|
Rafał Moucka poprowadził kilka dni temu drogę Pandemonium na
Gołębniku. Zaproponował wycenę VI.8, tym samym otrzymaliśmy na zakończenie
sezonu kolejną najtrudniejszą wspinaczkę w Polsce. Pierwszą "sześćósemką"
jest oczywiście Tysiąc kotletów Tomka Oleksego z zeszłego roku.
Rafał Moucka na Pandemonium VI.8 (Gołębnik),
fot. Studio Graficzne
Freney (www.freney.com.pl)
Cieszmy się zatem z kolejnego ekstremu, zapraszając w imieniu Rafała
do powtórzeń! Tylko takowe mogą bowiem zweryfikować wycenę drogi! Inne
próby poddania w wątpliwość trudności Pandemonium mogą wieść na
manowce, jak pokazała zeszłoroczna "debata" nad Kotletami...
A oto kilka słów komentarza samego autora.
Brytan (Sprocket): Jak długo pracowałeś nad drogą - od koncepcji,
poprzez przystawki z wędką aż do prowadzeń?
Rafał Moucka: Praca nad drogą zajęła mi praktycznie cały sezon.
Właściwie to poza tym projektem prawie nigdzie poważnie się nie przystawiałem.
Całą moją aktywność skupiłem na Gołębniku i jeśli już jechałem gdzieś
wspinać się z liną to tylko tam. Wspinałem się też trochę na boulderach,
ale bouldering - mimo że strasznie lubię ten rodzaj wspinaczki - traktowałem
tylko treningowo i mimo iż od czasu do czasu nawet udało mi się coś ciekawego
zrobić, to zawsze patrzyłem na to jednakowo - prawdziwym celem jest Pandemonium!
Z tego właśnie wynika teoretyczny brak jakichkolwiek innych wyników w
tym roku. Była to po prostu sprawa priorytetowa - Pandemonium albo
nic! Owszem (jak zauważył ktoś anonimowy - jak zwykle - na Brytanowym
Forum) na początku sezonu nie szło mi najlepiej, ale przyczyną tego stanu
rzeczy nie była przespana zima, lecz nieszczęśliwa kontuzja stopy w czasie
jednego z ostatnich zimowych treningów, a zakończona... nogą w gipsie!
I tak np. do Fontainebleau pojechałem bardziej na rehabilitacje niż na
jakieś "podboje".
Jakie są główne trudności, jaki jest ciąg, co cię zatrzymywało
na Pandemonium?
Pokonanie tej drogi jest bardzo złożonym problemem... Składa
się ona właściwie z kilku następujących po sobie fragmentów. Najpierw
przewieszenie: jest to ciąg 13 bardzo trudnych ruchów pod rząd, dodatkowo
przedzielonych wymagającymi wpinkami! W zasadzie nie ma na tym odcinku
dobrych chwytów, tak że trzeba nieźle zasuwać do góry przemieszczając
się pomiędzy chwytami głównie za pomocą strzałów. Jest to bardzo urozmaicony
odcinek drogi - można tam znaleźć wszystko. Są dziurki na jednego palca,
są oblaki, jest podchwyt i ścisk. Dodatkową atrakcję stanowią dość kiepskie
stopnie.
Ten początkowy, przewieszony odcinek stanowił dla mnie największy
problem na drodze, a głównie wykonanie potężnego strzału do dziurki na
jednego palca. Po tym przewieszonym odcinku następuje lekko połogi teren,
który wbrew pozorom nie należy do banalnych, jednak trudności ulegają
całkowitej metamorfozie: po ciężkim, siłowym starcie, tutaj trzeba się
wykazać maksymalnym skupieniem i niezła techniką, gdyż wspinanie odbywa
się głównie po minimalnych chwytach (przeważnie odciągach) oraz tak samo
małych i obłych stopniach. Trudności drogi jednak nie odpuszczają aż do
samego końca i nie ma tam co liczyć na dotarcie do "łatwego terenu"!
