołu i spitowane ręcznie sięgają stopnia 8b (VI.6,
X) i wyżej. Nawet w rejonach typowo skałkowych powstają oazy takiego stylu,
np.: Punta Giradili na Sardynii, gdzie już w 1998 roku powstała L'Inteligenza
Emotiva 8a, czy sławetny Hotel Supramonte 8b wytyczony w tym
samym roku. Takie przejścia mają obecnie miejsce, taki styl jest w tej
chwili stylem w górach dominującym (nawet we Francji) i w tym świetle
IX+ po "oblężeniu" wypada dość blado. "Suma oszustw", o której pisze Korczak,
porównując drogi "prowadzone" do dróg "wyposażanych", pozostaje zasadniczo
odmienna.
Pojawiający się argument "postępu" dotyczy wyłącznie poprawiania trudności
technicznych, osławionych "numerków" i odnosi się jedynie do stosowanej
przez nas skali. W Wielkiej Brytanii, gdzie stosuje się skalę dwuczłonową,
podstawowym elementem definiującym trudności jest część opisowa (np. E7),
a nie stopień techniczny (np. 6c). Droga E1 5c będzie uważana za łatwiejszą
niż E2 5b pomimo wyższej trudności technicznej. Na co dzień Anglicy posługują
się wyłącznie elementem opisowym. Dodatkowo, na Wyspach spity są dozwolone
wyłącznie w rejonach skałkowych lub wydzielonych strefach. Na tzw. "mountain
crags" panuje absolutny zakaz ich używania, zresztą od pewnego czasu rozciągający
się także na haki. Tych ostatnich tkwi w ścianach bardzo niewiele (większość
została usunięta w ramach "cleaningu") i są one jedynie co pewien czas
wymieniane. Pomimo tego, a może dlatego, brytyjscy wspinacze świetnie
sobie radzą na arenie sportowej, a na polu klasycznego alpinizmu stanowią
od lat światową elitę. Ilość zespołów realizująca ambitne cele w górach
całego świata, zazwyczaj w nienagannym stylu, jest imponująca. Czy uważacie,
że przypadkiem?
My też nie mamy zbyt wielu gór. Dlaczego więc musimy je "ucywilizować"?
W imię czego? Jakim postępem w dziedzinie alpinizmu są tegoroczne drogi
na Filarze Kazalnicy czy Mnichach? W wymiarze sportowym trudności 7c nie
stanowią żadnej nowej jakości - owszem, na naszym podwórku na pewno tak,
ale przecież parę godzin jazdy samochodem stąd są takich dróg dziesiątki!
I to prowadzonych od dołu! W skałkach jest takich dróg masa! Dlaczego
więc musimy zniszczyć górski charakter Kazalnicy, jednej z niewielu gór,
gdzie autentycznie można jeszcze poczuć "przygodowy" charakter wspinania,
gdzie trzeba się przygotować na obciążenia inne oprócz sportowych, gdzie
posługiwanie się sprzętem i mocna psycha stanowią równoważny element z
silną buła i techniką.
Po co "dobijać Zerwę", skoro dróg sportowych jest i może być cała masa
na pozostałych ścianach. A każdy spit wbity w Kazalnicę umniejsza jej
trudności i redukuje i tak skromne dziś możliwości prowadzenia trudnych
dróg w przyszłości. Wreszcie - pozbawia nas potencjalnych "problemów",
które są przecież motorem napędowym postępu. Pozostaną nam jedynie zatrawione
chęchy i kruszyzna, bo któż chciałby sobie zawracać nimi głowę. I zniknie
w Tatrach styl "tradycyjny", bo nie będzie się miał gdzie realizować (podobnie,
jak znikł w większości rejonów Jury). W ten sposób libertyńsko pojmowana
wolność jednej grupy - przyniesie gorzki koniec drugiej.
W imieniu "tradycjonalistów" złożyłem propozycję, która spotkała się
z dużym odzewem. Z przyjęciem - jakże by inaczej - bardzo różnorodnym.
"Liberałowie" od razu usiłowali zdyskredytować proponowane przez
nas założenia, nadając im etykietkę biurakratyzmu, pezetostwa, komunizmu
i Bóg wie jeszcze czego. Niektórzy z nich nie dowierzają, że osiągnięcie
porozumienia i przestrzeganie go wyłącznie na zasadach dżentelmeńskich
jest możliwe. Wierzcie mi, Koledzy, że byłbym w stanie nie pójść na jakąś
drogę wyłącznie z powodu, że przyjęlibyśmy wspólną umowę, iż ze względu
na jej walor wspinaczki letniej nie będziemy po niej haczyć. Od kilku
lat obowiązuje niepisana umowa, by z tego powodu robić eRa "clean". Jakoś
niepotrzebna tu była biurokratyczna "czapa". Zresztą postulując powołanie
"komisji", miałem na myśli strukturę na wskroś nieformalną. Pisałem też,
że nie upieram się przy tym pomyśle - pod warunkiem, że wypracujemy jakieś
sensowne zasady współistnienia w naszych małych Górach.
