 |
Ostatnie Góry nr 116-117 publikują ciekawą
monografię poświęconą Yosmite. Wśród wielu tekstów znajduje się jeden
traktujący o amerykańskich bojach z drogą Excalibur, na której
główne trudności skomasowane są w rysach off width. Wydaje nam się,
że ciekawym uzupełnieniem będzie stary tekst Randy Leavitta opublikowany
w Taterniczku z 1986 roku, traktujący o powstaniu nowej techniki pokonywania
rys "poza szerokością". |
 |
Randy Leavitt - jeden z najbardziej wszechstronnych wpinaczy
amerykańskich. Autor ekstremalnych dróg skałkowych (The Book Brillant
Things 5.13a - Joshua Tree) oraz rozwiązań w wielkich ścianach Yosemite,
w tym modernistycznych dróg hakowych o trudnościach A5. Dzięki odkryciu
przez niego leavittacji uchodzi także za specjalistę od wspinaczek offwidth.
offwidth - dosłownie "poza szerokością", rysa za szeroka
na klinowanie pięści, a za wąska na wsunięcie bioder. W Polsce rysy tego
typu najłatwiej znaleźć w Hejszowinie, gdzie formacje te są nazywane "szerokimi
rysami". Gdzie indziej występuję one niezmiernie rzadko, a określa
je się na ogół mianem "ofłajdów".

Wspinaczka offwidth na Excaliburze (fot. Steve Schneider)
Rysy offwidth są powszechnie uważane przez wspinaczy skalnych
za antytezę doskonałej wspinaczki, wymagają bowiem zazwyczaj zbyt wiele
ponurego rzężenia. Kłopotliwy i wytężający charakter tych rys spowodowany
Jest faktem, iż rzeczywiście są one "poza" szerokością - zbyt
szerokie na klinowanie pięści, lecz za wąskie na zapieraczkę, co znacznie
kontrastuje z odczuciem doskonałego poruszania się w skale, łączącego
wdzięk, siłę i kontrolę umysłu.
Mówi się, że wspinanie offwidth przypomina noszenie ciężkiego plecaka,
co traktuje się nie jako przyjemność, lecz jako zło konieczne, jednakowoż,
jeśli odrzucicie tradycyjne podejście do problemu, a w zamian zastosujecie
klinowanie razem rąk z pośrednimi zwisami na nogach, wspinaczka stanie
się bardziej skuteczna i atrakcyjna. Rozwinięta przeze mnie i Tony'ego
Yanirno metoda nazwana Leavittacją łączy w sobie różne istniejące dotychczas
techniki. Powiecie, że klinowanie dłoni razem 10 nie nowość, jednakże
budowniczy posługujący się standardowymi materiałami może błysnąć dzięki
oryginalnemu projektowi.
Nawet łatwa rysa offwidth jest trudna. Tradycyjna metoda wspinania w
takich rysach Wymagająca klinowania ramienia: może zamienić 5.9 w męczące
5.11. Dlaczego więc podobna droga ma ocenę 5.9? Zwykle w rysie o tych
trudnościach bardzo ciężko jest ruszyć się w górę, ale jeszcze trudniej
z niej wylecieć musisz cały czas tkwić wklinowany i cierpliwie pracować
(rzęzić?) posuwając się naprzód. Słabe strony tradycyjnego podejścia do
rys offwidth rychło i boleśnie stają się oczywiste, i na tym etapie większość
ludzi przestaje się w nich wspinać. .
Leavittacja stanowi sensowną alternatywę tej walki. Wraz ze wzrostem
poziomu wspinaczki klasycznej powstało zapotrzebowanie na nowe techniki
mogące sprostać ekstremalnym szerokim rysom. Na ogół leavittacja jest
skuteczna na drogach ocenionych na 5.11 lub więcej. Na drogach 5.10 i
łatwiejszych zazwyczaj korzystniej jest posłużyć się techniką tradycyjną.
