Na przełomie stycznia i lutego odwiedził nasze Tatry znamienity wspinacz
amerykański Mark Synnott. Mark, członek North Face Team, partnet
m.in. Jareda Ogdena i Alexa Lowe'a, jest autorem pierszych przejść dwóch
największych pioniowych urwisk świata - pn ściany Polar Sun Spire i pn-wsch
Great Trango. Jest też autorem pierwszego powtórzenia Reticent Wall
A5 na El Capie, drogi na Shipton Spire, trudnych przejść na Alasce i wielu
innych, wybitnych wspinaczek. Zdecydowanie należy do ścisłej światowej
czołówki (więcej o Marku na www.marksynnott.com).
Mark zabawił w Tatrach tydzień i nie trafił niestety na najlepszą pogodę.
Celem jego wizyty były wspinaczki trawkowe, bo tym właśnie zainteresowała
się redakcja "Climbinga", dla której Mark przygotowuje obszerny artykuł.
Pomimo fatalnych warunków odbyliśmy krókie wspinaczki na Buli pod Bańdziochem,
Ostrodze i Olejarni w Małej Łące. Po pierwszej drodze na Buli wrażenia
Marka były nieco ambiwaletne: "trudne, zła asekuracja, ale wspinanie ciekawe".
Nastepnego dnia na Ostrodze podobało mu sie znacznie bardziej, poprowadził
drugi wyciąg asekurujac się nawet z jedynek i śrubek. Śniegu było wbród,
toteż wspinanie szło wolno, a na dodatek robilismy mnóstwo zdjęć. Zmierzchało
już, gdy stanęliśmy pod Ciemnym Żeberkiem. Mark spojrzał w górę i zapytał:
- No co, normalnie to tam, w te okapy?
- Ano - odpowiedziałem.
Mark pokiwał głową:
- Chłopie, to jest poważne wspinanie. Nie chciałbym sie tu znaleźć bez
mojego śpiwora.
Sadzę, że taka opinia wystawiona Kazalnicy przez takiego fachmena nie
wymaga komentarza. Dwa dni później Jan Muskat wspólnie z młodymi zakopiańczykami
zorganizowali sesję zdjęciową na Olejarni, a jeden z młodych kolegów był
nawet łaskaw walnąć 10 m na Małe jest piękne. Mark był pod wrażeniem
("Crazy Polish, flying left and right!").
Przy okazji powstała w stylu OS nowa, krótka droga DT autorstwa Wieśka
Madejczyka i mojego Wycieczka do Polski, którą przechodząc
na drugiego Mark wycenił na M7-/M7. Obejrzał sobie jeszcze Wielka Turnię
i na tym w zasadzie wyjazd sie zakończył. No, może jeszcze dzień narciarski
na Kasprowym, któremu - o dziwo! - Mark wystawił najwyższe noty.
Tydzień szybko minął - a szkoda. Mark okazał sie bardzo fajnym gościem,
a wydaje się, że Tatry zrobiły na nim wrażenie. Zapowiedział, że spróbuje
wrócić latem na Grań Tatr, o który to projekt będzie walczył w TNF. Mam
nadzieję, że za kilka miesięcy będziemy mogli przeczytać o jego impresjach
w magazynie "Climbing".