Największe dla mnie trudności, to: fizyczne - utrzymanie potężnego strzału
do dziurki na jednego palca, dodatkową atrakcją jest możliwość złapania
poważnej kontuzji; psychofizyczne - wytrzymanie ciągu trudnych ruchów
od samego startu; psychiczne - ostatni ruch na drodze: robiony na odlocie
przechwyt do ostatniego CHWYTU!
Jak wygląda te kilka nie zrobionych metrów - zbyt małe
dziurki, zajebisty strzał itp.?
Cała moja droga jest całkowicie naturalna. Nie ma tam żadnych
ograniczników, ani kutych czy podrasowywanych chwytów. Jedynym odstępstwem
od tej reguły są dwa chwyty na samym (kruchawym) starcie, które ktoś (jeszcze
przed moimi próbami - ja tego nie zrobiłem!!!) podkleił, gdyż groziły
oberwaniem. Jednak nie należy tego traktować w kategoriach sztucznych
chwytów - są to chwyty naturalne, zabezpieczone przed oberwaniem.
Pandemonium to całkowicie samodzielna, logiczna i jedyna możliwość
przejścia konkretnego kawałka ściany. Dlatego właśnie zdecydowałem się
umieścić ring zjazdowy nieco poniżej wierzchołka skały! Jeśli nie da się
zrobić jakiejś drogi, nie należy jej od razu niszczyć poprzez kucie nowych
chwytów! Lepiej drogę pozostawić taką jaka jest. Niech będzie wyzwaniem
na przyszłość! Liczy się tylko wspinanie po problemach narzuconych nam
przez naturę! Ostatnie 3 metry drogi nadal więc pozostają problemem do
zrobienia.
Owszem, jest to odcinek do przejścia, lecz chwyty które tam
zastałem, są dla mnie dziś zbyt małe i nie za bardzo wyobrażam sobie,
jak można by się czegoś tak małego utrzymać... Pewny jednak jestem, że
kiedyś będzie to możliwe, a wtedy granica trudności znowu zostanie przesunięta
do przodu. Kto wie, może pierwsze VI.9 czeka na zdobywcę właśnie na przedłużeniu Pandemonium? Nie wiem, ale będę próbował... Mam także nadzieję,
że uda mi się przekonać w ten sposób choć kilka osób, co do bezsensowności
kucia i niszczenia w ten sposób potencjalnych możliwości na przyszłość
zarówno dla lepszych od siebie, jak i dla... samego siebie!
O ile wiem to był główny (jedyny?) cel w tym roku?
Jak już mówiłem, był to JEDYNY mój cel w tym roku i jestem
naprawdę szczęśliwy, że udało mi się uporać z tym pięknym kawałkiem skały.
Na Gołębniku mam jednak zarezerwowany jeszcze jeden projekt, tuż na lewo
od Pandemonium, który wg wstępnych oględzin wygląda na co najmniej
tak samo trudny! No i oczywiście przedłużenie samego Pandemonium.
Czy Pandemonium to naprawdę VI.8? :-)
Tego nie wiem. Wiem tylko, że jest to najtrudniejsza droga,
z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia. Jest ona znacznie trudniejsza
od wszystkiego, co udało mi się do tej pory pokonać. Mam na swoim koncie
kilka dróg VI.7 i wszystkie te drogi (poza Dezintegracją, która
po rozkuciu przez jakiegoś imbecyla kluczowego chwytu jest już trochę
niżej wyceniana) zostały uznane za mocne w swej klasie.
Do tego dochodzi
także Prawie wszystko na sprzedaż, dla której to zaproponowałem
VI.7+ i jak dotąd nikt więcej tej drogi nie powtórzył i co za tym idzie
owej wyceny nie zanegował. Na tej podstawie porównawczej stwierdziłem,
że pokonany przeze mnie projekt znacznie przewyższa trudnościami tamte
drogi i zasługuje na wyższą wyceną.