Okap Piasano (Suicide Rock, California) jest rysą offwidth o
szerokości pięciu cali. przecinającą dach przypominający z profilu łamiącą
się falę. Okap ten sterczy ponad Sunshine Face, na której to ścianie śrubowało
trudności paru czołowych wspinaczy amerykańskich początku lat siedemdziesiątych.
Pośród tych, którzy próbowali przejść wówczas Piasano znajdował
się Tobin Sorensen. Był to wyjątkowo kłopotliwy problem, ponieważ wydawało
się, że ze względu na fatalny rozmiar rysy nikt nie będzie w stanie zaklinować
w niej ramienia. W końcu rozwiązanie znalazł John Long - przywrócił rysie
właściwą szerokość. Na swoje już i tak przerośnięte dłonie Largo (tak
go bowiem nazywają) nałożył rękawiczki, następnie na nie parę rękawic
używanych przez spawaczy. to wszystko okleił kilkoma warstwami plastra
i wówczas był w stanie klinować się w okapie za pomocą pięści. Na krawędzi
dachu Long umieścił zawczasu budzącego wątpliwości bonga, co we wczesnych
latach siedemdziesiątych stanowiło najlepszą osiągalną asekurację. Rick
Accamazzo określił przejście Longa jako jedno z najwspanialszych i najbardziej
spektakularnych wydarzeń wspinaczkowych, jakie widział. W ten sposób Okap
Piasano stał się pierwszą 5.12-tką (5.12 c) na Suicide Rock.
Wraz z moimi wczesnymi partnerami często zmagałem się z drogami kończącymi
się na półce u podstawy Piasano. Niejednokrotnie trawersowałem
aby przyjrzeć się temu okapowi, lecz nie mogłem sobie wytłumaczyć, jak
ktokolwiek mógł zawisnąć w nim i zrobić choć jeden przechwyt. Była to
wprawiająca w zakłopotanie, a jednocześnie pociągająca sytuacja. Wiedziałem,
że John Long to przeszedł, lecz nie wiedziałem jak. Przypuszczałem jedynie,
że klinował ramię w rysie, tak więc z niezbyt chętnie nastawionym asekurantem
rozpocząłem serię bezskutecznych prób. Niczym jaskiniowiec kijem, walczyłem
wbijając bongi i kołki. Okap zakręcał w dół na kształt haczykowatego dziobu.
błędem byłoby więc mówienie o najwyższym osiągniętym punkcie. Przy użyciu
tradycyjnej techniki najłatwiej było posuwać się nogami w stronę krawędzi
dachu. Po blisko dziesięciu kolejnych przechwytach posunąłem się kilka
stóp w poziomie, a fakt iż mogłem coś zdziałać podtrzymał moje zainteresowanie
drogą. Kilka tygodni później byłem z całym arsenałem rękawic i plastrów,
lecz wkrótce odkryłem, iż nawet po nałożeniu trzech par rękawic nie osiągnę
zamierzonego efektu. W tym momencie skłonny byłem zapłacić setki dolarów
za rozwiązanie problemu, lecz sprawa nie była taka prosta. Próbowaliśmy
nawet klinować się karkiem i iść na podchwytach, lecz nic nie skutkowało.
Udałem się więc do "pracowni doświadczalnej", czy też raczej
należałoby rzec: na parking. Odkryłem w Los Angeles betonowy budynek parkingu.
w którym znajdowało się ponad dwadzieścia rys o trudnościach 5.11. Cztery
z nich były 45-stopowymi* rysami suficie, dającymi doskonałe możliwości
treningu wspinaczki w rysach o szerokości dłoni, pięści i pośrednich.
Co najważniejsze, mieliśmy z Tony'm okazję rozpracować najtrudniejszą
z nich: przypominającą rysę Piasano. Szybko odkryliśmy, iż najłatwiejszym
sposobem zwieszenia się w okapie jest umieszczenie jednej ręki obok drugiej
i wypełnienie nimi szerokości szczeliny.
