W Zakopanem mówi się głośno o wspinaczkowym wyczynie roku. W piątek 19
października znany zakopiański wspinacz i przewodnik Marcin Kacperek
w niespełna trzy i pół godziny przeszedł ciąg dróg na Kieżmarskim
Szczycie, Grani Wideł i zachodniej ścianie Łomnicy. Na tę "łańcuchówkę"
złożyły się: droga Drieąki przez Olbrzymie Zacięcie na południowej ścianie
Kieżmarskiego Szczytu (VI, 550 m, przewodnikowy czas przejścia - 7 godz.),
Grań Wideł (V, 5 i pół godz.) i Hokejka na zachodniej ścianie Łomnicy
(VI, wiele zespołów przechodzi jednak Hokejkę z punktem A0 w najtrudniejszym
miejscu, 300 m, 6 godz.).
Oto szczegółowe itinerarium:
Wyjazd pierwszą kolejką do Łomnickiego Stawu
08:58 - wejście w ścianę Kieżmarskiego Szczytu
10:04 - na szczycie, po krótkim odpoczynku rusza na Grań Wideł
11:05 - na szczycie Łomnicy, zejście drogą Jordana i Żlebem Tery'ego pod
ścianę
11:24 - wejście w Hokejkę
12:26 - przy barierce na szczycie Łomnicy.
Cała kombinacja zajęła więc Marcinowi precyzyjnie 3 godziny i 28 minut!
(sumaryczny czas przewodnikowy - 18 i pół godziny). Ze szczytu Marcin
zjechał kolejką, a na obiad był już w Zakopanem. Kacperek szedł na lekko,
miał z sobą tylko uprząż, 12-metrową pętlę, kilka friendów, kara-binków
i kostek, ekspres z amortyzującą pętlą antyudarową, woreczek z magnezją,
butelkę z piciem i komórkę. Nie zabrał jedzenia ani kurtki, a pod ścianę
podchodził w sandałach, żeby nie dźwigać w plecaku butów. Grań Wideł przeszedł
"na żywca", nigdzie nie zjeżdżał na linie, a na obydwu ścianach asekurował
się w trzech punktach na każdej, na Kieżmarskim w sumie na odcinku 7 metrów,
a na Hokejce 5 metrów. Olbrzymie Zacięcie i Hokejkę
przeszedł wcześniej dwukrotnie, na Grani Wideł był po raz pierwszy przez
co - jak powiedział - stracił może około 10 minut. Dodajmy, że przejście
tej grani od Kieżmarskiego ku Łomnicy jest trudniejsze niż w przeciwnym
kierunku i wymaga pokonania dwóch uskoków.
Marcin Kacperek nie robił wcześniej "łańcuchówek", ale ta kombinacja
wydała mu się projektem oczywistym, logicznym, łączącym dwie słynne tatrzańskie
ściany równie słynną granią.
"Lubię wspinać się samotnie i szybko - powiedział Marcin - ta kombinacja
dróg to w sumie odpowiednik poważnej, trudnej, kilometrowej ściany. Poza
łatwiejszą granią obydwie drogi znałem i wiedziałem, że w takich trudnościach
nie spadam. Byłem skoncentrowany na wspinaniu. Ważną kwestią psychologiczną
jest w takiej sytuacji brak liny. Jeżeli wspinasz się z liną wiesz, że
możesz spaść. Jeżeli idziesz bez liny, nie bierzesz takiej możliwości
pod uwagę. Najbardziej wymagającym psychicznie miejscem było wyjście z
kluczowej płyty w górnej części ściany na Hokejce, trzeba tam w
absolutnej ekspozycji wyjść z przewieszenia bez żadnych konkretnych, poziomych
chwytów, tylko na zasadzie odpowiedniego balansu ciałem. To było jedyne
miejsce, gdzie tak naprawdę potrzebowałem asekuracji".
W Zakopanem przejście Marcina zrobiło ogromne wrażenie. Oto pierwsze
opinie:
Władysław Cywiński: "Uważam, że istotą wspinania, alpinizmu czy
taternictwa jest fakt, że zawierają one w sobie element ryzyka. Jeżeli
ktoś wspina się drogą o trudnościach X, mając co dwa metry założony wcześniej
w zjeździe spit, to jest to gimnastyka, a nie taternictwo. Dlatego jestem
zdania, że jest to wyczyn o wiele wyższej klasy niż zrobienie drogi skalnej
o trudnościach IX+ lub X z wcześniejszym jej przygotowaniem, poznaniem
i ospitowaniem. A styl i czas w jakim Marcin to zrobił to niebywały rekord
wymagający trzech elementów: dużej odwagi, niebywałej kondycji i świetnej
techniki.
Jan Muskat: To świetny wyczyn, przejście na żywca, trudne, o sportowym
charakterze, bardzo wymagające psychicznie i zrobione w fantastycznym
czasie.