Nie może zabraknąć pytania - czy to VI.8 można przeliczać
na 9a?
Już sobie wyobrażam te wszystkie spekulacje... Jednak dla
mnie nie ma to ABSOLUTNIE ŻADNEGO ZNACZENIA!!! Jest mi wszystko jedno,
czy Pandemonium to 9a czy 8b+. Czy to w jakikolwiek sposób, wpływa
na piękno tej wspinaczki? Czy Francuzi zastanawiają się nad tym, czy ichniejsze
8c to aby na pewno jest VI.7, czy może tylko VI.6+/7??? Nie sądzę! Po
co więc my się mamy nad tym zastanawiać?
Jak już mówiłem, jest to dla
mnie bez znaczenia, czy Pandemonium ma 8c czy 8a. Tak samo nie
ma dla mnie znaczenia, czy Pandemonium to VI.3, VI.6 czy może trochę
więcej. Wiem tylko, że jest to naprawdę piękna i piekielnie trudna wspinaczka!!!
Jednak takie są reguły: autor drogi proponuję wycenę, a ona później się
utrzymuję lub nie. Czas pokaże.
Czy trenowałeś jakoś przez zimę pod tę drogę, czy projekt
pojawił się dopiero na początku sezonu?
Ciężko pracowałem przez całą zimę na domowej ściance specjalnie
z myślą o wspinaniu w naszych skałach. Mój trening jest bardzo specyficzny
i wyjątkowy jednak jego przedstawianie wykracza poza ramy tej wypowiedzi.
Może nie ma on przełożenia pod wspinanie po oblakach (hehe) ale na pewno
sprawdza się, jeśli chodzi o drogi w polskim wapieniu. Już po pierwszych
przystawkach do Pandemonium wiedziałem, że jest to droga, która
szybko nie puści, i tak właśnie ja potraktowałem.
Było to mozolne spędzanie
kolejnych tygodni na dopracowywaniu szczegółów do perfekcji, na łączeniu
tych szczegółów w kolejne ruchy itp. Wypracowałem sobie ciekawą technikę
patentowania i mimo, że jest na bardzo czasochłonna, to sprawdza się właśnie
na projektach, o których od razu wiadomo, że to raczej kwestia miesięcy
niż tygodni. Oczywiście nie udało by się to, gdyby niespotykana cierpliwość
ze strony Kaśki, która (prawie) bez narzekań asekurowała mnie całymi godzinami
i tygodniami marznąc pod Gołębnikiem.
Jakie masz na oku projekty, oprócz tego na lewo od Pandemonium?
Mam kilka pomysłów na nowe drogi, ale niestety, chyba wszystkie
plany będę musiał odłożyć na przyszły rok, gdyż nieuchronnie zbliża się
koniec sezonu. Jeśli chodzi o drogi, to jest to niewątpliwie Gołębnik
(przedłużenie Pandemonium oraz projekt na lewo), projekt na Okręcie
w Podlesicach, a o tego kilka znanych wszystkim odwiecznych problemów
którymi chciałbym się zająć. Jakie to problemy jednak przemilczę, gdyż
na pewno na wszystko i tak braknie czasu, tym bardziej, ze chciałbym trochę
poważniej zająć się bulderingiem...
Widzę, że poszerzyła się twoja lista sponsorów, czy udaje
ci się jakoś żyć ze wspinania - nie da się ukryć, że twoi sponsorzy muszą
być cierpliwi...
Moim głównym sponsorem niezmiennie pozostaje firma MILO
(www.milo.pl), ale pomagają mi również
firmy BOREAL, FADERS i ROCA. Jestem bardzo zadowolony z kontaktów z moimi
sponsorami i mam nadzieję, że firmy te są równie zadowolone z tego jak
je reprezentuję.
|