Wkrótce zdaliśmy sobie sprawę, że w tej pozycji nie można się ruszyć.
Gdybyśmy mogli jakoś zwisnąć na nogach. to wówczas zdołalibyśmy zapewne
przesunąć złączone dłonie wzdłuż sufitu. Sytuacja nieco onieśmielała,
jako że upadek z pozycji "głową na dół" zakończyłby się
prawdopodobnie pęknięciem czaszki. Co gorsza, lecz tym lepiej dla nauki,
rysa w suficie była za szeroka na klinowanie stóp a za wąska na klinowanie
kolana. Sądziliśmy jednak, iż można zwisnąć napinając mięśnie łydki. Tony
odważył się pierwszy spróbować: wcisnął nogi, twarz jego nabrzmiała
z wysiłku i odciążył ręce na tyle, że mógł posunąć je w rysie o kilka
cali. Kilka prób poświęciłem na opanowanie tego podstawowego ruchu, lecz
w końcu robiłem to samo: ...klinowanie razem dłoni, zwis na łydce, dynamiczne
przełożenie złączonych dłoni. Było to psychicznie równie wytężające jak
fizycznie. Po kilku kolejnych wizytach przeszliśmy Cały 25-stopowy odcinek
za pomocą ... Leavittacji!
Następnego roku wróciłem w Yosemite aby powspinać się w wielkich ścianach.
Na parkingu Augie Klein, Ganz Zaccor, Dave Diegleman i John Yablonsky
wiedli ożywioną konwersację na temat nowej drogi offwidth zwanej Bad Ass
Mama. Pomimo krążących złowieszczych opowieści o tym jak to Bacher i Long
poharatali sobie całe ramiona robiąc tę drogę, zdecydowaliśmy się spróbować.
Po drodze Diegleman objaśnił nam szczegółowo, jak będzie się tym razem
klinował, lecz wyglądało to raczej na nowy styl pływania. Diegleman
prowadził nas w dół ścieżką pośród drzew. Była to jedna z moich pierwszych
wizyt w Yosemite i byłem zdziwiony, jak ci ludzie znają drogę do najbardziej
ukrytych skał. Zabłąkane kupki końskiego łajna świadczyły o bliskości
stadniny. Koło największego gówna skręciliśmy w lewo i podczas gdy zastanawiałem
się czy potrafiłbym tu sam trafić, znaleźliśmy się na miejscu. Rysa przewieszała
się i miała fatalny rozmiar, lecz nie była tak imponująca, jak ją sobie
wyobrażałem. Miałem wątpliwości, chociaż była ona oceniana na 5.12. Po
obejrzeniu godnych podziwu, aczkolwiek bolesnych prób towarzyszy, powiedziałem
wszystkim o naszej technice klinowania. Pojmowali jej główną ideę, lecz
dowodzili, iż nigdy nie będę w stanie w ten sposób prowadzić. Ja także
nie byłem zbyt pewny siebie, ponieważ trudno mi było porównać to z czymś
znanym, ale sam problem przynajmniej nie wyglądał tak trudno jak rysa
w suficie parkingu.
Zainstalowałem wędkę, i oczekując brutalnej walki okleiłem śię plastrem.
Pierwsze kilka metrów polegało na klinowaniu pięści, ale potem rysa rozszerzała
się do rozmiarów offwidth a przejście do wklinowania obu rąk na raz było
niewykonalne. Zszedłem więc z powrotem i przemyślałem strategię. Należało
puścić się oburącz i wklinować ręce razem, ale moje stopy były poniżej,
a nie powyżej głowy jak to ma miejsce w okapach. Wywnioskowałem jednak,
że jeśli byłbym w stanie zaklinować nogę na wysokość pasa, to mógłbym
utrzymać się w rysie wystarczająco długo, aby złożyć razem dłonie. Moja
druga stopa powinna znajdować się w tym momencie nisko, dając dodatkowe
oparcie. Podczas następnej próby nastawiłem się, iż wykonam ten manewr,
tak więc ponad ostatnim miejscem, gdzie klinowałem pięść, wychyliłem górną
połowę ciała w celu zaklinowania prawej nogi powyżej pasa. Odkryłem. że
konieczne jest skierowanie stopy dokładnie poniżej najniższego wklinowania.