Sens naszej propozycji sprowadza się jednak do czego innego - do utworzenia
Czystej Strefy rozciągającej się (to tylko idea) od ŻTM-a do Cubryny.
W tej strefie apelowalibyśmy o używanie wyłącznie ręcznej spitownicy i
prowadzenie nowych dróg tylko od dołu.
Dla symetrii, ustanowilibyśmy Strefę Sportową, obejmującą np. Mnicha
i Żabiego Mnicha oraz Zachodnią Kościelca, gdzie dopuszczalne byłoby spitowanie
mechaniczne ze zjazdu. We wszystkich strefach wezwalibyśmy do nie dobijania
spitów na istniejących drogach bez zgody autora. Pomysł wydzielenia stref
nie jest nowy. Takie strefy istnieją w wielu krajach, od Anglii, Włoch,
Francji, a nawet Szwajcarii, na USA kończąc. Proszę zauważyć, że nikt
nie zżyma się na zakaz spitowania na El Capie. Można sobie wyobrazić,
jak wyglądałaby ta ściana, gdyby nie zwyciężyli obrońcy "konserwy". "Czyste
strefy" występują dziś niemal wszędzie i jest to zauważalny trend w rozwoju
etyki alpinizmu. Apel UIAA w sprawie niestosowanie wiertarek mechanicznych
w rejonach górskich oraz Deklaracja Tyrolska są tylko dodatkowymi aspektami
tego procesu.
Tatry to "nasze miejsce". Musimy w nim współistnieć, a to bez wzajemnego
poszanowania nie jest możliwe. Obopólne uznanie prowadzi w konsekwencji
do kompromisu, w którym Góry pozostają elementem łączącym, a nie tym,
co nagle zaczyna dzielić. Źle by to wróżyło, gdybyśmy nie potrafili się
dogadać w tak fundamentalnej sprawie, jaką jest samo wspinanie.
Jestem przekonany, że pozostawienie obijania Tatr żywiołowej działalności
wspinaczy doprowadzi w niedługim do zniszczenia ich charakteru. Do tej
pory nie dysponowaliśmy narzędziami, które pozwalałyby tak łatwo i szybko
zmieniać charakter środowiska. Obecnie takie narzędzia są w naszych rękach
i - jak nietrudno zauważyć - liczba spitów w ostatnich latach wzrasta
z sezonu na sezon.
Nawet w Alpach - o ile większych przecież od Tatr - w ramach inicjatywy
powołania Parku Narodowego Mt Blanc (nb. przerażającej - wszyscy wiemy,
czym się to może skończyć!), którą popiera grono znamienitych francuskich
alpinistów, przewiduje się ograniczenie spitowania mechanicznego, a autorytety
z Michelem Piolą i Ivanem Ghirardinim apelują o wstrzymanie się od spitowania
ze zjazdu. Każda droga tak poprowadzona jest dziś poddawana krytyce, raz
bardziej, raz mniej umiarkowanej. Podobnie, opiniotwórcze magazyny wspinaczkowe
skrzętnie i z przyganą odnotowują użycie wiertarek podczas przejść górskich.
Świat się zmienia - po yuppies nadchodzą milkies. Po co mamy powielać
to, co dziś dość powszechnie uważane jest za błąd?
Zostawmy sobie Góry, a jeśli nawet nie sobie, to na pewno przyszłym pokoleniom
taterników. Jestem pewien, że ich umiejętności, sprzętu i psychy nie jesteśmy
sobie w stanie dziś wyobrazić.
Postscriptum
Propozycję powołania "Czystej Strefy", jako wstępnej idei do przedyskutowania,
która w myśl propozycji Kuby Radziejowskiego mogłaby zostać ogłoszona
wiosną w skałach, do tej pory poparli:
Zofia Bachleda
Elżbieta Fijałkowska
Joanna Onoszko
Ewa Szcześniak
Przemysław Ballada
Marcin Bibro
Grzegorz Chwoła
Leszek Cichy
Maciej Ciesielski
Jan Fijałkowski
Jacek Fluder
Marcin Francuz
Grzegorz Głazek
Szczepan Głogowski
Krzysztof Górny
Sławomir Jabłoński
Jacek Jania
Marcin Kantecki
Maciej Karoń
Wojciech Kasicki
Michał Kochańczyk
Piotr Konopka
Bogusław Kowalski
Zbigniew Krośkiewicz
|
Jan Wojciech Kubań
Maciej Kubera
Janusz Kurczab
Andrzej Lipka
Jarosław Liwacz
Aleksander Lwow
Wiesław Madejczyk
Jan Muskat
Krzysztof Pankiewicz
Piotr Panufnik
Stanisław Piecuch
Adam Pieprzycki
Włodzimierz Porębski
Piotr Pustelnik
Jakub Radziejowski
Tadeusz Rewaj
Zbigniew Skierski
Andrzej Skłodowski
Stefan Stefański
Wojciech Sztombka
Paweł Tarnawski
Marcin Tomaszewski
Krzysztof Treter
Jerzy Tillak |
|