W tym miejscu szerokość rysy pozwalała jedynie na wsadzenie łydki. Choć
wyglądało to niepewnie, doświadczenie z parkingu pozwoliło mi spróbować
na niej zawisnąć. Mając prawą łydkę wysoko, a lewą stopę nisko, strzeliłem
lewą dłonią do wewnętrznej ścianki rysy. Położenie prawej dłoni
okazało się najtrudniejszym momentem na drodze, dalej bowiem można było
klinować złączone dłonie zwisając na dobrze wsadzonej nodze. Rysa zaczęła
się rozszerzać, tolerując jedynie kombinację dłoni i pięści. Teraz mogłem
klinować wewnątrz rysy kolana, tak że bez trudu mogłem opuścić obydwie
ręce i zanurzyć je w magnezji. Odkryłem, że klinowanie kolan jest dwukrotnie
bardziej efektywne jeśli wystawić palec stopy na zewnątrz rysy, tak aby
wesprzeć go o ścianę. Klinowanie pięść/dłoń wkrótce zmieniło się w klinowanie
pięść/pięść, podczas gdy kolana przestały pewnie siedzieć w szparze. Zdziwiony
powodzeniem, pozwoliłem sobie zwisnać na wędce i wisząc obliczyłem jak
najłatwiej wcisnąć się do następnlego odcinka będącego niezmernie ciasnym
kominkiem. W następnym podejściu spróbowałem zmienić klinowanie prawej
nogi, tak jak jej używałem przy Leavittacji, na klinowanie lewej, tak
abym mógł wcisnąć się do kominka. Sekwencja ta okazała się kluczowa dla
ostatniego fragmentu drogi. Sapiąc z radości przeciskałem się wreszcie
końcową rysą. Kiedy byłem ra górze od razu nazły mnie wątpliwości, czy
było to 5.12, nie dlatego, że tak łatwo mi poszło, ale dlatego, że nigdy
wcześniej nie przeszedłem 5.12! Yablonsky sprawił mi komplement - podsłuchałem
jak później powiedział: "Leavitt zrobił to jak 5.8". Kilka miesięcy
później tą samą ścieżką pełną końskiego łajna wróciłem pod Bad Ass
Mama i poprowadziłem ją.
Gdy wróciłem tej jesieni do Los Angeles, zadzwoniłem do Tony'ego. aby
przekazać mu dobre wieści o Bad Ass Mama. Zaczęliśmy myśleć o kolejnych
drogach, na których można by zastosować naszą technikę. Pomimo, iż Tony
uważał niegdyś moją walkę z Okapem Piasano za szaleństwo, teraz
był pełen entuzjazmu dla idei powrotu pod tę drogę. Tym razem byliśmy
wyposażeni w kilka ogromnych friendów "Nr-5", opartych na planach
Raya Jardine'a; wykonał je w swoim garażu Tony. .
Okap Piasano wciąż wyglądał nieskończenie trudniej niż Bad
Ass Mama, lecz rysa miała właściwy rozmiar - doskonały do klinowania
złączonych dłoni. Założywszy pierwszego frienda tak daleko jak tylko mógł
sięgnąć, Tony szamotał się przez chwilę, aby wciągnąć się do rysy i wreszcie
zaczął wolno leavittować stopami naprzód. Jego przechwyty stawały się
tym większe, im bardziej posuwał się w kierunku krawędzi okapu. Byłem
zdumiony i zafascynowany, ponieważ uważałem to przedem za niemożliwe.
W połowie okapu opuścił ręce i zwisnął na samych stopach jak nietoperz.
Przez chwilę wyglądało jakby miał wylecieć niczym bomba, lecz Tony zaczął
niezdarnie szukać drugiego frienda - kiedy w godzinę później doszedłem
do tego miejsca, mogłem przekonać się jak straszliwa była to pozycja.
Po wsadzeniu frienda, błyskawicznie ściągnął linę, aby wpiąć się przed
wypadnięciem z okapu. Był to ogromny wysiłek i jak zwykle byłem pod wrażeniem
wytrwałości Tony'ego. Tego dnia uskuteczniłem jedynie kilka słabych prób,
dostając zawrotów głowy, natomiast Tony kilkakrotnie przeszedł całą długość
okapu. Uświadomił on sobie, iż kluczowym miejscem będzie zaklinowanie
się w rysie nad krawędzią dachu. Następnego dnia Tony poprowadził całość
po kilku przymiarkach, reszta dnia została dla mnie. Czyniłem szybkie
postępy, ale nie udało mi się wklinować do rysy za krawędzią.
Fatalna kontuzja nadgarstka wyeliminowała mnie pod koniec roku ze wspinania,
ale po moim powrocie do działalności Piasano było pierwszą sprawą
jaką należało załatwić. Myślałem o tej drodze tak często, że wprost nie
mogłem się doczekać ponownego ataku. Przeorientowanie się na patrzenie
do góry nogami zabrało mi cały dzień, lecz następnego dnia skończyłem
drogę. Moim zdaniem Piasano ze względu na unikalną formację i 400-stopową
ekspozycję, jest najwspanialszą wspinaczką offwidth.
Leavittacja została podchwycona i Okap Piasano otrzymał przejścia
Karla Muellera. Gary Zaccora i Alana Nelsona. Słyszałem nawet, iż Frank
Noble przeszedł tę drogę na podchwytach. Wyglądało to mi na unik, chociaż
Leavittacja także nie jest normalną techniką. Posiadając nową umiejętność
zaczęliśmy z Tonym szukać nowych wspinaczek offwidth. W odwiedzanych przez
nas rejonach o drogę taką było trudniej niż o piękną rysę na końce palców.
W rezultacie musieliśmy zabrać się do wspinaczek, które miały jedynie
krótkie odcinki na klinowanie. W Joshua Tree znalazłem cienką rysę, która
rozszerzała się do rozmiarów offwidth. w dwudziestostopowym okapie. Rozwiązaliśmy
ten problem stosując jeden niezwykle leavittacyjny przechwyt do dziobka
na krawędzi dachu. Podczas wcześniejszej próby nazwałem tę drogę Emotional
Rescue (5.12 b). Na innym podobnym okapie w Joshua Tree Comfortably
Numb (5.11 b) leavittacyjny przechwyt jest stosowany u krawędzi dachu,
a to w celu osiągnięcia szerszego odcinka rysy. Dolina Yosemite takie
obfituje w drogi, na których technika ta jest przydatna, bądź też zasadnicza.
W rejonie Split Rocks w Colorado zastosowałem kilka leavittacyjnych
przechyvytów w "ludożerczej" rysie stanowiącej nierozwiązany
od lat problem. Ze względu na iście drapieżny charakter wspinaczki, nazwałem
ją Animal Magnetism (5.12 d). Ta osiemnastostopowa, rozwarta rysa
w suficie pozostawiła na mych ramionach ślady w formie otarć i skaleczeń.
W rok później takie same ślady pokryły ciało Skipa Guerina podczas drugiego
przejścia.
Obecnie Leavittacja oferuje nowy i przyjemniejszy sposób pokonywania
dróg offwidth, a drogi takie jak Bad Ass Mama są lubiane i regularnie
przechodzone. W niektórych przypadkach stosowałem klinowanie dłoni i kolana,
a w jednej rysie Tony wklinował razem głowę i rękę. Nie chciałbym twierdzić,
iż podobnych możliwości jest nieskończenie wiele, ale jest ich z pewnością
więcej niż dziesięć lat temu.
* 1 stopa = 0,33 metra
Tłumaczenie: Piotr Korczak i Jan Fijałkowski
|